- 1
- 2
-
Per aspera ad astra.
-
MacieQQ ﺕ
Oczywiście bez żadnego sensu.
nie widzę w tym celu, żadnego. Lepiej niech ograniczą stypendia do 4.5 a nie 3.5 ... -
Agata S.
Dzisiaj większość płaci za studia i łatwo trafi do nich argument, że to z powodu tych, którzy robią kolejny fakultet. Dlaczego ktoś, kto zdał maturę na poziomie ponad 80% ma rezygnować ze swoich ambicji na korzyść tego, który otrzymał ok. 40? To godzenie w studenta i chęć podzielenia środowiska przez byłą rektor WSAP-u. Może do jej studentów to trafi, ale na pewno nie do tych, którzy na tym dużo stracą. Po pierwsze obniży się poziom, skoro przyjmowane będą osoby ze słabszym wynikiem. Minister Kudrycka, doświadczona rektor prywatnej uczelni, najpierw oferowała nam studia całkowicie płatne, wykluczając z możliwości studiowania średnio co trzeciego studenta, a teraz próbuje zamknąć nam drogę do pełnej i nieskrępowanej edukacji, zgodnej z naszymi oczekiwaniami i potrzebami.
Minister Kudrycka, najpierw oferowała nam studia całkowicie płatne, wykluczając z możliwości studiowania średnio co trzeciego studenta, a teraz próbuje zamknąć nam drogę do pełnej i nieskrępowanej edukacji, zgodnej z naszymi oczekiwaniami i potrzebami.
Ta jej polityka doprowadzi do tego, że drugi kierunek wybiorą dzieci bogatych rodziców, których będzie stać na zapłacenia 7tys. czesnego. A nie koniecznie będą to osoby z wielkimi ambicjami. Przecież 2 kierunek daje o wiele więcej perspektyw, możliwości na lepiej płatną pracę...
Mam nadzieję, że to nie przejdzie, bo przecież konstytucyjnie mamy prawo do bezpłatnej edukacji. -
Marta
>MacieQQ ﺕ napisał
>Oczywiście bez żadnego sensu.
>nie widzę w tym celu, żadnego. Lepiej niech ograniczą
>stypendia do 4.5 a nie 3.5 ...
Nie rozumiem :P Stypendia na moim obecnym kierunku są przyznawane od średniej 4,6 i są to jakieś żałosne pieniądze - poniżej 200 zł.
Pomysł z płatnym kierunkiem oczywiście jest bez sensu.
Większość osób dostaje się na drugi kierunek poprzez normalną rekrutację dzięki maturze. Jeżeli ktoś ją napisał dobrze, to ma prawo składać tam gdzie chce, bo na to zapracował. Poza tym, to wcale nie zawyższa przecież progu punktowego, bo kto powiedział, że jak składam na drugi kierunek to muszę mieć super napisaną maturę?
Ten pomysł ma podobno pomóc osobom z biedniejszych rodzin w dostaniu się na studia. Co za bzdura. Przecież na studia dostaje się dzięki maturze. Może kogoś nie stać na kursy, ale czy to nasza wina?! Poza tym do matury można się przygotować samemu jeśli się chce. I to dobrze. Ja uczyłam się głównie sama angielskiego i francuskiego i oba napisałam na 90% na rozsz. a jak komuś się nie chce to jego problem.
I jeśli ktoś studiuje dziennie dwa kierunki dziennie to chyba właśnie dlatego, że nie ma tyle pieniędzy, by za ten drugi jeszcze płacić (zaoczne).
Ta ustawa nas tylko ogranicza. Bo nie każdy ma bogatych rodziców, by mu fundowali studia, a przecież studiując dwa kierunki dziennie nie znajdzie się jeszcze takiej pracy, by zapłacić za to samemu :\
W efekcie mniej osób będzie brać drugi kierunek, a uczelni nic to nie da, bo przecież limit miejsc na danym kierunku zostanie taki sam i będzie musiała utrzymać tyle samo studentów.
-
-
Marta
Niech uczelnie ograniczą limit miejsc na uczelnie i wprowadzą znowu egzaminy wstępne. To najlepsze rozwiązanie, bo studentów będzie mniej (i uczelnie nie będą fabrykami kolejnych magistrów, w efekcie tytuł magistra będzie bardziej prestiżowy) a dzięki egzaminom na pewno wzrośnie poziom.
