Zieloni 2004 [225]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Anonim

    http://polityka.onet.pl/artykul.asp...

    JANUSZ CZAPIŃSKI

    W prawo zwrot

    Dlaczego wśród młodzieży rosną wpływy prawicy

    Dlaczego rosną wpływy prawicy wśród ludzi młodych? Przyczyny są dużo głębsze niż tylko niechęć do obwinianych o korupcję lewicowych rządów.

    Polacy weszli w nowy ustrój po 1989 r. w dość kiepskiej kondycji moralnej. Zasady życia społecznego i politycznego w PRL oraz traktowanie przez większość rodaków ówczesnego państwa jako bytu obcego czy wręcz wrogiego nie służyły kultywowaniu cnót obywatelskich. Ksiądz Józef Tischner ujął to krótko: homo sovieticus. Nadziei i zapału do budowy dobrego państwa dodawało nam przekonanie, że potrafimy być lepsi, co na oczach całego świata udowodniliśmy w okresie pierwszej Solidarności. Stopniowo jednak i nadzieja, i zapał gasły. Gwałtownie rosło niezadowolenie z efektów zmian ustrojowych (wykres 1), mimo nieprzerwanej poprawy materialnego standardu życia oraz psychicznego dobrostanu Polaków. Stawaliśmy się coraz szczęśliwsi i zarazem coraz bardziej rozczarowani stanem spraw publicznych.



    Do apogeum niezadowolenia z porządków w państwie doszło w ostatnich dwóch latach, po nagłośnieniu coraz to nowych afer z gatunku kapitalizmu politycznego. Polacy nabrali przekonania, że oto ci, których oni do władzy powołali, zwyczajnie ich okradli. Ponieważ pierwszym do obwinienia, bo akurat rządzącym, okazał się SLD, powiedzieli: „Dość lewicy, idziemy na prawo”. I poszli.

    Najszybciej, jak twierdzą socjologowie, poszli młodzi. Przyjmijmy, że to jest prawda. Dowody z ilościowych badań sondażowych, np. Tadeusza Szawiela, nie są zbyt mocne, ale też badania tego typu nie stanowią najczulszego barometru orientacji życiowych. Z kontaktów ze studentami odnoszę wrażenie, że rzeczywiście potężnieje wśród nich fala konserwatyzmu, często o zabarwieniu endeckim. Trudno też przeoczyć fakt, że najlepiej zorganizowanym i najgłośniejszym zapleczem młodzieżowym dysponuje dziś LPR.

    Jeśli głównym źródłem zwrotu na prawo byłoby rozczarowanie do państwa z lewicą i układem okrągłostołowym jako winowajcami w tle, to dlaczego właśnie młodzi mieliby temu zwrotowi przewodzić? Przecież wśród starszych częściej występują negatywne oceny efektów transformacji. Moja hipoteza jest następująca. Młodzi znają marzenia rodziców z okresu pierwszej Solidarności i ich nadzieje na progu III RP, ale nie znają równie dotkliwie rzeczywistości PRL. I to sprawia, że ich negatywne oceny dzisiejszego stanu państwa, choć rzadziej niż przez rodziców formułowane, są bardziej radykalne. Starsi mogą powiedzieć – jest gorzej, niż się spodziewaliśmy, ale PRL był jeszcze gorszy, więc nie burzmy do fundamentów tego, co mamy. Młodsi nie mają takich mitygujących wspomnień. Jest źle, więc zróbmy własną rewolucję. Marzenia młodych mają większą siłę sprawczą nie tylko dlatego, że są bardziej radykalne, ale przede wszystkim dlatego, że są świeże, dzisiejsze.
  • Anonim

    To nie politycy LPR czy PiS narzucają społeczeństwu zwrot w prawo. Oni tylko wykorzystują społeczną koniunkturę na konserwatywną rewolucję moralną i umiejętnie podążają za marzeniami młodych Polaków, podsuwając oczywiście swój język dyskursu politycznego i instrumenty rozwiązań (delegalizacja SLD, dekomunizacja, lustracja, permanentna komisja nadzwyczajna, instytucje odnowy moralnej, zaostrzenie kar, „spolonizowanie” władzy) oraz podsycając chęć zemsty na autorach rzekomego upadku III RP.

