-
>;*Anusiak;* scripsit:
>Stephenie Meyer- Saga Zmierzch- 6!!
>Po prostu super książki, bardzo wciągające.
Może jakoś rozwiniesz tę myśl? -
-
Och, daj spokój. Pozwól mi jeszcze przez jakiś czas zachować dziecięcą ufność:P
-
Olszynka
Tanith Lee „Demon Śmierci”, 6
Dałam się nabrać. Sięgnęłam po książkę, sugerując się tytułem i koszmarnie tandetną okładką, oczekując historii, którą przekartkuję, przeżuję i porzucę, gdy mnie znudzi. Nie spodziewałam się, że powieść Lee będzie jedną z piękniejszych, jakie przeczytałam do tej pory. Ach-och.
Po pierwsze, język. Gratulacje dla Andrzeja Polkowskiego za przekład – odrobina wyczucia mniej i narracja byłaby koszmarnie nadęta, patetyczna i nienaturalna; ale potraktowanie przez tłumacza tekstu z szacunkiem pozwoliło na zachowanie tonu podobnego do „Baśni z 1001 nocy”. Styl trochę poetycki, subtelny i elegancki, chwilami nieco przypowieściowy – aż szkoda czytać szybko, nie smakując zdań.
Treść… Zagmatwana. Niebanalna. Mocno baśniowa. Jest piękna królowa egzotycznej krainy, mieszkająca w złotym pałacu. Jest jej syn Simmu, dziecko poczęte dla odwrócenia klątwy rzuconej przez czarownika. Jest jego przyjaciel, którego matka za cenę swoich zębów kupiła dla syna nieśmiertelność. Jest Kassafa, spokrewniona z duchami powietrza poprzez pocałunek. Jest wielu innych bohaterów – i każdy o niezwykłej historii.
Jest, co dość rzadkie w fantastyce, erotyka. I to erotyka najwyższej klasy - żadnych dosłowności, raczej metafory i zawoalowanie, ale ten woal nadaje smaku, łechce, oddziałuje na wyobraźnię.
Jest też fatum, ciążące nad bohaterami. Czy jest to sprawa złośliwości losu, czy też nieprzystosowania bohaterów, ich wyrastania ponad, albo splotu tych czynników – sprawa dyskusyjna; ale staje się dla czytelnika jasne, że nie będą szczęśliwi. Na ich życiu zawsze będzie ciążył cień. W dziwny sposób wiąże się to z seksualnością: seks bohaterów, pomimo wspomnianego piękna w opisie, to swoisty omen katastrofy, która nastąpi – często jako jego skutek.
Zdecydowanie nie jest to książka, którą się szybko zapomina. Jest zbyt piękna, zbyt dziwna, niepokojąca, melancholijna. No, magiczna po prostu. -
-
Lobo
Jennifer Johnston, Ile mil do Babilonu?, mocne 5.
Książka, po którą sięgnęłam z może nie do końca właściwych powodów (jeśli ficowy Dean referuje jakąś książkę, muszę ją przeczytac i jeszcze wyobrażac sobie, że to kanoniczny Dean referował), czego nie żałuję. Historia Alexandra, irlandzkiego właściciela ziemskiego i jego trudnej przyjaźni z ubogim chłopcem w czasach poprzedzających wybuch I Wojny Światowej. Opowiadanie o charakterze retrospekcji, pisane przez Alexandra w celi, w oczekiwaniu na rozstrzelanie przez wojskowy pluton egzekucyjny. Jaką to straszną zbrodnię popełnił Alec na polach Flandrii, że został skazany przez własne wojsko na śmierc? Jeśli o mnie chodzi, był po prostu organicznie niezdolny do życia i świetnie znam to uczucie, jeśli jednak chodzi o powód formalny - cóż, należy przeczytac. Historia jest krótka, to raczej opowiadanie niz powiesc, nostalgiczna, nastrojowa i plastycznie przedstawiona, dzięki niewielkiej ilości słów osiąga się wstrząsające efekty, więc zdecydowanie polecam. -
Olszynka
Mirosław P. Jabłoński „Duch czasu” 6!