Przydałoby się to głównie na kierunkach humanistycznych, np. filologiach obcych, gdzie ludzie często idą, by coś studiować i żeby to coś nie było zbyt trudne. -
Nika
o ile za ograniczeniem ilości studentów podpiszę się rękami i nogami, o tyle przykład filologii jest nietrafiony, akurat stamtąd ludzie wylatują hurtowo. -
just Annie
>Marta wrote:
>Niech uczelnie ograniczą limit miejsc na uczelnie i
>wprowadzą znowu egzaminy wstępne. To najlepsze
>rozwiązanie, bo studentów będzie mniej (i uczelnie nie
>będą fabrykami kolejnych magistrów, w efekcie tytuł
>magistra będzie bardziej prestiżowy) a dzięki egzaminom
>na pewno wzrośnie poziom.
Muszę się zgodzić. Matury nie odzwierciedlają ŻADNEGO poziomu. Taka prawda. Nie wspominając o tym,że, rekrutacja nie odbywa się tylko dla rocznika, który w danym roku zdaje mature, dla poprzednich też. A matura wiadomo-raz prosta, raz trudna.
Ułatwiłoby to wszystkim sprawę.
>Przydałoby się to głównie na kierunkach humanistycznych,
>np. filologiach obcych, gdzie ludzie często idą, by coś
>studiować i żeby to coś nie było zbyt trudne.
Tu już się nie zgodzę. NA filologię , nie mówię o polskiej-moim zdaniem na nią idą tylko ludzie opętani żądzą czytania 100485757 stron dziennie xxD , ''obcą' STRASZNIE trudno się dostać. Trzeba pamiętać,że tu wyznacznikiem jest rozszerzony język.. na CO NAJMNIEJ 85%, poza tym, jeśli ktoś nie umie na tyle języka by zdobyć te 85%, a jednak się dostanie... to i tak szybko zrezygnuje, albo wyleci. To jednak trudne studia.
a pomysł z płatnym drugim kierunkiem, to paranoja większa niż wprowadzenie gimnazjów,
ale Wprowadzenie ograniczenia, , nawet na pkt ECTS... do 60!! TO JUŻ CHORE.
Rozumiem, student studiujący 2 kierunki, dla nich pewnie nie nauczy sie niczego, niech będzie, ale
ograniczenie możliwości rozwijania się nawet w jednym kierunku?!
Nie ma chyba studenta, który nie chciałby pogłębiać zainteresowań... ja mam tak z psychologią, i na przykład UW daje możliwość na pogłębienie tego, ale na Boga, jak to zrobić mając tylko 60 pkt darmowych?
To już paranoja do potęgi.
-
Anonim
Nie ma obowiązkowej służby wojskowej.
Matura zmatematyki już za rok.
Egzamin z ustnego języka polskiego ma być taki jak za starej matury (czyli nie piszesz z dupy rozprawki, lub - częściej - nie ściągasz jej z neta) tylko losujesz temat i mówisz o nim tyle ile wiesz.
Z roku na rok jest coraz mniej studentów bo przyrost naturalny jest nieduży.
W efekcie uczelnie będą żarły się o każdego studenta, kilka małych prywatnych już padło i padać będą. Niedługo w Polsce z prywatnych uczelni zostaną tylko kolosy (Koźmiński, AHE, SWPS, SWSPiZ i kilka innych), które z wielkiej łaski może wchłoną te gorzej prosperujące o ile im się to będzie opłacać.
Więc już tak nie marudźcie.
Ogólnie w USA cała edukacja wyższa jest prywatna. U nas też tak poiwnno być, były by pieniądze na porządne pracownie naukowe a szkoły nie wyglądałby jak by sie miały zaraz rozlecieć. Oczywiście musi też w takiej sytuacji istnieć porządny system stypendiów socjalnych. -
Agata S.
>Ogólnie w USA cała edukacja wyższa jest prywatna. U nas
>też tak poiwnno być, były by pieniądze na porządne
>pracownie naukowe a szkoły nie wyglądałby jak by sie
>miały zaraz rozlecieć. Oczywiście musi też w takiej
>sytuacji istnieć porządny system stypendiów socjalnych.
Najpierw trzeba zmienić konstytucję, a raczej PSL, PiS i SLD się nie zgodzą na płatne szkolnictwo wyższe.
Co do stypendiów- zawsze w Polsce wprowadzą chore progi finansowe. Nie mówię, że mam w domu złą sytuację finansową, mimo to nie byłoby moich rodziców stać na opłacenie 7200zl za studia dzienne na UW i jeszcze utrzymania mnie w Warszawie. Sądzę, ze w większości by tak było. Zacznie się studentom opłacać studiowanie zaoczne, które kosztuje mniej więcej tyle samo, a w tygodniu będą sobie dorabiali. -
Czmielik
Co to za bzdura. Wielu osób nawet nie stać, żeby pójsc na swój pierwszy kierunek jako wieczorowe lub zaoczne, chociaż te drugie dają więcej możliwości zarobienia na to.
