-
Anonim
Zgadzacie się z tym, co można było dzisiaj przeczytać w "Dzienniku"?
http://www.dziennik.pl/kultura/arti...
"Ponieważ sama tych dzieł nie posiadam - pewnych książek nie wypada nawet mieć na półce - udałam się do biblioteki. I zaczęłam od Coelho. Tak, wiedziałam, że to jest tandetne: nauczania speca od marketingu, jak żyć, zawarte w jakichś pseudomistycznych fabułach. Ale lektura jednak przerosła moje oczekiwania. Spodziewałam się kiczowatej fabuły i filozofii za trzy grosze, ale - zdawałam sobie sprawę, w miarę brnięcia przez utwór "Alchemik” - Mistrz poszedł jeszcze znacznie dalej w swojej brawurze. Tak naprawdę w tej książce nie ma żadnej fabuły ani właściwie żadnej filozofii. Co nam bowiem opowiada Autor? Bohater podróżuje po świecie, żeby odnaleźć Skarb. Skarb, znaczy Tajemnicę. Tajemnicę, znaczy Życie. Odnaleźć Życie, by podążyć Drogą. "Życie obdarza hojnie tego, kto jest wierny Własnej Legendzie”. "Twoje serce jest tam, gdzie twój skarb”. "Tylko ten, kto odkrywa Życie, może znaleźć skarb" - następowały jeden po drugim nieubłagane cytaty. Coelho odnalazł kamień filozoficzny literatury: wystarczy pisać dowolne brednie, i od czasu do czasu nacisnąć Shift, żeby zrobić wielką literę. Na pewno temu i owemu skojarzy się to z Głębią.
Miałam kiedyś kolegów Norwegów, którzy zgodnie z ogólną obojętnością na sprawy kultury panującą w tym bogatym kraju, nie czytali nic poza Stephenem Kingiem, Johnem Grishamem i Bretem Eastonem Ellisem. Głównie zaś oglądali telewizję. Ich potrzeby duchowe były zerowe, ale mówili o tym wprost, niczego nie udając. I, jak powiedziałby Jerzy Pilch, to było dobre. Kiedy jednak człowiek o podobnej mentalności postanawia pogłębić się duchowo (na przykład pod wpływem jakiegoś kursu z samodoskonalenia zorganizowanego w jego firmie), kończy się to jakże często katastrofą estetyczną w rodzaju Coelho.
No, ale gdyby przyjąć z dobrą wolą, że znajduje się tam jakaś myśl - to jak by ją streścić? Trzeba by wówczas powiedzieć coś w rodzaju: jest to filozofia optymizmu jednostki w oparciu o Duszę Wszechświata. Objaśnianie jej należy zacząć od cytatu: "Jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata". Zdając się na Duszę Wszechświata, trzeba jednak wiedzieć, że "Wszechświat mówi wieloma językami". Na drodze do ich zrozumienia nie wolno zaś zapominać paru podstawowych prawd. Na przykład: "Wszystko można wybaczyć, tylko nie to, że nie umiesz wysłuchać wyznania miłości do końca" (w tym na przykład gwałt i morderstwo z poćwiartowaniem). I żeby nie pobłądzić: "Nie staraj się objaśniać uczuć". Nade wszystko zaś: czytaj książki Mistrza.
Ostatni cytat to zresztą ważny składnik Myśli: antyintelektualizm. Drodzy panowie konsultanci i bankowcy, czy wiecie, ze Coelho jest przeciw rozumowi? Ale nic dziwnego. Posiadanie rozumu uniemożliwiłoby wszakże czytanie jego książek.
Brnęłam tak jeszcze godzinę czy dwie przez to i inne dzieła Autora. Aż doszłam do zdania: "Jeśli znasz Miłość, poznałeś także Duszę Wszechświata, która jest Miłością". Dalej nie mogłam. To była przykra lektura, i męcząca, ale też jakoś mnie oczyściła: odtąd, kiedy wspomnę tego czy innego mężczyznę, który czytał Coelho, nie będzie mi już tak bardzo żal jego złamanego serca. Miłość może i jest Duszą Wszechświata, ale pod warunkiem, że nie jest to miłość czytelnika Paulo Coelho. " -
Anonim
"wystarczy pisać dowolne brednie, i od czasu do czasu nacisnąć Shift, żeby zrobić wielką literę. Na pewno temu i owemu skojarzy się to z Głębią"
to niech autorka tego artykułu spróbuje sobie nasać te dowolne brednie przepelantane Shiftem, a potem sprzeda je w tylu egzemplarzach, ile ksiażek sprzedał Coelho i pozyska tylu czytelników...