    Ale ocena stanu kraju, powszechna dezaprobata społeczna elit politycznych i instytucji państwa, to nie jedyna zwrotnica kierująca Polaków na prawo. To nie jedyna przesłanka rewolucji moralnej. W tle rysuje się mniej dzisiaj widoczne, ale znacznie ważniejsze w dłuższym horyzoncie czasowym źródło konserwatywnej odnowy. Jest nim cena radykalnego indywidualizmu, rosnący „głód duchowości w dobie obfitości” (podtytuł jednej z książek znanego amerykańskiego psychologa społecznego Davida Myersa).

    Jeremy Rifkin twierdzi w „The European Dream” („Europejskim marzeniu”, patrz POLITYKA 50/04), że filozofia postmodernizmu dała pokoleniu lat 60. ubiegłego wieku intelektualne uzasadnienie dla liberalnego buntu, sprzeciwu wobec konserwatyzmu, burzenia społecznych barier na drodze do samorealizacji i odkrywania nowych obszarów doświadczeń. Istotę tego uzasadnienia można streścić następująco. Nie ma jednej obowiązującej perspektywy, na wszystko można spojrzeć tak lub inaczej, wszystko można ocenić tak lub siak. Nie ma absolutnego dobra i absolutnego zła. Nie ma absolutnych wartości. Jest tyle perspektyw, ile indywidualnych historii na świecie. Prawa jednostki ważniejsze są od praw zbiorowości; zbyt wiele zła wyrządzono bowiem w imię praw wspólnoty, w obronie „jedynie słusznych” ideologii. Odrzućmy stare dogmaty, społeczne gorsety, bądźmy wolni. Każdy czyn każdego człowieka można usprawiedliwić. Należy być tolerancyjnym, życzliwym i wyrozumiałym, ale nie zaangażowanym.

    Tę filozofię bycia osobnym – życia obok, a nie z ludźmi – doskonale ilustruje twierdzenie jednego z czołowych przedstawicieli gestaltowskiej szkoły psychoterapii Fritza Perlsa z lat 70. ubiegłego wieku: „Ja postępuję po swojemu i ty postępujesz po swojemu. Nie jestem na tym świecie po to, żeby spełniać twoje oczekiwania. A ty nie jesteś na tym świecie, żeby spełniać moje”.

    Martin Seligman, współtwórca i guru tzw. psychologii pozytywnej, kierunku doskonale wpisującego się w rewolucję neokonserwatywną, przytacza z kolei zabawny przykład zakorzenienia wiktymologii w sposobie myślenia współczesnych Amerykanów. Jeden z jego studentów, który przysnął na wykładzie, powiedział po obudzeniu: „Przepraszam, doktorze Seligman, mam zaburzenie polegające na deficycie uwagi”.

    Indywidualizm jako orientacja życiowa nie jest sam w sobie ani złem, ani grzechem. Sprzyja wygaszaniu antagonizmów międzygrupowych, znosi etnocentryzm i rasizm, zapobiega dyskryminacji i czyni życie społeczne mniej konfliktowym. W jednej trzeciej świata, i to tej bardziej rozwiniętej gospodarczo oraz szczęśliwszej, panuje kultura indywidualistyczna.