Ta książka jest szalona. Deliryczna. To gorączkowo-pijacki majak postmodernisty. Literackie LSD. Oszałamiający strumień świadomości, którego ogłuszający efekt potęgują dialogi w postaci wielogłosu.
To książka obraźliwa i obrazoburcza. Dużo w niej wulgaryzmów, seksu, atakowania tematów trudnych i to w prowokujący sposób. Autor miesza fakty historyczne z własną ich interpretacją i doprawia je zmyślonymi, groteskowymi szczegółami. Skacze od tematu do tematu, luźno traktując kwestię ciągłości czy spójności. W dodatku tak narracja, jak i wypowiedzi bohaterów to skomplikowane zdania wielokrotnie złożone,pełne dygresji, co lektury nie upraszcza.
Ale wśród tego pozornego chaosu, bełkotu szaleńca jest genialna treść. Autor, korzystając z prawa szaleńców do mówienia, iż król jest nagi, chce zedrzeć otoczkę, poprzez którą patrzymy pozornie obiektywnie na niektóre rzeczy: historię, cywilizację, religię, sens życia.
Rzecz jasna ta prawda jest gorzka i żenująca. Król bez szat jest tylko facetem, który ku własnemu zaskoczeniu paradował z gołym tyłkiem po miejscu publicznym. I podobnie jak bajkę Andersena, możemy skupić się na przykrym morale o ludzkim upodobaniu do bezsensownych i kłamliwych złudzeń, wpieranych nam na siłę przez otoczenie, albo też nie zawracać sobie głowy dylematami nie do rozwiązania i po prostu śmiać się z króla gołodupca. -
Olszynka
Fannie Flagg "Boże Narodzenie w Lost River", 4/5.
Po przeczytaniu trzeciej książki tej autorki zrozumiałam w końcu fenomen Flagg. Bo nie mogłam długo zrozumieć, dlaczego pisarka z takim zmysłem obserwacyjnym, wrażliwością, inteligencją, po prostu talentem, pisze książki o trudnej tematyce w tonacji cukierkowej i obowiązkowo ze szczęśliwym zakończeniem. Bohaterami są u niej ludzie nieszczęśliwi i wykluczeni - lesbijki, Afroamerykanie, podstarzałe housewifes, kobiety "wyzwolone" zapijające samotność, a w opisywanej właśnie książce - rozwodnik z problemem alkoholowym, bez rodziny, który w wieku lat 52 jest już właściwie nikomu niepotrzebny. Z pewną ulgą przyjmuje więc wiadomość od lekarza, że choroba płuc rozwinęła się na tyle, że pozostał mu rok, może mniej, życia. Świetny materiał na dramat albo rozważania o ludzkiej naturze. Ale, podobnie jak w poprzednich powieściach, bohater Flagg wyjeżdża do małego miasteczka. W uzdrowiskowym Lost River pojawiają się bohaterowie i wątki niczym z komedii - swatki, plotkarze, skłóceni sąsiedzi, rozdzieleni przed laty kochankowie... Jest mała dziewczynka-inwalidka, której trzeba pomóc i m.in. dzięki której Oswald odzyska (a może uzyska, jako że nigdy jej nie miał) sens i radość życia. I jest szczęśliwe zakończenie, trzy wesela, dziewczynka odzyskuje sprawność, a Oswald nie umiera. I jak to u Flagg, żyją wszyscy razem, jedzą pyszne rzeczy i są na prosty sposób szczęśliwi.
I wiecie co? Musiałam przeczytać trzy książki Flagg, żeby załapać, że ona pisze te laurki dla prototypów swoich bohaterów - tych wykluczonych, przegranych, samotnych, którzy jak Oswald nie dają sobie rady z życiem i Boże Narodzenia znoszą tylko po pijanemu, a noworoczny bilans wychodzi im na minus. I naprawdę chwała jej za to. -
Adam Kajton
Filip Szyszkowski "Bezkształt"
Coś pomiędzy 5 a 6.
