Uniwersytet Warszawski [17259]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Justyna

    Nie wiem, czy na każdym wydziale UW są tzw 'wieczni studenci'. Wiadomo na niektórych wydziałach UW jest łatwiej, a na innych ciężej. Na moim wydziale jest dużo osób, które powtarzają 1 ćw po 3 razy, albo ciągle repetują. Co myślicie o takich studentach? Czy taki student, który studiuje np. 7 lat jest wartościowym pracownikiem? Czy UW nie powinno wywalać takich osób? Na moim wydziale są praktykowane np. repety 2 lata z rzędu, albo warunek warunku. Dla uczelni takie osoby to "skarb", bo wiadomo za repety i warunki trzeba płacić. Ale czy uczelnia powinna myśleć tylko w kategoriach finansowych? Co np z dbaniem o renome? Co o tym myślicie?
  • Kosu

    Bez różnicy. Dyplom z uniwersytetu nie jest wyznacznikiem Twojego geniuszu, naturalnych zdolności, bystrości, inteligencji. Dyplom oznacza, że przyswoiłaś materiał studiów. Dlatego tak naprawdę stopień magistra osoby, która zrobiła studia w 4 lata i takiej, która walczyła dekadę jest tyle samo wart. Czym innym jest wartość samego absolwenta jako kandydata do pracy, ale to już pracodawca (rynek) decyduje i on na pewno wie lepiej od systemu szkolnictwa jaki mu jest potrzebny absolwent (choć Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ma inny pogląd na tę kwestię; ])
  • Kosu

    A co do renomy, to już grubsza sprawa.

    Właściwie na UW jest tylko jeden kierunek, który może mówić o "renomie" wynikającej z wypuszczanych absolwentów - Informatyka MIM. Pozostałe kierunki są lepsze lub gorsze, ale o "renomie" raczej nie ma mowy. Za bardzo wartościowych uznaje się studentów studium międzywydziałowego, ale jakoś metka "renomowanych" do nich nie przylgnęła - na szczęście dla tych lepszych i ku zracjonalizowaniu samooceny tych słabszych (bo np na MISMaP-ie nie studiują wyłącznie geniusze, jak niektórzy próbują sugerować).

    Teraz UWAGA: szeroko pojęta renoma uczelni nie wynika z jakości absolwentów, a z pracy naukowej. Prestiżowe są wydziały, których pracownicy mają osiągnięcia, o których można usłyszeć w mediach lub przeczytać w prasie. A żeby mieć osiągnięcia, trzeba mieć pieniądze. A pieniądze idą m.in. za studentem. Amerykański MIT nie jest prestiżową uczelnią dlatego, że wypuszcza dobrych elektroników. Jest prestiżowe dlatego, że w prawie każdej rzeczy na prąd w Twoim domu jest coś, co tam wymyślono :]
    Dlatego zupełnie chybionym pomysłem jest to, co uskuteczniają np niektóre wydziały humanistyczne/społeczne - "wybierzcie nasz wydział, bo skończył go Giedroyc". Ja skończyłem to liceum co Giedroyc i nie zostałem wybitnym politykiem ani literatem :]
  • Anonim

    Momentami trafisz na takiego wykładowcę, że nie ma zmiłuj i nawet 4 podejścia do warunku nie pomogą :] Poza tym to każdego indywidualna sprawa. Mi osobiście nie przeszkadzają takie jednostki - chcą przez tyle lat powtarzać ten sam materiał - ich sprawa. Co mi do tego :) Każdy ma jakieś problemy, trudności, które spotyka na swojej drodze i tyle. Jedni studiują tyle, bo nie znajdują w sobie większych ambicji do nauki, drudzy z kolei mają jakieś głębsze problemy z tym związane. Trzeba zawsze brać oba warianty pod uwagę, bo nigdy nie wiemy jak jest na prawdę. I tylko starać się, abyśmy sami nie musieli się zadręczać z warunkami i ich powtarzaniem :P
  • Amelius

    moze na uw powinno byc jeszcze bardziej szczurowato- a co, sami sądzmy, wywalajmy wszystkich, ktorzy nie sa geniuszami, albo nie sa tacy fajni jak my, bo sie np musza sami utrzymac, bo cos im w domu nie gra, albo zwyczajnie im sie nie chce i nie robia mgr w 5 lat tylko w 7? poza tym- trudno teraz, zeby usos na niektore sprawy pozwolil. niech sie kazdy martwi o siebie, a nie patrzy, jak by temu z boku jeszcze dokopac.
    a co do renomy- uw renome ma, ale na nic Ci sie to zda, gdy pojdziesz do pracy i prostego polecenia nie zrozumiesz.
  • Anonim

