-
Hellena
Pewien misionarz był z misją humanitarną w Afryce. Któregoś dnia idąc w dżungli zauważył leżącego słonia. Podszedł i zobaczył że słoń ma w nogę wbity gwóźdź. Zrobiło mu się żal i wyjął mu ten gwóźdź. Słoń wstał i popatrzył na swojego ratownika z umiłowaniem, jakby chciał powiedzieć "dziękuję", potem poszedł. Odwrócił się jeszcze raz, jakby chciał
powiedzieć "do widzenia" i zniknął wśród drzew. "Ciekawe czy go jeszcze kiedykolwiek znowu zobaczę!? pomyślał ratownik. Kilka lat później facet wybrał się do cyrku. Występowały tam różne zwierzęta, także slonie, ale jego uwagę zwrócił jeden słoń który patrzyl na niego w ten sam sposób jak ten z dżungli. "Czyżby to ten słoń?" pomyślał "jest do tamtego taki podobny!". Po występie podszedł do tego słonia, pogłaskał go w uszy, ale wtedy słoń złapał go trąbą i trzasnął nim kilka razy o podłogę zmieniając jego ciało w krwawy pasztet.
Okazało się że to nie był ten słoń.
dodaj swoj dowcip ktory lubisz najbardziej -
Anonim
-
Hellena
-
Dawid
-
-
gościu
w namiocie:
bolek: lolek ! walisz konia ?
lolek: no
bolek: to wal kurwa swojego
albo
kurwa jego do dupy zapierdolona mać- rzekl kapucyn i zaklną szpetnie -
Kacet .
Wraca pijany jak bela facet do swojego domku jednorodzinnego. Już jest przed domem i nagle wyrżnął twarzą w gałąź.
Zezłościł się strasznie i postanowił, że ją zetnie - ma przecież w domu piłę.
Wchodzi do domu i od progu woła do żony:
- Gdzie piła
Żona wychodzi z kuchni z deka przestraszona i mówi:
- Ja nie piła, ja nie piła...
- Pytam się, kur...a, gdzie piła - groźnie syczy mąż.
- U sąsiada... - żona piszczy
- A czemu dała
- Bo piła... -
Anonim
pewnego wieczoru maz z zona postanowili sie zabawic w rozpoznawanie smaku gumek. maz poszedl do sklepu, kupil kilka, wrocil do domu zgasil swiatlo. zona sie zaczela do niego dobierac i po chwili mowi:
serowo-cebulowe??
a maz: glupia!!! jeszcze nie zalozylem o_O -
Kacet .
wraca pijany mąż do domu
nawalony jak szmata
żona pyta ee gdzies był??
grałem u Zenka w szachy
śmierdzisz wódką gnoju!!
a czym mam śmierdzieć?? szachami!! -
178299
Akcja w sypialni, mąż z żoną sam na sam, wieczór itd.
Nagle mąż mówi do żony:
-Kochanie, to może dzisiaj seks oralny ?
A żona na to:
-Wiesz Skarbie jestem dzisiaj bardzo zmęczona, zostaw w szklance to rano wypiję
-
Anonim
Mąż dzwoni do żony:
- Kochanie co wolisz banany czy truskawki?
- Jesteś na targu najmilszy?
- Nie... w aptece -
Anonim
przychodzi baba do lekarza z mozgiem w rekach:
panie doktorze to sie w glowie nie miesci... -
Anonim
Chłopek na rowerze wybrał się na targ z jajami kurzymi aby je sprzedać. Pieprznął go samochodzik i chłopina leży na drodze, a obok potłuczone jajeczka, kurze zresztą. Policja przyjechała na miejsce zdarzenia i jeden z funkcjonariuszy dzwoni po pogotowie:
- Panie doktorze proszę przyjechać do wypadku na ulicę Zaganiacza, na wprost posesji nr 24.
- A co się stało?
- Samochód potrącił rowerzystę.
- I jak to wszystko wygląda?
- Poszkodowany leży i kwiczy, jaja potłuczone też leżą...