6 byłoby gdybym ją zrozumiał. A nie zrozumiałem...
Bardzo pokombinowana, ciężka literatura. Napisał to jakiś młody koleś, a czyta się jak dziennik samobójcy z zaświatów... :D -
Olszynka
Michał Witkowski "Drwal", 6!
Ciężko oceniać pisarza, którego się uwielbia, podziwia i czci niemal bałwochwalczo. Może gdybym nie znała jego poprzednich powieści, nie zrozumiałabym albo nie zachwyciłby mnie "Drwal". A tak to mogę napisać, że Michaśka zafundowała swoim fanom majsterszyk. Wszystko, co najlepsze w jego prozie: genialny, brawurowy warsztat pisarski - Witkowski stylizuje narrację na dialog plebejski, inteligencki czy potoczny tak, że czytelnik słyszy szybkość i ton mowy. Opisy bohaterów czy miejsc w oczach narratora są tak realistyczne, że niemal odbiera się książkę jako własne przeżycia. (Może też dlatego, że M.W. pisze obyczajówki, ale pewnie spod jego pióra internalizowałabym sobie i heroic fantasy). Kilka wielkich, groteskowo-komicznych, niemal surrealistycznych scen i mów (w "Margot" była to scena orgii na ciężarówce, tu np http://www.michalwitkowski.pl/pl/co... Wszystko doprawione specyficznym poczuciem humoru - znowu wybuchałam śmiechem nad książką, co niemal mi się nie zdarza.
A o czym jest to dzieło? Michał, 36-letni pisarz, wyjeżdża do leśniczówki pod Międzyzdrojami, żeby odpocząć i zebrać materiały do prozy - chce napisać kryminał. I zaczynają się "Wakacje z duchami" - bohater krąży, węszy, szukając sensacji, rzeczywistość miesza mu się z własną fantazją i interpretacją a la Nienacki.
Michaśka bezczelnie podstawia wątki i bohaterów ze swoich poprzednich książek, parodiuje sam siebie, przytacza fragmenty własnych felietonów i robi aluzje do skandali z "Pudelka". Parafrazując jego słowa "małpę, debila z siebie robi", a czytelnik ma ubaw nie mniejszy niż autor. -
Ewa Kalinowska
Emily Giffin"Coś pożyczonego" - 5
i tej samej autorki "Coś niebieskiego" - 5
Książki przedstawiają losy dwóch przyjaciółek, których głęboka więź została w dramatyczny sposób zerwana. Autorka przedstawia zawiłość ludzkich uczuć w obliczu trudnej sytuacji. Dzięki tym książkom zrozumiałam jak łatwo jest osądzać ludzi, gdy tak naprawdę ich nie rozumiemy. Polecam bardzo.
-
Olszynka
Andrzej Te "Dzieci TiVi", 3+
Zbiór opowiadań, jak łatwo się domyśleć, traktujących o paskudnym, demoralizującym i niszczącym międzyludzkie relacje wpływie TV. W zasadzie to telewizja jako taka pojawia się tam rzadko, bohaterowie-narratorzy są już przez nią ukształtowani, ulegają wyniesionym z niej schematom.
Mordęga. Dla mnie był to zbiór opowiadań o durnych nadwrażliwcach, którzy zderzyli się z prawdziwym życiem (tak, sympatie porzucają, studia to nie zawsze strzał w dziesiątkę, a rodzina bywa podłą) i padają, zdziwieni, że realia nijak się mają do niedzielnego filmu familijnego albo teledysku z MTV. Byłoby mi przykro z powodu tegoż zderzenia, gdyby postacie tak mnie nie wkurwiały.
Podczas lektury można obserwować rozwój warsztatu autora - opowiadania wyraźnie pisane były do szuflady na przestrzeni kilku ładnych lat. I muszę przyznać, że język i styl pana Te mają to "coś": postmodernistyczną zabawę słowami, składnią. Były fragmenty mocne i naprawdę dobre, i prawdziwe (były też słabe, tandetne i bzdurne). Sądzę, że gdy Andrzej Te pogodzi się z życiem, napisze coś istotnego i wartego przeczytania. -
Tanki
Alessandro d'Avenia "Biała jak mleko, czerwona jak krew".
