-
Maja
Hej,
wyjeżdżam, a raczej mam taką nadzieję, z Perfectem na przyszły rok szkolny na wymianę.
A 'mam taką nadzieję', bo jest już 24 kwietnia, a ja nawet nie dostałam pisemnej akceptacji, jedynie słowo p. Pelizga, że na pewno mnie zaakceptują.
Ale jak to ja, całkiem na słowo wierzyć mi się Panu nie chce, więc pytam Was, tych, którzy też jadą z Perfectu - czy dostaliście już potwierdzenia?
O rodzinę nawet jeszcze nie pytam, hehe.
I w ogóle z jakiej jedziecie organizacji amerykańskiej, bo ja podobno dostałam jedno z dodatkowych miejsc. Fundacja United Studies... -
Anonim
Witaj
Jade z Perfectu
Upomnialam sie o akceptacje, dzwoniac do p.Janusza. Przyslal mi razem z akceptacjami osob o imionach Oskar, Joanna i Sonia, bo p.Janusz nie potrafil rozdzielic pliku o.O
O rodzine rowniez moge nie pytac, bo to potrwa, wiem z doswiadczenia, mysle, ze skoro dostalas dodatkowe miejsca to na rodzine poczekasz najdluzej.
Kiedy skladalas aplikację?
Kiedy zrobilam pierwsze wpłaty?
Ja jade z AFICE. -
Maja
Aplikację złożyłam trochę późno (bo i trochę bardziej niż późno dostałam formularze), czyli na początku marca.
Ja również upomniałam się o akceptację. I telefonicznie, i mailowo...
Dalej jej nie ma. Tylko słowa p. Janusza...
To znaczy to nie jest dodatkowe miejsce w tej organizacji, to po prostu dodatkowe miejsca, które załatwił p. Pelizg dla mnie i zapewne dla Paru innych osób. Trafiłam właściwie z drugiej puli, mimo, że rozmawiałam z człowiekiem jeszcze w grudniu i już prosiłam o formularze, o które oczywiście doprosić się nie mogłam...
Dlatego też się niepokoję, bo po prostu jakoś nie potrafię zaufać temu człowiekowi...
Poszła dopiero pierwsza rata
Całe szczęście, że na pytanie o drugiej racie odpowiedział, żeby wpłacać jak już będzie akceptacja.
Z jednej strony wiem, że to nie oszustwo, z drugiej właśnie to mnie zmartwiło - taka oznaka niepewności z jego strony, że woli potem nie zwracać pieniędzy, hehe. -
Anonim
Wiesz, on jest wg mnie troche roztargniony, prosilam o wyslanie akceptacji, dostalam ją dopiero po tygodniu, a miał ją wczesniej. Prosze o telefon - doczekac sie nie moge.
Ma za duzo na glowie, ale mysle ze mozna mu ufac. Sadze tez, ze najpozniej zlozylas papiery, dlatego <z racji, ze sa to miejsca z drugiej puli> przydzial dostaniesz pozniej.
Odezwij sie na prv, nie wiem czy wiesz, ale w zeszlym roku z JDJ nie doszlo do mojego wyjazdu. Mialam dokumenty zlozone bardzo pozno i trafilam na gorsza fundacje - nie zalatwili placementu na czas, dotarl we wrzesniu - w szkole katolickiej a jestem ateistka, bezsprzecznie odrzucilam. nie mialam wyjscia. -
-
Maja
>Kasiu napisała:
>Odezwij sie na prv, nie wiem czy wiesz, ale w zeszlym roku z
>JDJ nie doszlo do mojego wyjazdu. Mialam dokumenty zlozone
>bardzo pozno i trafilam na gorsza fundacje - nie zalatwili
>placementu na czas, dotarl we wrzesniu - w szkole
>katolickiej a jestem ateistka, bezsprzecznie odrzucilam. nie
>mialam wyjscia.
Właśnie jak czytałam forum to mignęła mi Twoja historia przed oczami.
Bardzo przykra sytuacja... Mam wielką nadzieję, że Perfect nie okaże się taką porażką, bo jedyne sprawozdanie z tego wyjazdu mamy od Marty z usadventure.bloog.pl, która dziwnym trafem ma na nazwisko Pelizg, hehe :D
Co do p. Janusza, sama już nie wiem. Na pewno ma dużo na głowie, w to nie wątpię, ale czasem jego podejście wydawało mi się lekceważące i aż chciało mi się 'nasłać' na niego rodziców, bo wiadomo - wtedy rozmowy przebiegają w całkiem inny sposób :)
Jeśli możesz to odezwij się na GG - będzie łatwiej - 1869281.
