Lech Janerka [195]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • mukor

    Znaleziony dziś na stronie Wyborczej:
    http://miasta.gazeta.pl/opole/1,552...
    - pozwole sobie przekleić bo oni chyba po 7 dniach blokują archiwalne teksty...



  • mukor

    Laureatem SuperJedynki w kategorii płyta alternatywna jest album "Plagiaty" Lecha Janerki, który na opolski festiwal powraca po przeszło dziesięciu latach.

    Grzegorz Cholewa: Wiele osób będzie zapewne z niedowierzaniem regulować telewizory, kiedy zobaczy Janerkę na festiwalu w Opolu. Jesteś zaskoczony zaproszeniem, a przede wszystkim tą wygraną?

    Lech Janerka, wokalista, basista, autor tekstów: Nagrodą oczywiście jestem zaskoczony, a zaproszeniem chyba nie, bo będzie to mój czwarty występ na tym festiwalu.

    Ale od ostatniego Twojego koncertu tutaj minęło ponad dziesięć lat...

    - W show-biznesie nie ma reguł. Są tacy, którzy po jednym występie pilnują, żeby pojawiać się w Opolu regularnie, a mnie po prostu znów zaproszono. Festiwal opolski to zawsze było wydarzenie, które mnie budowało i kształtowało. Z wypiekami wsłuchiwałem się w Grechutę, Młynarskiego, Rodowicz, Demarczyk czy Woźniaka. Wtedy Premiery zwalały z nóg! A ja byłem wtedy dzieciakiem, nie wiedziałem nawet, że będę kiedyś grał.

    Teraz jest inaczej. To, że Debiuty nie mają już takiej siły przebicia, jest spowodowane przede wszystkim wielością muzyki produkowanej w naszym kraju. Kiedyś nagranie płyty to było wydarzenie, sam fakt nagrania to była wielka rzecz. W tej chwili każdy może to zrobić w domu na komputerze. Poza tym kiedyś kultura muzyczna była trójwymiarowa, natomiast teraz tych nurtów jest ze czterdzieści.

    W środę wieczorem miałeś już w amfiteatrze próby przed swoim występem...

    - To wielka frajda spotkać ludzi, których widuję od wielu lat, ale rzadko i w przelocie. Zresztą zabawna to historia ze środową próbą. Kiedy na początku lat osiemdziesiątych występowałem na festiwalu po raz pierwszy, gdy przyjechałem do amfiteatru, próbę miał zespół Kombi. I w tym roku na dzień dobry znów się na nich nadziałem. Przybiłem "piątkę" z Grześkiem Skawińskim, później spotkałem Roberta Gawlińskiego. Miło przyglądać się tym nowym wykonawcom, którzy dopiero wkraczają na rynek. Byłem pod wielkim wrażeniem próby Eweliny Flinty, to bardzo rzetelna wokalistka i przemiła osoba. Próbowałem także wnieść na scenę na rękach Monikę Brodkę, ale mnie inspicjent pogonił. Generalnie bardziej przeżywam próby czy koncerty innych wykonawców niż swoje.
  • mukor

    Wszyscy laureaci SuperJedynek śpiewają podczas sobotniego koncertu z playbacku. A więc Ty również. Jak się z tym czujesz?

    - Rzeczywiście, będę kłapał pod playback, ale bardzo mnie to bawi. Z playbacku zaśpiewam pierwszy raz w życiu. Bo przecież podczas klubowych koncertów po prostu wychodzi się na scenę i gra. A tutaj padła taka propozycja reżyserska, aby wszystko poszło sprawniej. Nawet się ucieszyłem, bo to coś nowego.

    Wiesz, że w Chinach artystów, których przyłapie się na playbacku, państwo wsadza do więzienia?

    - No, może rzeczywiście dobrze byłoby ten zwyczaj wprowadzić w Polsce, ale dopiero po moim koncercie [śmiech]. Ja też mam prawo do takiej frajdy i do nowych doświadczeń. A jeśli ktoś nie wierzy, że potrafię zagrać, to zapraszam na koncert.

    Sukces "Plagiatów" oznacza, że nagrałeś właśnie najlepszą czy najbardziej komercyjną płytę?