O jeju. Nie wiem co napisać o tej książce. Z jednej strony mało która powieść tak mnie ostatnio poruszyła, a z drugiej doskonale widzę jej braki i niedociągnięcia. Może na początku krótkie streszczenie:
Leo jest nastolatkiem. Trochę narwanym i przemądrzałym. Ma normalną rodzinę, przyjaciół i oddaną przyjaciółkę, Silvię, dla której zrobi wszystko. Jest też szaleńczo zakochany, po raz pierwszy w życiu, w uroczej, rudowłosej Beatrice. Ale nim dojdzie między nimi do czegokolwiek, okazuje się, że dziewczyna jest chora - na białaczkę. Leo załamuje się, ale wciąż wierzy, że jego ukochana wygra z chorobą.
Książkę nazwano nowym "Love Story". Generalnie, po jej przeczytaniu mam wrażenie, że kierowana jest do raczej młodszych czytelników. Przynajmniej mnie momentami drażniła niedojrzałość Leo i jego nieprzemyślane decyzje. Myślę natomiast, że gdybym przeczytała ją w wieku lat 16, nic takiego nie miałoby miejsca. Bohater ma czasami skłonność do egzaltacji - biorąc pod uwagę jego wiek, trudno mieć mu to za złe. Z drugiej strony, jakoś mnie ta historia poruszyła. Może dlatego, że sama mam podobne doświadczenia, może dlatego, że jest w jakiś sposób ludzka - z sytuacji, w której zostają postawieni główni bohaterowie, nie ma wyjścia uszczęśliwiającego całą trójkę.
Powieść czyta się szybko, wręcz połyka się następne strony. Jest to debiut i tym tłumaczę miejscami niefortunne zwroty ("pasujemy do siebie jak dwa kawałki drewna"- to zwłaszcza uderzyło mnie po oczach). Ma w klimacie coś, co przypomina inny włoski hit wydawniczy ostatnich lat - "Samotność liczb pierwszych" Paolo Giordano i myślę, że wszystkim, którym spodobała się tamta książka, spodoba się i ta. Poruszy zwłaszcza tych bardziej wrażliwych. Cynicznych - niekoniecznie.
Ocena: Ja bym wystawiła nawet 5,5, ale obiektywnie: niech będzie 4,5 -
Lobo
Jack Ketchum, Sukkub.
Nie, nie zniżę się do oceniania tego czegoś, ale powiem, czemu się dobrze bawiłam, czytając tego śmiecia.
Cóż, głównie dlatego, że jestem socjopatką.
Ale po kolei - z okładki: "Sam Kaligula uklękłby z szacunkiem przed perwersjami, których będziecie świadkami". Coś takiego warunkuje wysokie oczekiwania, prawda? Do tego ostrzeżenie "Książka przeznaczona dla dorosłych widzów o mocnych nerwach". Oooo, myślę sobie, będzie się działo.
Nic z tego.
Powiesc (w tym kontekście to słowo stanowi potężne nadużycie semantyczne) opowiada o prawniczce Ann, którą dręczą koszmary, wyrzuty sumienia i problemy rodzinne. Jej opowiesc przetykana jest relacjami z miejsca ekshumacji zwłok w tak subtelny sposób, że tylko ślepy analfabeta nie domyśliłby się, że wszelkie opisane mordy są bezpośrednio z Ann powiązane. Mordy powinny byc perwersyjne, a więc ciekawe. Nie są. Po setkach horrorów typu gore są wręcz nudne. Zwykłe patroszenie i zarzynanie. Niby perwersyjne, bo o podłożu seksualnym, ale mnie naprawdę nie rusza obcinanie penisów. A niech se tną. Nie mój problem. W każdym razie, mamy mordy, mamy Ann i dla dodatkowej atrakcji z pobliskiego psychiatryka ucieka seksualny dewiant-morderca, żeby było jeszcze bardziej amerykańsko. A w tle mój ulubiony motyw, czyli prastara rasa Ur-loków, czcicieli seksualnego demona, skryta w diabolicznej diasporze i oczekująca na reinkarnacje swojego sukkuba. I umilająca sobie oczekiwanie rytualnymi orgiami i mordami. Wszystko polane sosem z tak bzdurnych antropologicznych wynurzeń, że nie mogłam przestac się smiac, jak to czytałam. No, przepraszam, ale każdy filolog wybuchnie śmiechem, jak tylko przeczyta Ur-lok. Albo "Give lof" jako zdanie ze starożytnego, praeuropejskiego języka.