Albo podaj mi swój nr to ja się odezwę - żeby nie było :D
I dziękuję za odpowiedź! Przyznam szczerze, że dalej mam obawy, ale myślę, że będzie dobrze i dostanę akceptację - bo głównie o to się rozchodzi, hehe, że jak zwykle wbiłam sobie do głowy, że coś może się nie udać i nie uwierzę póki nie zobaczę (tak samo było z dostaniem się do liceum i milionem innym rzeczy...) ^^; -
m.
ja z własnego doświadczenia uważam że p. Pelizgowi nie ma co wierzyć na słowo.. świetnie zachwala swoją firmę, wszelkie możliwości jakie daje wymiana, a nie udziela rzetelnych informacji czego można się spodziewać (w przeciwieństwie chociażby do Almaturu, gdzie po 1szym tel. moja mama dostała dokładne informacje jak cały ten program w rzeczywistości funkcjonuje) a potem się wycofuje z zapewnień, które wcześniej dawał. Przynajmniej tak było w mojej sytuacji. A co do akceptacji i placementu to dostałam je szybko, ale aplikację składałam wcześnie. -
Maja
>maartyna napisała:
>ja z własnego doświadczenia uważam że p. Pelizgowi nie
>ma co wierzyć na słowo.. świetnie zachwala swoją firmę,
>wszelkie możliwości jakie daje wymiana, a nie udziela
>rzetelnych informacji czego można się spodziewać (w
>przeciwieństwie chociażby do Almaturu, gdzie po 1szym tel.
>moja mama dostała dokładne informacje jak cały ten
>program w rzeczywistości funkcjonuje) a potem się wycofuje
>z zapewnień, które wcześniej dawał. Przynajmniej tak
>było w mojej sytuacji. A co do akceptacji i placementu to
>dostałam je szybko, ale aplikację składałam wcześnie.
Czyli jak to jest?
Jedziesz w końcu z Perfectu czy z Almaturu?
I co masz na myśli przez 'wczesne złożenie aplikacji'?; )
I jeśli mogę wiedzieć, to z jakich zapewnień się wycofywał...?
Bo teraz to już powoli tracę nadzieję, że pojadę :P -
m.
a.. zapomnialam ci napisac w wiadomości o terminie.. jak ostatnio sprawdzałam to aplikacja była już w Perfekcie w polowie grudnia. -
Misiak
ja wyjechalam na rok 2006/2007 i pomimo tego,ze skladalam dokumenty w pazdzierniku to rodzine dostala w kwietniu i zeby bylo smieszniej, to zadzwonilam do tej kobiety w polowie maja pogadac z nia dowiedziec sie jaka jest itp a ona do mnie,ze od 6 tyg zrezygnowala ze mnie bo sie wyprowadza, a ja na to,ze co ja nic o tym jeszcze nie wiem,ze nikt mnie nie poinformowal..;) Ale jak okazalo sie jakos po 2 tygodniach znalezli mi nowa..;) :P -
Maja
>Misiak napisała:
>ja wyjechalam na rok 2006/2007 i pomimo tego,ze skladalam
>dokumenty w pazdzierniku to rodzine dostala w kwietniu i
>zeby bylo smieszniej, to zadzwonilam do tej kobiety w
>polowie maja pogadac z nia dowiedziec sie jaka jest itp a
>ona do mnie,ze od 6 tyg zrezygnowala ze mnie bo sie
>wyprowadza, a ja na to,ze co ja nic o tym jeszcze nie
>wiem,ze nikt mnie nie poinformowal..;) Ale jak okazalo sie
>jakos po 2 tygodniach znalezli mi nowa..;) :P
Jedyne, co teraz będę robić to siedzieć i:
a) zastanawiać się, czy w ogóle jadę
b) jeśli pojadę to, czy rodzinę dostanę w połowie sierpnia :D czyli dodatkowo w połowie sierpnia dowiem się, którego będę wyjeżdżać.
Nie lubię czegoś takiego. Taka perspektywa jest niewygodna, bo zawsze łatwiej jest sobie wszystko poukładać w głowie, przygotować się do wyjazdu...
Mam jednak wielką nadzieję, że poznam rodzinę co najmniej miesiąc przed wyjazdem... >> -
Zosia
też jadę z Perfectem...trochę mnie wystraszyłyście tym gadaniem; ), ale na szczęście wczoraj dostałam potwierdzenie aplikacji
(a dokumenty składałam tak na początku marca) :D
Teraz będę tylko czekać na przydzielenie rodzinki... -
Maja
>Zosia napisała:
>też jadę z Perfectem...trochę mnie wystraszyłyście tym
>gadaniem; ), ale na szczęście wczoraj dostałam
>potwierdzenie aplikacji
>(a dokumenty składałam tak na początku marca) :D
>Teraz będę tylko czekać na przydzielenie rodzinki...