powodzenia na tej, jakże "prostej", drodze życzę...
po prostu ręce opadają, jak się coś takiego czyta...
niektórych chyba przeraża fakt, iż nie potrafią zrozumieć niektórych myśli, przesłań, filozofii... a najprostrzą metodą obrony jest atak :P
- w wyrazami szacunku dla Autorki artykułu i życzeniami powodzenia w dalszym pisaniu
-
→sɐɟıʞıʞ←
>monajkaaa napisała:
>to niech autorka tego artykułu spróbuje sobie nasać te
>dowolne brednie przepelantane Shiftem, a potem sprzeda je w
>tylu egzemplarzach, ile ksiażek sprzedał Coelho i pozyska
>tylu czytelników...
to teraz pomyśl ile egzemplarzy płyt sprzedałą Gosia Andrzejewicz - nie , to nie był dobry argument; ) . -
Anonim
jasne
tylko że, skoro coś sie sprzedaje, to znaczy, że jest na to zapotrzebowanie...
to czy komuś się podoba czy nie, to rzecz gustu...
nie mówie, że Coelha mają wszyscy uwielbiać i czytać...
ani sluchac płyt Gosi Andrzejewicz...
kwestia wyboru...
ale rzecz w tym, że nie każdy potrafi zrobić coś, co sie innym sporoba i co inni kupią... a krytykować potrafi każdy -
-
Paulina
"pewnych książek nie wypada nawet mieć na półce" to autor/ka pokazał/a swoją klasę; ]] nie wiedziałam, że książki na półce to jakiś wyznacznik inteligencji, czynnik który czyni bardziej mądrą i oczytaną.. zresztą szkoda, że sam/a nie podała kim są dla niej autorzy, których książki wypada mieć na półce..
książki Coelho może nie są wielkimi dziełami literackimi ale nie żałuję, że je przeczytałam i nie wstydzę się tego że stoją na półce.. cenię go za to, że potrafi wzbudzić tyle pozytywnej energii w swoich czytelnikach, swoimi słowami zmusza do zastanowienia się nad tym kim jesteśmy i czego szukamy.. książki tak jak i filmy mogą być odskocznią od codzienności; ) -
Anonim
>monajkaaa napisała:
>jasne
>tylko że, skoro coś sie sprzedaje, to znaczy, że jest na
>to zapotrzebowanie...
chyba jednak czesciej dlatego, ze jest dobrze lansowane...
zapotrzebowanie to jest w afryce na pszenice i wode pitna
a w swiecie euroatlantyckim nie ma juz takich problemow, wiec zajmujemy sie tym, co jest trendy, czyli niestety w tym wypadku p.Coehlo -
ambition
myśle,ze autorka albo niedostatecznie przygotowala sie do artykulu albo ma totalnie narabane w glowie;/ Tak po prostu to ksiazek nie tlumaczy sie na 39językow, gdzie kazda ksiazka zdobywa calakowicie rynek, moze dla tej Pani to normalne;/ ?? to tak jakby moj post chcial ktos przetkumaczyc bo jest takie zapotrzebowanie;D moze to znowu nie jest najlepszy argument ale..; ) -
Anonim
A wg mnie samo spieranie jest głupotą... ilu ludzi tyle gustów. Jednego lektura zachwyci, drugi będzie pisał że męczył się przy jej czytaniu. I kto ma racje? ten i ten..
Ustosunkowywując się do samej wypowiedzi rozpoczynającej wątek mogę jedynie dodać do tego co napisałam powyżej, że mój gust znacznie różni się od preferencji autorki artykułu :) -
LiNkA
>ambition napisała:
>myśle,ze autorka albo niedostatecznie przygotowala sie do
>artykulu albo ma totalnie narabane w glowie;/ Tak po prostu
>to ksiazek nie tlumaczy sie na 39językow, gdzie kazda
>ksiazka zdobywa calakowicie rynek, moze dla tej Pani to
>normalne;/ ??