  • Anonim

    Ale zabsolutyzowana negatywna wolność od innych, a w pewnym sensie także od kultury i tradycji, ma swoją cenę. Modernizm, a następnie postmodernizm, jako szczególna, skrajna - zdaniem Rifkina - postać modernizmu, rzuciły jednostce wyzwanie, któremu niewielu ludzi zdołało sprostać: musisz samodzielnie zdefiniować sens swojego życia. Nie szukaj go ani w religii, ani w tradycji. Twórz go sam, jesteś przecież jedynym panem swojego życia. Nie każdy wszakże może być Mojżeszem. Większość próbuje się zatem uchylać od tego zadania, szukając ratunku w hedonizmie. Przyjmuje ofertę wolnego rynku, który kusi obietnicą raju materialnego zagłuszającego wszelkie rozterki duchowe. Unikaj trudów, przykrości, bólu, szukaj atrakcji i przyjemności. Szczęśliwy o sens życia nie pyta. Dla wolnego rynku z kolei nie ma lepszego konsumenta jak wykorzeniona jednostka, której w nieskończoność wmawiać można coraz to nowe potrzeby i zwodzić coraz to nowymi przyjemnościami. Umacnianie takiej postawy przez mechanizmy globalizującego się wolnego rynku dóbr, usług i idei prowadzi – zdaniem Martina Seligmana – do groźnego dla ładu zbiorowego oraz dla zdrowia psychicznego efektu: naruszenia równowagi między Ja i My, do bezgranicznego egoizmu.
    Dlaczego tak ważna jest równowaga między Ja a My? Ponieważ człowiek potrzebuje dwóch tożsamości, a nie jednej. Poza tożsamością indywidualną powinien budować także tożsamość społeczną. Potrzeba przywiązania, afiliacji, identyfikacji z innymi ludźmi, jest zdaniem wielu psychologów równie naturalna i pierwotna co głód pokarmowy. Także w naszej indywidualistycznej kulturze. Człowiek pozostaje przecież istotą społeczną. Ale głodu wspólnoty nie da się łatwo pogodzić ze skrajnie materialistycznym indywidualizmem. W technopolu (termin zaproponowany przez Neila Postmana) nie ma miejsca na empatię, wierność i lojalność. Nie ma miejsca na wartości niewymierne, czyli pozarynkowe.

    Ignorowanie głodu wspólnoty prowadzi do poczucia osamotnienia, depresji, kryzysu rodziny i – szerzej – rozpadu więzi społecznych. Bolączek, których rynek nie jest w stanie uleczyć. Jaka jest zatem rada? W Stanach Zjednoczonych reakcją obronną jest neokonserwatyzm i komunitarianizm. Komunitarianie, do których zalicza się wielu wybitnych intelektualistów (m.in. Robert Bellah, Amitai Etzioni, Philip Selznic), szukają trzeciej drogi między konserwatyzmem a liberalizmem. Apelują: bądźmy otwarci i tolerancyjni, ale kultywujmy cnoty przodków; przekraczajmy granice wiedzy, ale nie eksperymentujmy z wartościami; bądźmy sobą, ale poczuwajmy się do odpowiedzialności za innych i za środowisko, w którym żyjemy. Charles Colson nawołuje do „umacniania na nowo poczucia wspólnego losu jako antidotum na radykalny indywidualizm”. Mary Ann Glendon w słynnej książce „Rights Talk” („Prawa mówią”) pokazuje, jaką cenę płaci społeczeństwo amerykańskie za prowadzenie każdej politycznej dysputy w języku praw jednostki i proponuje zająć się ponownie prawami wspólnoty. I wszystko na to wskazuje, że w obliczu zagrożenia fanatyzmem islamskim Amerykanie gotowi są wysłuchać tych apeli. Bez słowa sprzeciwu przyjęli tzw. Patriot Act, ograniczający znacznie prawa jednostki, i poparli George’a Busha w jego krucjacie przeciw źródłom zbiorowego zagrożenia.
  • Anonim

    Ten przykład dowodzi, że najskuteczniejszym sposobem namówienia ludzi do powrotu do wartości wspólnotowych jest uświadomienie im prawdziwego czy wyimaginowanego zagrożenia ze strony „obcych”. Podobnie dzieje się w wielu krajach Europy, gdzie odradzanie się skrajnych postaw prawicowych, powrót do wspólnoty dokonuje się w atmosferze zagrożenia wielokulturowością i niechęci wobec mniejszości etnicznych.

