Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Beauty

    • 11/11/2009 23:20
    Czy istnieje szansa na trafienie do większego miasta typy Miami, Nowy Jork, Chicago ?
    Jeżeli tak to z jakiego biura ?
    Mając 17 lat - trafie do klasy senior i mam szanse otrzymać dyplom ukończenia high school i zostać na studia ? Czy muszę zdawać dodatkowo testy, wracać do Polski aby przedłużyć wizę ?
  • Toms

    • 12/11/2009 00:31
    Proponuje najpierw zapoznac sie z innymi teatami a potem zadawac takei pytania. Naprawde odpowiedz na to wszystko byla juz chyba z 500razy.

    Na wszystkei towje pytania jest jedna odpowiedz- wszystko zalezy od organizacji i szczescia. Jeden trafi do nowego yorku a drugi do miasteczka gdzies na zadupiu gdzie jest 500 mieszkancow i dystans miedzy sasiadami jest 20 mil. Co wcale nie znaczy ,ze bedzie mial zmarnowany rok.

    Jeden moze zrobic wszystkie egzaminy, wrocic odrazu na studia, dostac dyplom i wszystko a drugi nie moze zorbic niczego z tych rzeczy. Wszystko zalezy od organizacji, host-parents, szkoly.

    Naprawde czytajcie to forum. To juz sie nudzi czytac te same pytania ciagle. Jedziecie na rok,wlozcie w to troche wysilku.
  • nowy etap:)

    • 12/11/2009 15:41
    nie no dlaczego....ja uwielbiam takie pytania.przeciez kazdy ma prawo sie czegos dowiedziec. i po cholere ma czytac reszte grona skoro moze sie zapytac i denerwowac tym ludzi ale i tak w koncu ktos napisze.....Po cholere psuc oczy przed netem no i dupa sie przeciez zmeczy od siedzenie.

    a teraz tak na powaznie
    1) nie wiem czy to nie kolejny prowokator bo zero znajomych i brak zdjecia jakos mnie nie przekonuje
    2)niech sie ten ktos ruszy i poczyta a nie dupe zawraca tymi samymi pytaniami
    3) chyba nie zalezy ci na tym wyjezdzie bo jaq przed wyjazdem to przeczytalam caqle grono od poczatku do konca.
  • PE A EL CE U

    • 12/11/2009 18:32
    ja to jestem zajebisty i zamiast pisac i pytac ludzi tutaj
    zaczalem pisac <doalmatur> maile i wszystko mi wyjasnili : *
  • Alexz

    • 12/11/2009 21:23
    co do tych miast . to chyba Cię zasmucę . nie da sę trafć do większych miast . to jest już zupełnie inny program . przynajmniej tak mi psali w mailach . ale tak ogólnie to po co te nerwy . ja tam i tak zawsze odpisze jak będę coś wiedziała : )
  • Toms

    • 13/11/2009 00:13
    NIe jestem pewien, ktos z gorna wiem ,ze trafil do wielkiego miasta w texasie, ktos do nowego orleanu.... ja sam mieszkam 15 minut od centrum milwakuee( miasto 500tysieczne):)
  • Anita

    • 13/11/2009 00:23
    Wszystko zależy od przypadku. Ja myślałam, że to beznadzieja trafić do "małego" miasta, ale tu małe miasta są zupełnie inne niż w Polsce, nie można patrzyć przez perspektywę naszych małych miasteczek/wsi. Jest na prawdę cudownie!
  • Mjr

    • 13/11/2009 00:40
    Zazwyczaj nie trafia sie do duzego miasta, a na pewno nie w sam srodek. jesli to gdzies na przedmiescia, peryferia.

    ale w zwiazku z tym ze amerykanie to narod bardzo zmotoryzowany i prawie kazdy dzieciak w wieku 16 ma swoj samochod
    Godzina drogi do wiekszego miasta nie jest wielka przeszkoda.


    ja jestem troche in the middle of nowhere ale mi sie to tam podoba... Male miasta maja zalety. Ludzie sa mili, gadatliwi, zyczliwi, znaja sie, pomagaja ci jesli cos potrzeba, sa ciekawi ciebie i twojego kraju... i ja akurat trafilem na bardzo milych ludzi...
  • Anita

    • 13/11/2009 23:22
    Zgadzam się, co do mentalności ludzi. Zupełnie ina niż u nas! Wszyscy robią wszystko, żeby pomóc i umilić czas. Sąsiedzi przychodza, przynoszą kolacje, ciastka, ostatnio sąsiadka przyniosła zdjęcia , które mi zrobiła na paradzia, inni sąsiedzi przychodzą zabierać naszego psa na spacer ze swoim...
    Jeden minus-brak transportu publicznego, przez co trzeba polegać na rodzinie/znajomych zawsze jak sie chce gdzies jechać... Czyli jak chce iść do sklepu po cokolwiek to musze fatygować rodzinke.
  • ~*KasIOoLa*~