W tym właśnie rzecz. Autorka owej krytyki słusznie ubolewa nad kondycją tych 39 społeczeństw. Kimże są ludzie, skoro ich potrzeby duchowe zaspokaja Coelho swoją pseudofilozoficzną pulpą?
To nie jest normalne, albo może inaczej - jest to rzeczywiście normą, ale normą zasmucającą, gdyż dowodzi, że normalnie człowiek nie jest ani wybitnie wrażliwy, ani wybitnie 'rozintelektualizowany', ani wybitnie uduchowiony.
Argument rynkowy, sprzedaży, ilości przekładów to naprawdę żaden argument, który przemawiać mógłby za jakością literatury. McDonalds i heroina też mają branie na całym świecie, ale to chyba nie dowodzi, że są takie świetne.
Pozdrawiam. -
esperanza.
Zgadzam się zarówno z artykułem, jak i z przedmówczynią. Ilość sprzedanych egzemplarzy może świadczyć o czymś zupełnie odwrotnym, ponieważ żyjemy w czasach trudnych dla prawdziwych talentów, w królestwie łatwizny. Nie ważne jak coś zrobisz, ale jak potrafisz się sprzedać. Pan Paulo jest mistrzem w tej dziedzinie. Wszyscy się nim zachwycają, bo media się nim zachwycają. Jak czytasz Coelho jesteś cool.
Jest w tych książkach 'coś'. Aczykolwiek myśli te jak dla mnie są tak płytkie, że nie sięgają nawet mojej głowy. Jest w nich nawiwna, dziecięca ... jakby to powiedzieć.. koncepcja? W kazdym razie do filozofii to jeszcze duuużo im (a raczej ich autorowi) brakuje. -
>W kazdym razie do filozofii to jeszcze duuużo im (a raczej ich autorowi) brakuje.
nie prawda. coelho rozmyslnie pisze tak jak pisze. własnie po to by trafic do jak najwiekszej liczby ludzi. i bardzo dobrze bo sam znam jego czytalników którzy pod wpływek tych ksiazek zmnieni swoje zycie. nie wszyscy musza czytac platona. (a natabena mysl platonska jest w ksiazkach pana paula obecna)
coelho zna swoja role we wszechswiecie :) i chwała bogu ze ja realizuje.
-
>Kimże są ludzie, skoro ich potrzeby duchowe zaspokaja Coelho swoją pseudofilozoficzną pulpą?
ja czytam coelha bo go lubie i tyle. nie zaspokaja on moich potrzeb duchowych. zaspokaja moja potrzeba miłego spedzania czasu.
ale jesli czyjes potrzeby duchowe sa przez tego pisarza zaspokajane to nie widze w tym nic złego ani zasmucajacego. jedni maja pismo swiete czy traktaty filozoficzne a inni autora pielgrzyma. dobrze ze wogóle cos maja. jesli ktos prosty odnajduje w tych ksiazkach jakas duchowa droge to dobrze. zastanawianie sie ''kim sa ci ludzie?'' jest złosliwoscia, oznaka małosci.
-
LiNkA
>Gajowy de Saint-Clair napisał
>nie prawda. coelho rozmyslnie pisze tak jak pisze. własnie
>po to by trafic do jak najwiekszej liczby ludzi. i bardzo
>dobrze bo sam znam jego czytalników którzy pod wpływek
>tych ksiazek zmnieni swoje zycie. nie wszyscy musza czytac
>platona. (a natabena mysl platonska jest w ksiazkach pana
>paula obecna)
No tak, pewnie. ILOŚĆ, ILOŚĆ, ILOŚĆ! Kto by zważał na jakość, im więcej, tym lepiej. Spotkałam się już z podobną strategią u azjatyckich handlarzy sportowym obuwiem, które gubi podeszwę w pierwszej napotkanej kałuży.
Darujcie bluźnierczą uwagę, ale impuls do odmiany swojego życia można poczuć nawet po przejrzeniu książki telefonicznej. -
>Darujcie bluźnierczą uwagę, ale impuls do odmiany swojego życia można poczuć nawet po przejrzeniu książki telefonicznej.
nie znam nikogo takiego. to jakas autobiograficzna uwaga?