Lekarz spodziewając się, ze informujący zaraz po opisie stanu jaj przejdzie do opisu stanu ch**a przerywa zgłaszającemu wypadek i pyta:
- A co z organem??
- Organ przy aparacie!!!
-
Anonim
Siedzi Mietek i Janek u tego drugiego w domu i popijają sobie wódeczkę.
Nagle Mietek pyta Janka:
- Dlaczego u Ciebie na ścianie wisi metalowa miska?
- To jest zegar z kukułką! - odpowiedział od niechcenia Janek.
- Jak to zegar z kukułką?
- Więc zobacz!!!
W tym momencie Janek podniósł ze stołu pustą już butelkę od wódki, zamachnął się ... i rzucił w wiszącą miskę. Ta zaczęła okropnie brzęczeć!!! Nagle zza ściany słychać:
- Kurwa, jest wpół do czwartej rano!!!
-
Hellena
Pewien młody ksiadz maił miec swoje pierwsze w życiu kazanie, strasznie sie przed tym denerwował. Dlatego dla rozluznienia postanowił chlapnąć sobie kielszek wódeczki.
Niestety nie poczuł oczekiwanego rozluźnienia, dlatego zapodał sobie jeszcze jednego, a potem jeszcze jednego i jeszcze...
W końcu pamiętał tylko tyle, że wychodząc na ambone potknął się i zaklnął.
Po jakims czsie budzi go proboszcz parafi, ten przerażony pyta się:
- No i jak wypadłem, dobrze mi poszło???
A proboszcz na to:
- No, musze przyznać, że całkiem nieźle, ludzie wstali i bili ci brawo! Tylko musisz pamiętać a trzech bardzo ważnych rzeczach:
Pierwsza to taka, że to Żydzi ukrzyżowali Chrystusa, a nie Indianie.
Druga to taka, że Kain zabił Abla, a nie Abel ciagnął kabla.
No i jeszcze taka ostatnia rzecz.. jak wychodzisz na ambone to się mówi "Szczesc Boże", a nie kurwa mać! -
jaśnie panicz ®©™
Na pracowniczy bal maskowy przyszli:
* sekretarka w masce kota,
* ksiegowa w masce królika,
* dyrektor w masce lwa,
* informatyk w masce 255.255.255.0
-
jaśnie panicz ®©™
i cos dla prawdziwych koneserow...;p
Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego,
że
się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę.
W krzyżackim obozie wszyscy napierdoleni, klina klinem popychają,
sytuacja
trwa kilka dni.
Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając
podawaną mu flaszkę, pyta sługi:
- Co to my dzisiaj mamy?
- Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu...
- O k...a... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.
Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku,
że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po
jednym
rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie
musiało tylu ginąć. Jak pomyślał - tak zrobił.
Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?)
z
poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć
Jagiełłę!
Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu najebanego w stogu siana.
Przystał Na wszystko, co mu powiedzieli...
Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym
większego
problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z
mężnych.
Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach.
Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie
przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemie
szorował...
Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u
Hannibala.
-Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry.
Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał.
Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry.
Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech
palcach
trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby
wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał -
siedmiometrowy!
Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14
dębów!
No, tym to mogę walczyć!
Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo
jakaś
taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł
odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał,
zdobiona złotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.
Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka
ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem -
polewa dodatkową porcję miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie
najebani nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy
Czarnego.
Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu.
- Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... Daj mi spokój!
Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.
- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy
chędożył? Nie ma mowy!
Następny Jurand - ale ten ma oczy wyjebane! BEZNADZIEJA!
Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle
widzi:
jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną
kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty
jak
worek... spawa.
C.D. ====> -
jaśnie panicz ®©™
i cos dla prawdziwych koneserow...;p
Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego,
że
się wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę.
W krzyżackim obozie wszyscy napierdoleni, klina klinem popychają,
sytuacja
trwa kilka dni.
Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając
podawaną mu flaszkę, pyta sługi:
- Co to my dzisiaj mamy?
- Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu...
- O k...a... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.
Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku,
że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po
jednym
rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie
musiało tylu ginąć. Jak pomyślał - tak zrobił.
Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?)
z
poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć
Jagiełłę!
Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu najebanego w stogu siana.
Przystał Na wszystko, co mu powiedzieli...
Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym
większego
problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z
mężnych.
Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach.
Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie
przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemie
szorował...
Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u
Hannibala.
-Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry.
Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał.
Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry.
Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech
palcach
trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby
wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał -
siedmiometrowy!
Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14
dębów!
No, tym to mogę walczyć!
Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo
jakaś
taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł
odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał,
zdobiona złotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.
Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka
ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem -
polewa dodatkową porcję miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie
najebani nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy
Czarnego.
Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu.
- Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... Daj mi spokój!
Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.
- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy
chędożył? Nie ma mowy!
Następny Jurand - ale ten ma oczy wyjebane! BEZNADZIEJA!
Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle
widzi:
jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną
kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty
jak
worek... spawa.
C.D. ====> -
jaśnie panicz ®©™
C.D.
U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu.
Podchodzi i pyta, czy ten się zgodzi na walkę.
- No pewnie! - odpowiedział napierdolony totalnie głos. Nie był w stanie
powiedzieć nic więcej.
Teraz trzeba go wyposażyć. I tu problem. Jakiego konia by nie znaleźli,
to
dla małego Polaczka olbrzym. Nie utrzymałby go nawet.
Olali sprawę. Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie był w stanie
unieść.
Wyluzowali.
Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przynieśli, to dla naszego bohatera jak
dom wielka - popijawy by mógł w środku urządzać. Dali se siana. Zostawili
mu
tylko to co miał - cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę.
Na koniec poprosili tylko o jedno:
- Po wszystkim możesz robić co chcesz, ale w dzień bitwy, na Boga,
przyjdź
trzeźwy!
Słonce wzeszło, obie armie stoją naprzeciwko siebie. Z szeregu
krzyżackiego
wyłania się wspaniały rycerz. Ale gdzie Polak... Szukają go i szukają.
W końcu znaleźli - oczywiście napierdolony jak dzwonek.
Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cucą go i wypychają. Na ugiętych
nogach,
zataczając się wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de
Loewe w błyszczącej złotem zbroi, z wykurwistym mieczem, na potężnym
słoniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. Pędzi z ogromną
prędkością,
ziemia drży pod kopytami słoniokonia, drugie słonce błyszczy na złotej
piersi Zygfryda (wielki miecz zasłania to pierwsze).
Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił. "Ja pierdolę!
Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w
puch.
Jesteśmy już martwi!" - pomyślał zasłaniając twarz.
- W NOGI, kurrrrwa, W NOGI - krzyczy Król i wszyscy spierdalają gdzie
popadnie.
Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk,
trzask,
uniósł się tylko kurz i dym... Wielki Mistrz podjeżdża na
miejsce potyczki,aby pogratulować swojemu zwycięstwa. Kurz opada, a tu
straszny widok:
słoniokoń leży z obciętymi nogami, parenaście metrów dalej Zygfryd (całe
piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierając się o
szablę
i mówi:
- Gdyby nie było "W NOGI", to bym cię k...a zajebał..."
-
Hellena
-
Anonim
to na dobranoc...:
W domu mam sieć (syn, córka i ja) - jedno stałe łącze i jak ktoś coś intensywnie ściąga, to inni płaczą z bezsilności.
Wczoraj oglądam jakiś film i nagle zaczyna mi zwalniać, więc się drę do córki przez zamknięte drzwi:
- Znowu ssiesz?
Córka akurat z jakimś facetem w swoim pokoju była, ale z szatańskim błyskiem w oku (pewnie, bo nie widziałem) odpowiedziała:
- Nie tatusiu, zachowujemy się poprawnie!
|
|
Na to forum moderator praktycznie nie zagląda. Wejście tylko dla ludzi o mocnych nerwach :) spros...
Miejsca grona (2)
-
Atlantyda pod woda, Atlantyda
-
Ośrodek Readaptacyjno - Rechabilitacyjny w Konstancinie - Jeziornie, Oddział w Anielinie Anielin, Anielin
- Dodaj miejsce