    • 14/11/2009 01:42
    oj tak, z tym transportem to tragedia tutaj; ///

    ja jestem w malym miasteczku ale mam tu wszystko... od malych sklepikow, basen, kina, polska poczta, szkola(ale chodze do amerykanskiej oczywiscie), polski sklep^^, duze galerie...
    wiec ludzie po co checie sie tak na siel pchac do tych duzych miast??? ludzie w kolo sie nie znaja, kazdy zabiegany i mysle ze hosci na mniej by pozwalali ze wzgledu na bezpieczenstwo itp...

    btw jestem jakies 15 min od Chicago; D i stad tyle tu polskich akcentow... w sql codziennie z jakims Polakiem rozmawiam, czasami jak w Polsce sie tu czuje hahaha ale nie narzekam; ))
  • nowy etap:)

    • 14/11/2009 17:37
    można trafić do dużych miast ja byłam w St. Louis Monia w stolicy Texasu takze tak jak pisali wyzej zalezy od przypadku wszystko.ja bylam w duzym miescie nawet bardzo duzym i tez co do transportu musialam polegac zawsze na znajomych czy rodzine ale nigdy nie mialam z tym problemu.znajomi nawet czasami przyjezdzali po mnie tylko po to zeby gdzies zabrac zostawiali mnie tam i potem odbierali:) takze wszystko bylo ok:) mnie najbardziej smieszylo ze dla nich jezeli cos jest blisko to 15 minut samochodem np.bo St. Louis jest cholernie rozlegle.no i to by bylo na tyle co do tego tematu z mojej strony....Boze jak ja bym chciala juz tam wrócic....
  • Kamil

    • 15/11/2009 18:02
    właśnie sobie obejrzałem high school musical 3 no i bardzo mi sie spodobał, bo akcja toczy sie własnie w high school i pokazuje senior year. Rzeczywiście to wszystko tak fajnie wygląda w realu???; )
  • Toms

    • 15/11/2009 18:50
    nie:P

    Nie wszystko ale pewnie czesc tak:)
  • Anita

    • 15/11/2009 19:20
    Ale ludzie nie są tak zdebileni jak Vanessa i Zac i nie śpiewaja zamiast mówić tylko normalnie się zachowują... Polecam obejrzeć Zaca Efrona w SNL, pięknie podsumował HSM.
  • Kamil

    • 16/11/2009 14:42
    co myślicie o szukaniu rodziny na własną rękę?? Jakby np obdzwonić szkoły które nas interesują i poprosić dyrektora żeby tam poszukał jakiejś rodziny to byłyby większe szanse. Tylko co na to biuro? W ogóle można sobie samemu rodzine znaleźć i potem w biurze dać do nich namiar?
  • Anita

    • 17/11/2009 05:24
    To raczej niemożliwe. To rodzina wybiera ludzi. Moja przyjaciółka mieszka u koordynatorki, ona nam dokładnie powiedziała jak to jest.
    Koordynatorka dostaje aplikacje i szuka rodziny o podobnych zainteresowaniach. Daje rodzinom kilkanaście aplikacji i rodzina wybiera osobę. Dopiero kiedy rodzina jest znaleziona zapisują do szkoły, a kiedy dyrektor się zgodzi my dostajemy informacje o rodzinie.
    Byc może jest jakiś sposób na pojechanie do rodziny, którą się zna, ale to nie student wybiera rodzinę, tylko oni nas...w końcu to oni biorą obcą osobę do swojego domu.
  • Kamil

    • 17/11/2009 18:55
    >Anita napisała:
    >To raczej niemożliwe. To rodzina wybiera ludzi. Moja
    >przyjaciółka mieszka u koordynatorki, ona nam dokładnie
    >powiedziała jak to jest.
    >Koordynatorka dostaje aplikacje i szuka rodziny o podobnych
    >zainteresowaniach. Daje rodzinom kilkanaście aplikacji i
    >rodzina wybiera osobę. Dopiero kiedy rodzina jest
    >znaleziona zapisują do szkoły, a kiedy dyrektor się
    >zgodzi my dostajemy informacje o rodzinie.
    >Byc może jest jakiś sposób na pojechanie do rodziny,
    >którą się zna, ale to nie student wybiera rodzinę, tylko
    >oni nas...w końcu to oni biorą obcą osobę do swojego
    >domu.

    no właśnie, rodzina wybiera sobie studenta, no ale jeśli ja bym sobie rodzine znalazł no to by znaczyło ze oni mnie wybrali; ] Więc dla biura to jeszcze ułatwienie sprawy bo nie muszą szukać.
  • Tymon