-
LiNkA
>Gajowy de Saint-Clair napisał
>>Darujcie bluźnierczą uwagę, ale impuls do odmiany
>swojego życia można poczuć nawet po przejrzeniu książki
>telefonicznej.
>
>nie znam nikogo takiego. to jakas autobiograficzna uwaga?
>
>
TO jest złośliwość, i to ad personam. Moja powyższa uwaga nie jest autobiograficzna, niemniej jednak jestem w stanie wyobrazić sobie przedstawioną możliwość.
Cytowane przez Ciebie, a zadane przeze mnie kilka postów wyżej retoryczne pytanie (Kimże są ci ludzie?) miało raczej na celu zreferowanie mojej interpretacji opublikowanej w 'Dzienniku' krytyki, która jest tematem tego wątku i została przytoczona w jego pierwszym poście. W moim założeniu nie był to przytyk wobec kogokolwiek.
Doprawdy, wiadomość, że są wśród czytelników Coelho tacy, którzy sięgają po jego zapiski dla sportu, nie zaś dla szukania duchowej strawy, znajduję jako pocieszającą. -
Rodia
ja się z autorką tego tekstu zgadzam. "Alchemika" nie dałem nawet rady do końca. -
>TO jest złośliwość, i to ad personam. Moja powyższa uwaga nie jest autobiograficzna, niemniej jednak jestem w stanie wyobrazić sobie przedstawioną możliwość.
oj bez przesady ot zarcik. przepraszam jesli cie uraziłem.
wnioskuje jednak ze twoja wyobraznia jest wieksza bo ja nie potrafie sobie takiej mozliwosci wyobrazic. a moze mam wiekcza wiare w człowieka. (tak czy inaczej jestesmy najwiekszym dziełem boga;)
krytyka jest potrzebana. ale ta zamieszczona w dzienniku jest przesadna i nic nie zmieni. krytyka dla krytyki. jesli chcemy aby społeczenstwo było bardzie oczytane i inteligentne to podsunmy mu literature bardzioej wartosciowa. ja sam niechetnie podszedłem do np dziadów w którymi teraz sie zachwycam.
-
Rodia
>monajkaaa napisała:
>jasne
>tylko że, skoro coś sie sprzedaje, to znaczy, że jest na
>to zapotrzebowanie...
>to czy komuś się podoba czy nie, to rzecz gustu...
>nie mówie, że Coelha mają wszyscy uwielbiać i
>czytać...
>ani sluchac płyt Gosi Andrzejewicz...
>kwestia wyboru...
>
>ale rzecz w tym, że nie każdy potrafi zrobić coś, co sie
>innym sporoba i co inni kupią... a krytykować potrafi
>każdy
jasne. najlepiej robić to, na co jest zapotrzebowanie.
ręce opadają.
-
Rodia
>ambition napisała:
>myśle,ze autorka albo niedostatecznie przygotowala sie do
>artykulu albo ma totalnie narabane w glowie;/ Tak po prostu
>to ksiazek nie tlumaczy sie na 39językow, gdzie kazda
>ksiazka zdobywa calakowicie rynek, moze dla tej Pani to
>normalne;/ ?? to tak jakby moj post chcial ktos
>przetkumaczyc bo jest takie zapotrzebowanie;D moze to znowu
>nie jest najlepszy argument ale..; )
Harry Potter jest częściej tłumaczony niż jakakolwiek powieść P.C, to znak, że powinniśmy go przeczytać, bo tak poprostu nigdy nie zostałby tak popularny
bez sensu... -
Rodia
>nicki napisała:
>A wg mnie samo spieranie jest głupotą... ilu ludzi tyle
>gustów. Jednego lektura zachwyci, drugi będzie pisał że
>męczył się przy jej czytaniu. I kto ma racje? ten i
>ten..
>Ustosunkowywując się do samej wypowiedzi rozpoczynającej
>wątek mogę jedynie dodać do tego co napisałam powyżej,
>że mój gust znacznie różni się od preferencji autorki
>artykułu :)
argument lepszy od pozostałych, ale czy to znaczy, że jeżeli wg Ciebie najlepszą książką jest "Gra w klasy" Cortazar'a, a wg. mnie "Kod Leo. Da Vinci" to możemy rozmawiać na poziomie? To znaczy tylko tyle, że to Ty jesteś mądrzejsza ode mnie i wybrałaś lepszą książkę.