Wczoraj? Wow... Ja mam dostać niby w przyszłym tygodniu, a dokumenty wysłałam 12 marca. Tylko oczywiście zapomniałam o umowie z fundacją, więc wszystko się troszkę przedłużyło, bo musiałam dosłać. Co prawda wysłałam już następnego dnia, ale mimo wszystko :)
Daj znać jak dostaniesz rodzinę!; )
I możesz do mnie kiedyś napisać na gg: 1869281 - nie obrażę się, hehe ^^ -
♥ Alice
Podobno (nie wiem jak jest na prawdę) Perfect nie nie jest dobrą firmą i nikt jej nie poleca (wszystkie komentarze były negatywne )a wy jak uważacie?? -
Maja
>Ala napisała:
>Podobno (nie wiem jak jest na prawdę) Perfect nie nie jest
>dobrą firmą i nikt jej nie poleca (wszystkie komentarze
>były negatywne )a wy jak uważacie??
Ala, wydaje mi się, że nas nie powinnaś pytać, tylko tych, którzy już byli albo którzy właśnie są w Stanach na wymianie z Perfectu.
Dotychczas moja opinia jest negatywna - zwłaszcza po dzisiejszym dniu...
Otóż p. Pelizg w 28.04 napisał mi: "Może w tym - a może w przyszłym tygodniu... Obiecali mi przysłać Acceptance letters w tym tygodniu - ale 1 i 2 nie pracujemy...".
Oczywiście dziś dowiedziałam się, że akceptacji jeszcze nie ma.
Dobra - może to też nie jest od końca od niego zależne, ale mimo wszystko. Coś mnie w tym wszystkim zirytowało...
No i jeśli chodzi o Perfect.
Uważam, że to wszystko powinno wyglądać całkiem inaczej... To MY im płacimy, i to grubą kasę, więc dlaczego to ja za każdym razem mam pisać itd. Mam na myśli to, że gdyby ten cholerny list potwierdzający doszedł, a ja bym o niego nie zapytała to pewnie bym się o tym nie dowiedziała. No i stosunek do nas, potencjalnych klientów i klientów. Być może to tylko mi się wydaje, że czasem bywa on wręcz lekceważący. Pamiętam, jak opóźniłam wysłanie formularzy, bo p. Pelizg napisał, że 'jak najszybciej', ale właściwie, co to znaczy? Więc się trochę ślimaczyłam z tym i nagle się okazuje, że one są potrzebne na już, zaraz... Po wysłaniu formularzy, p. Pelizg: "No i teraz to Ty troche poczekasz... mam nadzieje, ze nie tak dlugo, jak ja na te aplikacje."
Wszystkie cytaty to dokładna treść maili od p. Janusza Pelizga. Zdanie "teraz to Ty trochę poczekasz" po prostu mnie zamurowało. Dla mnie to nie jest profesjonalizm, kiedy ktoś, komu moi rodzice płacą kupę kasy, pisze coś takiego.
Ta opinia być może wynika z rozgoryczenia - myślałam, że dostanę akceptację dzisiaj, a dokładniej w zeszłym tygodniu. Ale nie...
Trudno.
No cóż, taka jest dotychczas moja opinia. Być może coś się zmieni.
Chociaż przyznam, że zanim się zdecydowałam na wyjazd to p. Pelizg odpowiadał na wszystkie moje pytania bez wyjątku i z pewną dozą cierpliwości, ale najwidoczniej wszystko się zmienia jak 'przechodzisz na drugą stronę'; ) -
Anonim
wybranie rodzin nie jest takie proste.. ja sama jestem w montanie i wiem ze moja koordynatorka jeszcze wybiera studentow zeby przedstawic ich rodzinom, wiec do wyslania aplikacji do polski jeszcze dluuga droga. Wiem jak to wyglada z drugiej strony wiec sie nie stresujcie bo rodziny tez sie musza nad tym zastanowic, a aplikacje lataja ze stanu do stanu. Ja dostalam informacji pod koniec czerwca moja kolezanka w lipcu wiec cierpliwosci - chociaz wiem ze to nie latwe :P
Powodzenia, pozdrawiam -
Anonim
i nie zalezy to absolutnie od tych ludzi w polskich biurach bo oni sa tylko lacznikiem ze stanami i moga tylko przedstawic to co dostali... -
Ewa
Dokładnie. po pierwsze, to nie zależy od polskich organizatorów. To raz.