    • 18/11/2009 04:56
    Zaleta małych miast ? Mozliwe, ale sadze że mimo wszystko małe miasteczka w "middle of the nowhere" jak ktos to fajnie okreslil, nie oferuja duzo atrakcji i mimo tych wszystkich emocji zwiaznych z byciem w stanach moze sie zrobic nudno. Ja mieszkam w przedmiesciach dwoch najwiekszych miast w stanie Minnesota (tzw. Twin Cities) czyli w Minneapolis-St.Paul i nawet tu mam czasami wrazenie ze to miasto takie puste ... aczkolwiek nie nazekam i sie bardzo ciesze z mojego pobytu i kazdemu polecam takaa przygode ! Pozdr.
  • Anita

    • 18/11/2009 23:04
    Dlatego lepiej w aplikacji napisać o swoich "wieeeeelu" hobby i zainteresowaniach i oczekiwaniach, w sensie wpakować tam dużo tekstów typu "lubię chodzić do kina, teatrów, zwiedzać MIASTA, kręgle, zakupy itp. Oni nie wpakują nikogo do miasta gdzie NICZEGO nie ma, bo to by było bezcelowe.
  • Marta

    • 20/11/2009 22:46
    małe miasto- duże miasto co za różnica i tak najwięcej czasu spędzasz tam w szkole, i wszedzie bedziesz sie dobrze bawic jak zaczniesz uprawiac sport itp. (czyt. albo inne formy zapoznawania się z ludźmi). Ja mieszkałam w mialym miasteczku a do Los Angeles miałam 1,5 godz i wpadałam tak co jakis czas bo czesciej poprostu nie dałam rady, miałam za duzo spraw na głowie. ale moich kochanych ludzi z Romoland za nic bym nie zamieniła!
  • Kamil

    • 04/12/2009 15:33
    to prawda że w stanach tak strasznie nie tolerują ściągania, że nawet na świadectwie pisze "ściągał" ???
  • Anja eN

    • 07/12/2009 04:44
    czegos takiego to nie slyszalam.... u mnie rzeczywiscie niektorzy ludzie nie lubia jak ktos sciaga, ale znam kilka osob, ktore sciagaja:)
  • Anja eN

    • 07/12/2009 04:46
    a co do aplikacji.. wiekszosc rodzin specjalnie nie czyta co tam wypisaliscie... glownie patrza na zdjecie!
    mam wrazenia ze te wszystkie pytania sa bardziej dla fundacji niz dla rodziny...
  • Anita

    • 08/12/2009 00:34
    Nie zgodzę się z tym! Moja rodzina dokładnie wszystko przeczytała, i innych kogo znam również. Poza tym koordynator czyta i wybiera rodziny o podobnych zainteresowaniach.
  • Matt G

    • 08/12/2009 10:55
    >Kamil napisał
    >to prawda że w stanach tak strasznie nie tolerują
    >ściągania, że nawet na świadectwie pisze "ściągał"
    >???

    w sumie jest tak że sami uczniowie nie chca sciągac i zle się patrzą na osobę ściągającą, tak samo większoś osób odrabia prace domowe; ) ale musisz zrozumiec ze oni cały czas walczą o stypendia, miejsca na studiach itp i przeszkadza im jak ktos idzie na skróty i chce zając ich miejsce przez oszustowo a tego bardzo nie lubią tak samo jak kłamania. Musisz tam uważac co komu mówisz bo zaraz wszyscy będą wiedziec i to jest normalne; )
  • anna olga

    • 08/12/2009 22:12
    no, to prawda. tam za bardzo nie ma problemu sciagania. pamietam ze podczas testu nikt absolutnie nie patrzyl sobie w kartke, nauczyciel tez nas nie pilnowal, czasem wychodzil sobie z klasy na jakies 10 minut. wiec jak bardzo ci zalezy zeby sciagac to nikt ci nie stanie na przeszkodzie, jest bardzo latwo to robic, ale mysle ze nawet nie bedziesz mial takiej potrzeby bo amerykanskie licea sa raczej na banalnym poziomie. w kazdym razie moje bylo.
  • Anita

    • 09/12/2009 01:42
    Zgadzam się, nawet głupio poprosić o pracę domową jak mnie nie było. Oczywiście dadzą, ale głupio się czuję jak nie robię sama... Bardzo podoba mi sie uczciwość uczniów i to, że szanują pracę innych, a nie to co u nas. Zależy jakie rpzedmioty wybierzesz, AP są na prawdę trudne, szczególnie biologia, fizyka, chemia. Jak się jest ambitnym to się wybiera trudne klasy i nie jest banalnie!
  • Tymon