    Dokładnie :] Każdy powinien interesować się własnym życiem.
  • Anonim

    >justina napisała:
    Co myślicie o takich studentach? Czy taki
    >student, który studiuje np. 7 lat jest wartościowym
    >pracownikiem? Czy UW nie powinno wywalać takich osób? Na
    >moim wydziale są praktykowane np. repety 2 lata z rzędu,
    >albo warunek warunku. Dla uczelni takie osoby to "skarb", bo
    >wiadomo za repety i warunki trzeba płacić. Ale czy
    >uczelnia powinna myśleć tylko w kategoriach finansowych?
    >Co np z dbaniem o renome? Co o tym myślicie?


    a co, Ciebie wywalili a ktoś kogo uwazalas za glupszego zostal i teraz wylewasz gorzkie zale na gronie?

  • Justyna

    Nie nie wywalili mnie, ani nie napisałam tego w kontekście, żeby wykopać takie osoby. Ciekawiło mnie tylko, czy takie zjawisko jest też na innych wydziałach. Nurtuje mnie poprostu co skłania ludzi, żeby np. az tyle się męczyć i czy to ma sens...Studiować 10 lat, zamiast np. zrezygnować po 1, czy 2 roku i zacząć nowe studia? Niektórzy studiują kierunki, do których nie mają predyspozycji, a sami jakoś nie wiem.. nie zdają sobie z tego sprawy? brną dalej w jakieś studia i sami się pogrążają...
  • Anonim

    aa. to przepraszam za głupi tekst.

    ja się nie wypowiadam dalej bo studia zaczynam dopiero w październiku.
  • Anonim

    Tak nawiasem mówiąc to z UW ciężko wylecieć (przynajmniej z niektórych wydziałów). Trzeba kompletnie wszystko olewać, żeby Cie wyrzucili. A jak piszesz podania, płacisz za warunki i repety, to studiujesz ile chcesz:]
  • Anonim


    >Niektórzy studiują kierunki, do których nie mają
    >predyspozycji, a sami jakoś nie wiem.. nie zdają sobie z
    >tego sprawy? brną dalej w jakieś studia i sami się
    >pogrążają...

    rozumiem ludzi którzy studiują coś na mus
    bo widzą w dyplomie to coś co ułatwi im zarabiać pieniążki
    ja bede studiować coś co jest w kręgu moich zainteresowań
    ale również widzę siebie na kierunku do którego nic nie czuje prócz niechęci a będzie on milej widziany przez potencjalnego pracodawce

    nie każdy jest taki hopsiup :) ambicja nie zawsze idzie w parze ze zdolnościami, warunkami, predyspozycjami blablabla

    a tacy co studiują 10 lat hmm znam taki przypadek, który raczej umyślnie to robi bo tak ślizga na garnuszku u rodziców i dobrze mu z tym

    a że ktoś dostanie taki sam papier jak ktoś kto był lepszy i nie miał milionów poprawek warunków czy jak to się nazywa, nic nie zmienia. Bo wyższe wykształcenie powoli staje się normą, a papierek nie zrobi z kogoś dobrego socjologa, architekta, ekonomistę, prawnika
  • Devils Marriage

    Tak jak ktoś wyżej wspomniał "czasami trafiasz na taki przedmiot, który Ci nie idzie, a jeszcze wykładowca tego nie rozumie, koniecznie chce go czegoś nauczyć" i rok do tyłu murowany. Czasami raz ktoś się nie nauczył, bo musiał zostać dłużej w pracy - nie miał szczęścia być na garnuszku u kogoś, a wykładowca dalej go "nęka" za karę (broń Boże nie jest to do nikogo aluzja :)). A czasem jest też tak, że rozchoruje ci się dziecko, jeździsz z nim po szpitalach i zawalasz semestr albo dwa.
    Mnie osobiście bardziej "drażnią" osoby, które nic się nie uczą, nie chodzą na wykłady, a fartem zaliczają wszystkie przedmioty :) Zazdrość kłuje w środku; )
  • =^.^=

    Dlaczego uważasz, że tacy ludzie się męczą? Kilkakrotne zdawanie z przedmiotu wcale nie musi być męką.Tobie się tak wydaje, sama tego nie doświadczyłaś, więc wydajesz tylko swój osąd. Poza tym ciekawi mnie co rozumiesz pod pojęciem "nie mają predyspozycji" ?
    A ty je pewnie masz? Ponieważ jesteś zawsze nauczona na egzamin? Hem, mało przekonywujący argument, biorąc pod uwagę fakt, że ludzie mają różne sprawy w życiu: choroby, pracę, rodzinę, itp. co raczej nie zmienia faktu, że wcale się nie nadają na studia.
    "Rusz głową!":)
  • =^.^=