Jeżeli by studia były płatne, to by to odcięło drogę wielu ludziom. Moim zdaniem wiele osób się stara, zeby zdać jak najlepiej maturę i pójśc na studia dzienne.
Nie chce nikogo osądzać, ale na liście przyjętych na pewnien kierunek na wieczorowe były osoby, które miały z matury 40% i wiadome jest to, że na dziennie szans by nie miały, więc z tego trochę wynika, że wystarczyło by mieć pieniądzę i ma się studia niezależnie od posiadanej wiedzy.
A co do limitu to trochę się nie zgadzam z tym. Przykładowo na UW na filologie obce właśnie jest za mało miejsc a za wielu chętnych, tym bardziej, że tylko w Warszawie na tej jednej uczelni mozna coś takiego studiować, a np. na FiR biorą 300 osób, który to kierunek oferują 3 warszawskie uczelnie. -
MacieQQ ﺕ
>Marta napisała:
>
>Nie rozumiem :P Stypendia na moim obecnym kierunku są
>przyznawane od średniej 4,6 i są to jakieś żałosne
>pieniądze - poniżej 200 zł.
>
Odnośnie artykułu. Tam napisane coś o 3.5 było -
Agata S.
>MacieQQ ﺕ napisał
>>Marta napisała:
>>
>>Nie rozumiem :P Stypendia na moim obecnym kierunku są
>>przyznawane od średniej 4,6 i są to jakieś żałosne
>>pieniądze - poniżej 200 zł.
>>
>
>Odnośnie artykułu. Tam napisane coś o 3.5 było
Ha! to pewnie studenci WSAPu [uczelni min.Kudryckiej] dostają na tej uczelni stypendia od 3.5. albo p. Kudrycka nie odróżnia styp. naukowego od socjalnego. Z tego co wiem, na większości uczelni jest tak, że styp. naukowe są od śr. 4.0 albo 4.5 -
Anonim
Na pierwszy rzut oka: MATKO CO ONI ROBIĄ? JAK MOŻNA OGRANICZAĆ NAM KONSTYTUCYJNE PRAWO DO NAUKI? Ale spójrzcie na to z innej strony. Odsetek ludzi posiadających wykształcenie wyższe w Polsce rośnie i powstają obawy, że nie długo ludzie po studiach będą kasjerami w hipermarketach, bo to też musi ktoś robić. Nasze społeczeństwo zbliża się powoli w stronę postindustrialnych społeczeństw zachodnioeuropejskich, które starają się wykształcić specjalistów w jednej określonej dziedzinie. Większą wartość na rynku pracy ma np. inżynier, który już w liceum był na profilu ścisłym, potem poszedł na studia w tym kierunku i całą swoją drogę kariery oparł na przemyślanym koncepcie. Niestety wśród studentów panuje zrozumiały oczywiście lęk przed bezrobociem. Ale takie rozwiązanie proponowane odgórnie przez MNiSW pozwoli zaplanować odpowiednią liczbę miejsc w pracy w rożnych sektorach gospodarki. Jedyną wg mnie wadą pomysłu minister Kudryckiej jest UOGÓLNIENIE. Bo jeśli jakiś student przez trzy lata studiował polonistykę i po uzyskaniu tytułu licencjata nie robi magisterki a oświadcza, że idzie teraz na inżynierię chemiczną to Państwo nie musi mu finansować suma summarum ośmioletniej nauki. Natomiast jeśli ktoś ma smykałkę do języków i studiuje teraz iberystykę a chce zacząć dodatkowo romanistykę czy italianistykę to absolutnie nie można mu tego zabraniać.
Przy uczelniach powinny zatem powstać komisje opiniujące czy ktoś na te darmowe studia zasługuje czy nie. Ale znowu pojawia się kwestia ich rzetelności czy uczciwości. Dlatego uważam, że pomysł min. Kudryckiej powinien zostać poddany dyskusji na gremium środowiska akademickiego. Taka pochopna decyzja może niektórym ludziom naprawdę złamać życie.
Powiedział co wiedział :P -
Agata S.
Kamilu, zgoda, po części ale zgoda:)
W propozycji min Kudryckiej jest zapis, że 10% osob najzdolniejszych z danego kierunku będzie miało prawo do 2 kierunku. Więc na takiej iberystyce będzie to jedna lub dwie osoby, a na prawie już jakieś dwadzieścia a nawet więcej. I wcale te 20 może się nie okazać tak zdolne jak te 2. To też jest do zweryfikowania. -
ann
"Odsetek ludzi posiadających wykształcenie wyższe w Polsce rośnie i powstają obawy, że nie długo ludzie po studiach będą kasjerami w hipermarketach, bo to też musi ktoś robić."