    W Polsce te cywilizacyjne długofalowe przesłanki konserwatywnej rewolucji moralnej nie są jeszcze tak silne jak w USA czy niektórych krajach zachodniej Europy. Nie ma u nas epidemii depresji w młodych pokoleniach, małżeństwa, choć ilościowo topnieją (40 proc. kobiet nigdy nie wyjdzie za mąż, podczas gdy 20 lat temu niemal wszystkie Polki w jakimś momencie swego życia stawały na ślubnym kobiercu), nie rozpadają się zbyt często i większość dzieci (choć rodzi się ich także coraz mniej, wręcz dramatycznie mało) wychowuje się w pełnych rodzinach z obydwojgiem biologicznych rodziców. Ale są już pierwsze oznaki słabnięcia postaw materialistycznych, zwłaszcza wśród ludzi młodych. W ciągu 6 lat (między 1997 a 2003 r.) odsetek Polaków w wieku 18–24 lat, uznających pieniądze za jeden z trzech najważniejszych warunków udanego, szczęśliwego życia, stopniał z 51 do 37 proc. (patrz wykres 2). Stopniał bardziej niż w starszych grupach wiekowych, chociaż to właśnie młodzi, stając na progu dorosłego życia, potrzebują najwięcej tego, co można kupić za pieniądze. Nasilają się także głosy o zagrożeniu ze strony „obcych”. Ciągle tym straszą politycy LPR, PiS i Radio Maryja.
    Gdy przeminą dzisiejsze burze polityczne, w przyszłości, gdy już naprawimy wymiar sprawiedliwości, ograniczymy korupcję i osłabimy kapitalizm polityczny, przywracanie równowagi między Ja a My stanie się główną przesłanką zmian w mentalności Polaków. Obyśmy tylko nie przegięli wajchy w drugą stronę i odbudowując wspólnotowy wymiar życia nie rozpoczęli pod przewodem Romana Giertycha, ojca Rydzyka czy jakiegoś innego „wodza” wojny z „obcymi”.

    Podsumowując. Naruszona w PRL etyka Polaków w zetknięciu z obecnym stanem państwa i postmodernizmem wolnego rynku dóbr, usług i idei doprowadziła do ogromnego kryzysu postaw życiowych, większego niż na Zachodzie – dlatego u nas wezwanie do rewolucji moralnej jest głośniejsze i spotyka się z szerszym odzewem niż tam. A to napędza wiatr w żagle ugrupowaniom prawicowym, czyniąc niemal pewnymi ich rządy po najbliższych wyborach parlamentarnych i prezydenckich.


    Dr hab. Janusz Czapiński, (ur. 1951 r.) – psycholog społeczny, wykładowca na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego; kierownik projektu badawczego „Diagnoza społeczna”. Autor licznych prac naukowych i popularnonaukowych, m.in.: „Psychologia szczęścia”, „Wartościowanie – efekt negatywności: (o naturze realizmu)”, „Wartościowanie – zjawisko inklinacji pozytywnej (o naturze optymizmu)”.
  • Marud

    Ja tu dodam od siebie że zwrot ludu w w prawą strone .
    Konkretnie postaw typu ks Rydzyk i Romana Giertycha odbywa sie niestety z cichym przyzwoleniem ludzi o lewicowych poglądach
    którzy nie za bardzo chcą wyjśc z jakąkolwiek kontrinicjatywą (z czystego lenistwa-nie mówie tu konkretnie o was)
    W takiej sytuacji lpeerowski młodzieżówki czują sie bezkarne
    bo w końcu nikt im nie zagraża.

  • Old School

    i ja sie zgadzam z przedmowca, oby jak najwiecej osob o prawicowych pogladach, zainteresowanych ochrona srodowiska naturalnego