    >a tacy co studiują 10 lat hmm znam taki przypadek, który
    >raczej umyślnie to robi bo tak ślizga na garnuszku u
    >rodziców i dobrze mu z tym

    A co zazdrościsz mu? to się wprowadź spowrotem do rodziców

  • Anonim

    Hej!
    A mnie interesuje trochę inna sprawa. Zmiana kierunku po kilku latach studiowania kierunku humanistycznego. Sama się nad tym zastanawiam. To też przedłuża czas studiowania, ale może warto, żeby się spełnic w życiu. Co myślicie, warto zaczynać coś całkiem od podstaw, tak tylko dla siebie?
  • Anonim

    Mam na myśli zmianę na coś ścisłego, kierunek przyrodniczy.
  • Marta

    >Kasia napisała:
    >>a tacy co studiują 10 lat hmm znam taki przypadek, który
    >>raczej umyślnie to robi bo tak ślizga na garnuszku u
    >>rodziców i dobrze mu z tym
    >
    >A co zazdrościsz mu? to się wprowadź spowrotem do
    >rodziców
    >
    >

    To chyba Ty komuś zazdrościsz. Gdyby tak nie było, to nie doszukiwałabyś się złośliwości w cudzych wypowiedziach.
  • Justyna

    >Aleksandra napisała:
    >Hej!
    >A mnie interesuje trochę inna sprawa. Zmiana kierunku po
    >kilku latach studiowania kierunku humanistycznego. Sama się
    >nad tym zastanawiam. To też przedłuża czas studiowania,
    >ale może warto, żeby się spełnic w życiu. Co myślicie,
    >warto zaczynać coś całkiem od podstaw, tak tylko dla
    >siebie?

    Myśle, że zawsze ma sens zmiana kierunku, jeśli po czasie stwierdziło się, że nasz pierwszy to jednak nie to. Tak naprawde chyba większość ludzi z czasem nie jest zadowolona z wyboru kierunku. Po liceum trudno się ukierunkować i wiedzieć co się chce robić w życiu. Dopiero studia weryfikują nasze zainteresowania i wybory. Nie każdemu jednak się chce zacząć kolejny kierunek. Można do tego podchodzić tak, że w sumie w dzisiejszych czasach i tak każdy pracuje w innym zawodzie, niż wyuczony. Więc jeśli komuś zależy tylko na "papierku", to pewnie nie ma sensu zaczynanie kolejnego kierunku. Ale ja uważam, że jak ktoś wie co chce w życiu robić, to zawsze to osiągnie. Więc wychodząc z takiego założenia warto zacząć nawet po kilku latach inny kierunek.Tylko myśle, że trzeba być zdecydowanym w 100%. Wydaje mi się, że istotną sparwą są też finanse. Większości osób na 1 studiach pomagają rodzice. Gdybyś zdecydowała się po kilku latach studiowania na 2 kierunek np. dziennie, to trzeba brać pod uwagę fakt, że będzie Ci ciężko się usamodzielnić i znalezc stałą prace. Wiadomo, że większość studentów dziennych pracuje dorywczo, ale nie zarabiają takich sumy, zeby móc się samemu utrzymać. Więć może np warto zdecydować się na 2 kierunek zaocznie. Można pogodzić prace, ze studiami, a same studia nie są jakimś dużym obciążeniem. Jak to jest np. kiedy studiuje się dziennie i ma się przez 4-5 dni w tygodniu zajęcia.
  • Anonim

    Pierwsza szkoła do której polizłam po maturze to totalny niewypał (MSKPU) 4h siedź i słuchaj czym się różni guzik od suwaka... rok później kulturoznawstwo, gdzie na I roku w sem. letnim wszystkiego mi się odechciało... Zawaaliłam 4 przedmioty i darowałam sobie podanie, więc repeta. Na II roku powtórku z rozrywki, I sem zal II nie =p A że to moje ukochane kulturoznawstwo to nie rzucę tego w cholerę, nic nie poradzę, że raz mi się chce, a kiedy indziej nie.... no ale wzięłam dziekankę na rok. Teraz jestem na filologii białoruskiej i mam też jakieś zapędy w stronę studiowania malarstwa =p Do 40stki będę studiować w takim tempie i z takimi pomysłami :D:D
  • NOname

    A kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci! Hura. A studenci się bawią, takie ich święte prawo-_-'
| |

dla byłych, przyszłych i obecnych studentów UW (; PS: czytamy regulamin...



Uniwersytet Warszawski

  • do
Grona tematyczne:

Fotki

Miejsca grona (25)