Dwa, rozumiem Twoje rozgoryczenie. Ale zrozum, że ci ludzie nie są robotami przy biurkach tudzież Twoimi niewolnikami, niezależnie ile im płacisz. Potrzebują czasu na sen, jedzenie, czas wolny i życie rodzinne! Nie możesz oczekiwać, że będą na każde Twoje skinienie, bo "płacisz i wymagasz". Notabene, chyba niezbyt wielka część z tego co płacisz idzie im do kieszeni...
Owszem, uwaga pana "teraz to Ty poczekasz" była nieprzyjemna, niemniej Twoje "ślimaczenie się" BYŁO niegrzeczne. Jesteś obowiązana do szacunku, ludzie którym płacisz nie są istotami niższymi od Ciebie. Skoro prosili, by było szybko, to oznacza, że MIAŁO być szybko. O ile pamiętam, mnie wypełnienie formularzy zajęło kilka godzin, więc bez przesady, nie pochłania to takiej koszmarnej ilości czasu.
Nie chcę prawić Ci morałów, niemniej prezentujesz postawę dość roszczeniową. jest ona oczywiście zrozumiała, ale wypada pamiętać, że i oni są tylko ludźmi. -
Anonim
Sie porobilo z wami : D
Maja z tego co widze, to nie mozna polecac zadnej firmy, w kazdej wyglada to podobnie. Wszystko wymaga czasu. Juz raz przeszlam przez to czekanie i teraz zwyczajnie sie tym nie przejmuje. Mam jedynie pewnosc, ze sie konkretnie zdenerwuje jak tym razem rowniez nie wyjade.
Do p.Pelizga dziennie musi docierac SPORA ilosc takich maili, wiec nie dziw mu sie, ze tak odpisuje. Nie ma zadnego wplywu na szybkosc akceptacji i wybor rodziny. -
Maja
>Ewa napisała:
>Dokładnie. po pierwsze, to nie zależy od polskich
>organizatorów. To raz.
>Dwa, rozumiem Twoje rozgoryczenie. Ale zrozum, że ci ludzie
>nie są robotami przy biurkach tudzież Twoimi niewolnikami,
>niezależnie ile im płacisz. Potrzebują czasu na sen,
>jedzenie, czas wolny i życie rodzinne! Nie możesz
>oczekiwać, że będą na każde Twoje skinienie, bo
>"płacisz i wymagasz". Notabene, chyba niezbyt wielka
>część z tego co płacisz idzie im do kieszeni...
>Owszem, uwaga pana "teraz to Ty poczekasz" była
>nieprzyjemna, niemniej Twoje "ślimaczenie się" BYŁO
>niegrzeczne. Jesteś obowiązana do szacunku, ludzie którym
>płacisz nie są istotami niższymi od Ciebie. Skoro
>prosili, by było szybko, to oznacza, że MIAŁO być
>szybko. O ile pamiętam, mnie wypełnienie formularzy
>zajęło kilka godzin, więc bez przesady, nie pochłania to
>takiej koszmarnej ilości czasu.
>Nie chcę prawić Ci morałów, niemniej prezentujesz
>postawę dość roszczeniową. jest ona oczywiście
>zrozumiała, ale wypada pamiętać, że i oni są tylko
>ludźmi.
Hehe, skąd wiedziałam, że ten post wywoła taką reakcję.
No cóż, powiem Ci tylko tyle, że "roszczeniona" na szczęście nie jestem; ) I oczywiście szanuję p. Pelizga i raczej miałam na myśli coś innego niż moją wyższość nad nim, bo wcale za taką się nie uważam.
Twoja wypowiedź to kompletna nadinterpretacja mojej opinii. Ja nie uważam, że ktoś ma być moim niewolnikiem i do usług 24/7 ani że będzie na każde moje skinienie. Nie rób ze mnie takiego potwora - sama wiem, czym jest praca i bardzo dobrze się orientuję, że to nigdy nie jest łatwe ani lekkie i wymaga dużo wysiłku. Szanuję to, ale z drugiej strony, kiedy ja pracuję to chcę zrobić wszystko jak najlepiej - właściwie właśnie o to mi chodzi. O własny wkład wysiłku, o zaangażowanie - oczywiście zapobiegając nadinterpretacji - nie wymagam jakiegoś pełnego zaangażowania, nie wymagam, żeby porzucał dom dla pracy, itd... Po prostu, ot normalne wykonywanie swojej pracy.