    • 10/12/2009 03:07
    ... dokladnie, zgadzam się z przedmówcą, istnieje taki stereotyp, że w USA jest banalnie prosto w szkole ... i owszem ma się rację ale nie jest to reguła. Ja sobię wziąłem dosyć trudne klasy i jedną AP i wcale nie jest mi aż tak łatwo że leżę dupą go góry i nic nie robię. Zależy po co się tam jedzie, jesli ktoś chce również liznąć trochę wiedzy, trudniejsze klasy się przydadzą, bo te podstawowe są naprawdę banalne. Więc nawet ciężko porównywać oceny, bo np moja koleżanka mówiła że miała same A a jak już było B to to było dla niej źle. Ja bym o sobie tak nie powiedział. Nikgo nie oskarżając, stiwerdziłbym że wybrała łatwe przedmioty. Pozdr.
  • Tymon

    • 10/12/2009 03:11
    ... tak kontynuując to ja np wziąłem sobie Algebra 2 co odpowiada poziomowi naszemu 1 liceum u mnie w szkole. Ja teraz jestem na poziomie 3 gim w szkole, owszem średnią ocen mam A, ale są momenty że czasami mam problem ze zrozumieniem tematu, chociaz sie bardzo o to nie boje, bo zawsze lubilem matme; ] I tak krazac dalej, moj host braciszek wzial sobie BASIC! mathematics, co odpowiada poziomowi ... 6 klasy podstawowki ? Jakies proste dzialania na ulamkach itd. I tak porownujac nas, on mial i ja mialem matematyke. Tylko ocena ocenie nierowna. Bo "matematyka" to bardzo szerkoie pojecie akurat w tym przypadku :d Wiec nie lubie jak ktos stwierdza jednoznacznie ze w USA jest banalnie latwo.
  • Anita

    • 10/12/2009 04:11
    Dokładnie. Ja jestem na Pre Calc i robimy na prawdę trudne rzeczy, których wcześniej w życiu nie widziałam. Fizyka Honors- 7 godzin tygodniowo i robimy caly program naszego liceum w rok.
    AP English- college class, która jak dobrze zdam egzamin zwalnia z niektórych lekcji w collegu...
    Wszystko można sobie wziąć na wysokim... Chociażby jak moje koleżanki mają AP US history,to masakra, ciągle testy i od groma materiału. A przy tym jest efektowne, bo ma się codziennie ten sam plan, jest kontynuacja i na prawdę się tego uczymy, a nie zakuwamy do testów.
  • Mjr

    • 10/12/2009 23:49
    Prawda... ale coz. jak masz jakas lekcje od beginner to jest to kurs "dla debili"

    ja mam hiszpanski tak.


    Matma. mega. Dosc trudna, trudniejsza niz u mnie w szkole w polsce. wiecej robienia zadan niz dyskutowania co jak i dlaczego.

    Historia. jest rewelacyjna.. tylko kupa pracy..

    najsmieszniej jest na angielskim dla 12thgrade. ktory jest w sumie najnudniejsza lekcja, bo trudna i o sredniowiecznych brytyjskich wierszach. ale i tak mam ocene lepsza niz 15 native speakerow.
  • Anita

    • 12/12/2009 03:22
    Właśnie a propos angielskiego. Jak zastanawiacie się który wybrać polecam AP!
    Niby ma być trudniejszy-ale różnica jest taka, że na normalnym english musisz czytać książki i robi się ogólne rzeczy. Na AP skupia się na pisaniu, retoryce, analizie technik retoryki i rpzede wszystkim nauka słów (oni też się uczą nowych, trudnych słów) Więc jest to idealne dla exchange student, bo nie trzeba czytać książek, które oni każą, rozwija się słownictwo no i poprawia angielski poprzez pisanie wypracowań. (co tu też jest inne niż u nas, bo nauczyciel pozwala wybrać temat w zależności od rodzaju pracy, co daje wiele możliwości)
  • agnieszka

    • 12/12/2009 05:03
    a ja jako angielski mam creative writing i po prostu uwielbiam te zajęcia,a w 2 semestrze exposition.
  • ~Kasia~

    • 13/12/2009 00:09
    Strasznie cięzko mi sobie wyobrazić pisanie wypracowań...
    Potrafie zgarnac slaba ocene za wypracowanie na Polskim a co dopier gdybym miala cos takikego napisac w j. angielskiem...
    Ale jakos widze, ze wszyscy sobie radzicie, wiec nie moze byc tak strasznie :)
  • ♥ Alice

    • 13/12/2009 11:04
    Do tych co zdawali GED itd.: nie macie problemow ze zdaniem tych egzaminow, wkoncu to tylko rok w amerykanskiej szkole a program zupelnie inny.
| |

Zapraszam wszystkich, którzy byli, są teraz lub planuja wyjazd do USA w ramach programów Acadamic...

Miejsca grona (0)