    - Ciekawostką jest to, że wszystkie moje poprzednie płyty były zawzięte, pokręcone, a dopiero teraz, gdy nagrałem najbardziej popowy album, dostałem nagrodę za płytę alternatywną. Ale oczywiście bardzo się cieszę, że ten krążek został dostrzeżony i jakoś na rynku funkcjonuje. To jest chyba trochę nieprzewidywalna sprawa, myślę, że powodzenie płyty to pewna wypadkowa wielu czynników. Ja nagrywam płyty, daję je ludziom i zapominam o nich. Zawsze trudno jest z góry zawyrokować, czy jakaś płyta się spodoba. Tu decyduje głos ludu.

    "Plagiaty" miały premierę w ten sam dzień, co nowy krążek Jennifer Lopez. No i po miesiącu okazało się, że Janerka sprzedał kilkakrotnie więcej płyt niż ów latynoski anioł...

    - Nie wiem, jak ta różnica wygląda teraz, ale rzeczywiście tak to wyglądało. Ale cóż to właściwie dla mnie za informacja?

  • mukor

    Masz nowego menedżera, który narzucił Tobie szybkie tempo pracy, gracie teraz bardzo dużo koncertów...

    - Przeżywałem to już za czasów Klausa Mitffocha. Zdarzało się nawet, że graliśmy wtedy trzy koncerty dziennie w jednym miejscu. Wszystko mi się myliło, nie wiedziałem, gdzie jestem. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej. Z jednej strony to jest męczące, ale z drugiej może być też bardzo ożywcze. Cenię sobie stany przypominające letarg, ale one zawsze trochę oszałamiają i na wszystko znieczulają. Dlatego być może pół roku ciężkiej pracy dobrze mi zrobi. Później przystopuję i znów zajmę się wpadaniem w roślinny stan. Typowy dla mnie stan warzywa. To jak pewnego rodzaju cykl. Rytuał.

    Bywa twórczy?

    - To czas zresetowania systemu, odprężenia i oczyszczenia głowy, w którym na nowo zaczynam się przyglądać sprawom. I dlatego w pewnym sensie jest też twórczy.

    Nagrodzone SuperJedynką "Plagiaty" to utwory, które pisałeś jeszcze jako licealista! Skąd pomysł na wyciągnięcie piosenek z szuflady?

    - Trzony tych utworów, czyli podstawowa harmonia i melodie, mają trzydzieści lat. Teksty są natomiast współczesne, bo wtedy w okresie szkolnym jeszcze się tym nie zajmowałem. Nowe są również aranżacje i oczywiście cała produkcja.

    Jakim obserwatorem jesteś na tej płycie?

    - Po iluś latach pisania tekstów, po przejściu przez takie etapy, kiedy człowiek jest bardzo agresywny i ma potrzebę bycia ekstremalnym, przychodzi moment spojrzenia na pewne sprawy z różnych punktów widzenia. To jest znamię dojrzałości, zresztą napisałem kilka tekstów, w których daję temu wyraz. Troszkę się zmieniam - kameleonię. Raz jestem agresywny, raz jestem głupkiem na wzgórzu, który obserwuje, czasem nie potrafi określić, jak się sprawy mają, ale widzi szeroko i trochę inaczej. Czasami letarguję, czasami szydzę. Teksty te są różne, tak samo jak różne są też te wygrzebane melodie. Mamy tutaj bossanovy, bluesa, walczyki, orkiestrę Armii Zbawienia, piosenkę turystyczną czy pastisze Beatlesów. W warstwie muzycznej jest to płyta bardziej pogodna od poprzedniej, a w warstwie tekstowej jest chyba nieco bardziej wyciszona.

  • mukor

    Oprócz fanów, którzy dojrzewają razem z Tobą i Twoimi płytami, na koncerty Lecha Janerki tłumnie przychodzą również piękni piętnastoletni, którzy w pierwszych rzędach wyśpiewują wszystkie teksty. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak się dzieje?