Jak dla mnie, to kolejny argument PRZECIWKO temu pomyslowi. Skoro drugi kierunek ma byc platny, to mniej ludzi bedzie na niego szlo. W efekcie zamiast zdolnej osoby, dostanie sie mniej zdolna osoba. Przy malutkich liczbach to nic, ale przy wiekszych robi roznice. A dodajac jeszcze to, ze bedzie utrudniona zmiana kierunku (bo tylko 1 semestr na zmiane, a potem placic), to znow dostanie sie wiecej tych mniej zdolnych. Wiec czesc osob z wieczorowych/zaocznych/prywatn ych przeskoczy na dziennie, przez co zrobi sie wiecej miejsca na tychze, co z kolei powoduje, ze ci, ktorzy teraz w ogole nie dostaja sie na studia - beda studiowac. Czyli jeszcze wiecej licencjatow i magistrow, czyli zmniejszenie znaczenia takiegoz wyksztalcenia oraz oczywiscie jeszcze wiecej magistrow pracujacych niezgodnie z posiadanym wyksztalceniem. -
Marta
>Miy. napisała:
>Kamilu, zgoda, po części ale zgoda:)
>
>W propozycji min Kudryckiej jest zapis, że 10% osob
>najzdolniejszych z danego kierunku będzie miało prawo do 2
>kierunku. Więc na takiej iberystyce będzie to jedna lub
>dwie osoby, a na prawie już jakieś dwadzieścia a nawet
>więcej. I wcale te 20 może się nie okazać tak zdolne jak
>te 2. To też jest do zweryfikowania.
No właśnie, a ja wczoraj w telewizji usłyszałam, że to ma być 10% nie kierunku, tylko uczelni! Może się pomylili, ale tak usłyszalam i pamiętam, że to mnie zdziwiło. To już by było zupełnie bez sensu, bo przecież na jednym kierunku łatwiej o dobrą średnią a na innym trudniej. -
Agata S.
-
Anonim
niech spitalaja!!
zamierzalam skonczyc szwedzki i dziennikarstwo....jakbbym sie w tym roku nie dostala na dziennikarstwo to bym zaczela szwedzki.....
kretyni.
niezgodne z konstytucja wiec nie przejdzie. -
Manuela
nikt tylko nie wspomni o tym, że Polska jest jednym z nielicznych krajów europejskich gdzie wyższe wykształcenie nie jest dodatkowo odpłatne.
A wasze lewackie stwierdzenie: darmowe studia - jest po prostu lewackie.
Nie ma nic za darmo, nie ma wolontariatu. Za studia płaci każdy - tak czy siak - poprzez podatki. Zapytajcie rodziców ile miesięcznie potrącają im z wypłaty z tytułu edukacji. Myślicie, że skąd biorą się pensje wykładowców z wyższych uczelni? z księżyca? Nie, z NASZYCH podatków. Płacimy za to wszyscy, tyle że nie świadomie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że każdy płaci mniej więcej podobny procent (w zależności od wielkości zarobków), ale nie ma na to wpływu fakt czy ktoś ma dzieci czy nie ma, czy uczą się, czy nie. O to własnie powinna trwać wojna, o to żeby usunąć z podatków element edukacyjny - tak jak jest to zrobione w wielu krajach europejskich. weźmy pod uwagę 40-letniego kawalera, bezdzietnego i kobietę która ma 10 dzieci. Oboje płacą taki sam procent od poborów na poczet edukacji. Podejrzewam, że przez całe życie płacimy więcej na tą edukację przez podatki niżeli nasza edukacja wyniosła. Tyle...
Weźmy pod uwagę UK, chcesz iść do collage'u? na uniwerek? to płać. Nie, to nie. Tak jest najbardziej fair moim zdaniem. I nie gadajcie, że wtedy biedni są poszkodowani. Bo po prostu mieliby więszke pobory, a o kosztach edukacyjnych można decydować samemu -
Agata S.
Pfff... dziewczyno, uspokój się.
Pomyśl ile płacimy na NFZ. Ja np. w szpitalu byłam tylko po urodzeniu, badania miałam robione tylko, gdy chciałam oddać dobrowolnie krew. Nie leczę się w NFZ-cie, stomatologa mam prywatnego bo nie pójdę do państwowego, gdzie nie dadzą mi znieczulenia i wsadzą paskudną plombę z amalgamatu. A pomyśl o takim co chodzi do lekarza z byle bólem palca. I kto za to płaci? To takie samo tłumaczenie. Więc niech służba zdrowia będzie płatna w 100% dla każdego.
- 1
- 2