Moje ślimaczenie się niegrzeczne... No cóż - powiem ci tak - wtedy jeszcze nie do końca orientowałam się, że jednak to wszystko trzeba załatwiać jak najszybciej, miałam przy okazji własne sprawy i obowiązki, więc gdy p. Pelizg nie zaznaczył wyraźnie, że to ma być jak najszybciej, po prostu pomyślałam, że 'mam jeszcze czas'. Fakt - trochę się przeliczyłam; )
Ale mimo wszystko nie generalizuj - gratuluję, że Tobie wypełnienie formularzy zajęło parę godzin, bo mi jednak trochę dłużej... Często również z przyczyn ode mnie nie zależnych (formularze nauczycieli, itd.).
I z drugiej strony - gdzie był p. Pelizg, kiedy przez tak 'długi czas' nie wysyłałam mu aplikacji? Bo przypomniał sobie o mnie dopiero, kiedy zadałam mu jakieś pytanie :)
Oczywiście - rozumiem - dużo klientów, ale mimo wszystko.
Jeśli jedna osoba to za mało to dlaczego nie zatrudnić kogoś jeszcze? Bo najwyraźniej jest tam za duży ruch - i to do mojej opinii o tej firmie.
I główna sprawa - piszemy tu o AKCEPTACJI. Nie o rodzinie. Wiem, że na rodzinę czeka się dłużej i to wymaga dużej cierpliwości.
Na pewno znacie takie uczucie, kiedy ktoś was traktuje trochę 'gorzej'. Nie wiem, ze względu na wiek, czy na cokolwiek innego. Były takie momenty, kiedy ja się tak czułam. Stąd cała sytuacja.
Oczywiście podejrzewam, że nie było to specjalnie - ponownie - za dużo pracy, za mało ludzi.
W pewnym sensie nawet współczuję temu człowiekowi, bo podejrzewam, że nie tylko ja jedna do niego piszę.
Naprawdę jestem mu wdzięczna za cały czas, który mi poświęcił, za miliony pytań, na które mi odpowiedział, no, ale jak możecie przeczytać prawie na samym początku, doszło do tego, że w pewnym momencie myślałam, że wszystko jest jakimś oszustwem...
A to nie wzięło się znikąd; ) -
m.
A ja rozumiem o co ci chodzi.. Po pierwsze innym łatwo mówić bo nie mają styczności z p. Pelizgiem. Otóż drogie koleżanki nie życzę nikomu użerania się z tym facetem jeśli zaistnieje jakiś problem. Owszem, póki nie jest się zdecydowanym na wyjazd pan ten jest miły, sympatyczny, ba nawet sprawia wrażenie wyluzowanego gościa, niezwykle otwartego na młodzież. Ale jak już się problem pojawia (i to wynikający z JEGO zapewnień i obietnic) to szanowny p. Pelizg (gdyby ktoś nie wiedział DYREKTOR Perfektu) staje się na pewno mało profesjonalnym przedstawicielem firmy pisząc chamską i ironiczną odpowiedź na GRZECZNY i OFICJALNY list i to nie mój, tylko mojej mamy.
Ja rozumiem, że on nie jest niczyim niewolnikiem i nikt tu się nad nim nie wywyższa, ale profesjonalizmu od dyrektora chyba można wymagać, a kultura osobista to podstawa w każdej pracy z ludźmi. A to, że ma za dużo na głowie (a znajdźcie mi kogoś kto nigdy nie był przepracowany) to bynajmniej nie jest NASZA wina (to ile zarabia tym bardziej bo to nie my ustalamy ceny), on jest właśnie od tego żeby udzielać informacji i pomagać wszystko załatwiać, skoro nie jest w stanie tego zrobić sam, to widocznie potrzebny mu ktoś do pomocy. I chyba jasne, że nikt nie oczekuje od niego odpowiedzi na każdego maila po 5 minutach od jego wysłania. Ewa piszesz, że "Ale zrozum, że ci ludzie nie są robotami przy biurkach tudzież Twoimi niewolnikami,niezależnie ile im płacisz.Potrzebują czasu na sen,jedzenie, czas wolny i życie rodzinne!" A czy ktoś pisał, że mają to dla niego poświęcać ? Chyba oczywiste, że NIE O TO CHODZI.
Co do wypełniania formularzy to mi też to zajęło sporo czasu, zarówno załatwianie tego, co w szkole oraz u lekarza, jak i część wypełniana przeze mnie (zdjęcia, listy itp.).