    - Pamiętam czasy licealne, kiedy to szukałem czegoś, co wykracza poza moje doświadczenia, czegoś, co by mnie rozwijało, pokazywało inny, obcy i nieosiągalny świat, który gdzieś tam się czai. I nie miałem problemów z jego odczytaniem. Nie można upraszczać rzeczywistości i mówić, że istnieje jakaś domena nastolatków i jakaś domena ludzi dorosłych. Bo ci młodzi potrafią być niezwykle wrażliwi. Bycie dorosłym oznacza płacenie rachunków - tylko do tego się to sprowadza. Dla wielu ludzi informacja wsparta emocją jest bardzo istotna. Jeśli jest pozbawiona tej emocji, potrafi być wyłącznie czczym bełkotem. Pewne rzeczy chłonie się intuicyjnie, a w przypadku muzyki rockowej efekt potęguje jeszcze charyzma frontmana. Płyta, muzyka, teksty - to jest przede wszystkim transmisja emocji...

    Wielu artystów przyznaje się do inspiracji Twoją twórczością, jednak nikt nawet nie próbuje podrobić tego stylu. Zawsze szukałeś tej oryginalnej, autorskiej konwencji?

    - Mam aspiracje, żeby od czasu do czasu robić coś, co jest oryginalne. Akurat wychodzenie poza schemat sprawia mi największą frajdę. Czasem się to udaje, ale wymaga też wielkiej pracowitości. Podobnie jest z tekstami. Powiedzieć dwa zdania, które coś tam znaczą, a jeszcze fajnie się ich słucha, też nie jest proste. Ale im dalej, tym trudniej. Teraz mógłbym zrobić taką płytę jak Klaus Mitffoch, może nie tej klasy, ale na pewno na zbliżonym poziomie. To już mnie jednak nie ciekawi, to sprawa zamknięta i wyczerpana formuła.

    Jakby wyglądał Twój świat bez ukochanych Beatlesów?

    - Pewnie w ogóle bym nie grał, bo to właśnie oni zainspirowali mnie do tego, by chwycić za instrument i zacząć komponować. A tak generalnie - są ludzie, którzy twierdzą, że świat byłby lepszy bez Beatlesów, że poprzez całkowitą dominację i ukierunkowanie sposobu myślenia o muzyce rozrywkowej wyrządzili wiele złego.

  • mukor

    Pamiętam, że myślałeś już kiedyś o tym, żeby przestać grać. Jesteś rzeczywiście na to gotowy?

    - Ja już jestem ubezwłasnowolniony, w tej chwili oczywiście mógłbym już przestać, wymigać się od grania, czasami nawet szukam sposobów, żeby to zrobić, ale z drugiej strony nic innego nie potrafię. Mogę napisać piosenkę, zaaranżować, zaśpiewać. Ale zawodów pochodnych od tego nie ma zbyt wiele. Chyba mógłbym być jeszcze dziennikarzem, poetą albo pisać opowiadania. Żyję pewnymi złudzeniami, że to, co robię, jest wystarczające, tym bardziej że od czasu do czasu mam z tego satysfakcję.

    Ale zawsze istnieje taka możliwość, że obudzisz się rano z pustką w głowie bez pomysłów, chęci i tego twórczego ognia. Stwierdzisz, że nie masz nic do powiedzenia.

    - Nie strasz mnie...

    To tylko sytuacja hipotetyczna...

    - Ale przerażająca! Wiem, że kiedyś ten moment przyjdzie. Dawniej powstrzymywałem się od tego, żeby robić nowe płyty. Miałem tysiące pomysłów, ale je blokowałem. Wszystko chciałem robić powoli. A teraz? Wydaję płytę z piosenkami sprzed trzydziestu lat - gdyby dalej głowa parowała mi od pomysłów, to pewnie nagrałbym coś innego. Oczywiście perturbacje w zespole też skłoniły mnie do takiego posunięcia, ale myślę, że już niedługo się okaże, czy mam jeszcze świeże i zaskakujące pomysły. Na razie o tym nie myślę. Nie wykluczam sytuacji twórczej pustki, ale nie można też popaść w paranoję, bo to dopiero potrafi człowieka zablokować.


    the end; )
| |

Właściwie to nie wiem jak jest i za co będą bić w tym roku...



Fotki

Miejsca grona (0)