Zacznijmy od tego, że nic w tej książce nie ma perwersyjnego, bo niby od kiedy lesbijski seks ma byc perwersyjny? Jest trochę patologii, w końcu się mordują na mało wyrafinowane sposoby. Jest kanibalizm, to fajne, to ciekawe, tego zbyt wiele nie ma w literaturze, a tutaj mogłam się nacieszyc.
Książka jest durna, fabuła szczątkowa, napięcie żadne, motywacja psychologiczna bohaterów nie występuje.
Ale jestem po sesji, musiałam rozprostowac zwoje mózgowe i świetnie się bawiłam czytając o kolejnych aktach kastracji, patroszenia i wszelkich innych sposobach czynienia krzywdy bliźniemu.
Więc, chociaż to produkt ksiażkopodobny a nie książka, jeśli ktoś lubi taką estetykę, traktuje ją z przymrużeniem oka i brakuje mu filmów w stylu "Elza, wilkołaczyca z SS", to tutaj znajdzie to, czego szuka. -
Uczeń przerósł Mistrza;)
Olga Tokarczuk "Ostatnie historie" 3+
Książka składa się z trzech oddzielnych opowieści, ukazanych w niezależnym od siebie czasie i przestrzeni. Każda przedstawia stosunek do życia i śmierci trzech kobiet z tej samej rodziny: matka, babka, wnuczka. Przemyślenia dotyczą tematów uniwersalnych: miłości - w rożnych wymiarach, zarówno między kobietą i mężczyzną jak i miłości chociażby macierzyńskiej. Uczuć po stracie dziecka. Stając w obliczu śmierci każda z tych kobiet patrzy na swoje życie od nowa, dokonując retrospekcji. Autorka przedstawia historię, w której na oczach bohaterów przemija ich świat.
Najbardziej przemyślana, spójna, jest część II, opisująca życie babki. Jej historia najbardziej porusza, wg mnie bardzo trafnie ujmuje dopasowanie/ niedopasowanie dwojga ludzi. Poddaje wątpliwości możliwość znalezienia partnera do końca życia.Pokazuje, że małżeństwo, związki to często kwestia przypadku, wybrania mniejszego zła. Wspaniale opisuje jak ludzie przez lata przyzwyczajają się do siebie, mimo iż niektóre wzajemne nawyki początkowo wydają się nie do zniesienia. Kobiecie umiera mąż, mieszkają w górach, bardzo wysoko, zimą nikt do nich nie zagląda, są odcięci od świata. Toteż harda babka wywleka ciało męża do zimnej werandy i codziennie siedząc przy nim i gadając do trupa wspomina minione lata. A nie są to lata wesołe. Każdego dnia wydeptuje też litery na śniegu, a każdy podrozdział zaczyna się kolejno na litery P, E, T, R, O.....aby na koniec zrozumieć samemu i dać znam innym z wioski,że "Petro umarł !"
Najsłabsza jest część o wnuczce. -
Matii
"The Shining" Stephen King : 6-
Książka świetna, epicka, mroczna, itd itp. Kinga chyba nie trzeba przedstawiać ani recenzować. Dodam tylko, że jest to moja druga po Sercach Atlantydów ulubiona powieść S.K.
Pozdrawiam -
cho-no-ryoku-sha
Andrzej Stasiuk "Mury Hebronu"
Książka początkowo nudna i nielogiczna, jednak, kiedy uda się przebrnąć przez pierwsze strony (a nie jest znowu aż tak ciężko :)), zaczynają się jaja :))). Dzieło warte przeczytania, ale dla wielbicieli wulgaryzmów lub tolerujących tejże :).
Osobiście książka mi się podobała ogromnie, z jedną okrutną opisaną akcją z obecnością zwierzęcia. Reszta zabawna i ciekawa do czytania :) -
Lobo
Carole Nelson Douglas, Dobranoc panie Holmes. Niech będzie 4+. Duży plus.
Podchodziłam do tej książki z entuzjazmem i obawami, tak pół na pół. Irene Adler zasługuje na swój wielki retalling, bez wątpienia, ale po wyczynach Moffata i Ritchiego w ekranizacjach, drżałam wewnętrznie, co znowu zrobią pani Adler-Norton.
Cóż, Carol Douglas spisała się bardzo dobrze, chociaż nieco nadmiernie wybieliła bohaterkę. Więc może zacznę od wyrzutów. Niewiele wiemy o Irene z książek Conan Doyla, co wychodzi na plus, bo im mniej autor o niej pisał, tym mniej ją krzywdził. Dopowiedzenia mogą ją wypaczyc bardziej niż rozwinąc. Douglas i rozwija i wypacza Irene. Jej Irene jest dobra. Może nie wybitnie moralna, na pewno nie moralna po wiktoriańsku, ale jest dobra. Uczciwa. Stara się nie ranic ludzi, nie pnie sie do celu do po trupach, chociaż jej nieposkromiona ambicja i ostry jak brzytwa intelekt dają jej ku temu środki. Nie jest żadną socjopatką. Przygarnia porzuconą na ulicy Penelope, narratorkę powieści i odpowiedniczkę doktora Watsona, biedną poczciwinę, której trzeba wszystko tłumaczyc. Nie wydaje mi się, żeby wpisywanie pani Adler kodeksu moralnego wyszło na dobre. Ale na pewno to coś oryginalnego, szczególnie po bezwzględnych telewizyjnych Irenach.
Plusy - powiesc pisana jest z polotem, lekko, miło, dobrze się czyta. Rozbicie na kilka mniejszych spraw nawiązuje do klasycznej formuły kryminału, a jednak pozostaje splatający wszystko wątek brylantowego pasa. Przez fabułę przewija się śmietanka towarzyska XIX wiecznej kultury: Oscar Wilde, Bram Stoker, Antonin Dvorak. Pojawia się agencja Pinkertona, jubiler Tiffany, Europa Wschodnia pod Habsburskim jarzmem. Piękna rewia la belle epoque. Na tle tego wszystkiego błyszczy Irena.
Nie powiem, że to idealna książka o Kobiecie, która pobiła Sherlocka Holmesa. Jest tu dużo braków, fabularnych i warsztatowych, wiktoriańska stylizacja momentami wypadała drętwo, ale polubiłam nową Irene na tyle, by sięgnąc po drugi tom.
Recenzja wkrótce.
Póki co - polecam. -
M. Student
>Przemysław napisał
>Laurence Bergreen- "Poza krawędź świata" - 6
>
>Naprawdę bardzo dobra, pod każdym względem, solidna i
>dokładna, jeśli idzie o źródła, dynamiczna i
>pasjonująca treść, adekwatny styl. Godna polecenia :)
ja bym chętnie kupiła tę ksiązkę :) masz może?
- Przeglądaj grona w kategorii Książka
- Przeglądaj grona w okolicy Słupno
- Załóż własne grono tematyczne
Podobne Tematy
|
|
Zanim założysz nowy temat, przeczytaj poniższe ZASADY: 1. Korzystając z wyszukiwarki sprawdź, ...
Miejsca grona (1)
-
Antykwariat Kwadryga Wilcza, Warszawa
- Dodaj miejsce
