Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Duma

    Co do argumentu
    > Nie do końca się z tym co prawda zgadzam, bo o tym, że pracodawcy nie biorą pod uwagę tylko renomy uczelni (i często nie jest to ich główne kryterium) świadczą np. testy kompetencyjne, ale nie wiem jak to jest po filozofii.
    Jednak przeważnie pracodawcy prowadzą tylko rozmowy kwalifikacyjne. To, że niektórzy z nich prowadzą (przy rekrutacji i czasami potem) testy kompetencji, mogłoby być dobrym argumentem, ale mam wrażenie, że pracodawcy, którzy prowadzą testy, należą do mniejszości. (Nie wiem, czy w Polsce ktoś przeprowadzał jakieś badania statystyczne na ten temat, więc nie mogę mieć pewności.) Jeśli należą do mniejszości, którą można zmieścić w marginesie błędu, to kryterium pozostaje. Jeśli nie, to gdybyśmy chcieli dalej używać go do oceny poziomu polskich uczelni, moglibyśmy mieć problem. Jednak przy założeniu, że testy te są w miarę podobne u różnych pracodawców z tej samej dziedziny, moglibyśmy też powiedzieć, że: 1) Jeśli umiejętności, pozyskane podczas studiów, przekładają się na zdawalność testów, oraz 2) Jeśli zdawalność testów przekłada się na to, kto dostaje pracę, to 3) podane kryterium pozostaje w mocy (tzn. to, kogo przyjmują pracodawcy, nadal pozostaje miarą tego, która uczelnia jest lepsza). Różnica będzie polegać na tym, że pracodawcy (niektórzy) przestaną kierować się renomą uczelni. Jest to dobry argument z tego względu, że faktycznie powstał projekt ustawy, która ma wprowadzić testy kompetencji po zakończeniu studiów; testy te mają być takie same dla wszystkich uczelni (co uprawomacnia poczynione przeze mnie wyżej robocze założenie, że testy, które mieliby stosować pracodawcy, są jako tako jednolite). Gdyby takie testy zostały wprowadzone, zaproponowane przeze mnie kryterium straciłoby prawdopodobnie sens; ale same wyniki z testów byłyby kryterium równie wątpliwym, gdyż ujednolicenie wymagań na testach nie ujednoliciłoby programów studiów. (Zresztą tego nikt by chyba nie chciał.)

    A teraz od rzeczy. Co do sofizmatów. Tego typu argumenty -- ad personam itp. -- można znaleźć również w Twoich wypowiedziach. Szczerze mówiąc nie uważam, żeby było w nich coś złego. Co innego, gdybym, wysuwając takie niemerytoryczne argumenty, ich nie zauważał (albo uważał je za argument w dyskusji), ale jeśli stanowią odpowiedź na czyjąś złośliwość (a stanowiły), to myślę, że są generalnie w porządku. A inna to już rzecz, kto z nas pierwszy był dla kogo uszczypliwy.
  • Duma

    (No i w końcu...)
    Nie sądzę również, żebym dyskutował przez ciągłe zapewnianie, że mam rację, bo nie popełniłem błędu. Starałem się raczej postąpić zgodnie z pewnym Popperowskim ideałem (którym, nawiasem mówiąc, całkiem mocno się przejąłem). Tj. po pierwsze upewniłem się, czy to, co piszę, nie jest sprzeczne (i mam dość silne wrażenie, że nie; w takich rozważaniach trudno zresztą o wyraźną sprzeczność) po czym sam podałem przykłady kilku rzeczy, które wystarczyłoby pokazać, żebym przyznał, że się pomyliłem. To, że podałem kilka przykładów, wcale nie znaczy, że uważam, że nie można znaleźć innych, które by mnie przekonały; sam znalazłem od czasu tamtej wypowiedzi jeszcze kilka takich rzeczy, ale nie pisałem o nich, bo pojawił się zarzut, że to, co piszę, piszę nie w temacie. (Nawiasem mówiąc, to mi przypomina dykteryjkę, zgodnie z którą Newton, biorąc za swój temat dowód na istnienie Boga, stworzył potężny system fizyki i metafizyki. Jeśli to, co jest tematem dyskusji, zależy od zgody dyskutujących -- bo od czego? -- to nie dziwi mnie, że nie ma między mną a Tobą co do niego zgody.) Jeśli chodzi o mnie, to, chcąc być szczerym, nieszczególnie zależy mi na tym, żeby mieć rację, ale na samej dyskusji. (W pewnym sensie wolałbym się mylić; jeśli jest tak, jak to opisałem, to nie jest bajkowo.) Jest to jeden z powodów, dla których tu piszę. Dużo, mało? Tyle, ile warto.

    (Oczywiście nadal pozostaje Twój zarzut, że nie umiem dobrze wyrazić swojej myśli, i stąd związek między kryterium a poziomem, jak go widzę, może być niejasny. Ale nie wiem, co mógłbym na to właściwie odpowiedzieć. Różne teksty czasami bywają niejasne; ale może nie trzeba być wybitnym stylistą, żeby móc napisać coś sensownego?)

    (Mam nadzieję, że moderatorzy pozostaną łaskawi.)
  • bartkiller

    >Duma napisał
    >> Być może, ale najpierw musiałbym zrozumieć tę
    >odpowiedź :0 Mógłbyś szerzej opisać to wnioskowanie, a
    >konkretniej co ma tu do rzeczy socjologia?
    >Skoro chciałeś, żebym szerzej opisał to wnioskowanie,
    >opisałem.

    Głównie interesowała mnie część wnioskowania, która prowadzi z "kryterium socjologicznego" do odpowiedzi na pytanie.
    Oczywiście, tę część przedstawiłeś (i to jedno w zdanie w zasadzie by mnie zadowoliło, gdybym je zauważył w gąszczu szerszego opisu (oczywiście nie przerzucam tu winy - to ja nie doczytałem), nawet jeśli się z nim nie do końca zgadzam, bo sprawia, że rzeczywiście jest to związane z pytaniem).

    >Duma napisał
    >Jednak przeważnie pracodawcy prowadzą tylko rozmowy
    >kwalifikacyjne.

    O to "przeważnie" mi chodzi, ale nie chcę o tym dyskutować - bo tak jak napisałem, nie wiem za bardzo gdzie idzie się pracować po Filozofii :-) Zapewniam natomiast, że gdyby ktoś po filozofii ubiegał się np. o pracę programisty to jednym z najistotniejszych kryteriów przy zatrudnieniu byłby jednak wynik testu kwalifikacyjnego.

    >A teraz od rzeczy. Co do sofizmatów. Tego typu argumenty --
    >ad personam itp. -- można znaleźć również w Twoich
    >wypowiedziach. Szczerze mówiąc nie uważam, żeby było w
    >nich coś złego. Co innego, gdybym, wysuwając takie
    >niemerytoryczne argumenty, ich nie zauważał (albo uważał
    >je za argument w dyskusji), ale jeśli stanowią odpowiedź
    >na czyjąś złośliwość (a stanowiły), to myślę, że
    >są generalnie w porządku. A inna to już rzecz, kto z nas
    >pierwszy był dla kogo uszczypliwy.

    :D

    >Duma napisał
    >Nie sądzę również, żebym dyskutował przez ciągłe
    >zapewnianie, że mam rację, bo nie popełniłem błędu.

    Nie stwierdziłem, że stanowi to Twój pełny wachlarz argumentów, ale jednak z "zapewniania o braku błędu" korzystasz, co wygląda dość śmiesznie :-)

  • bartkiller

    >Tj. po pierwsze upewniłem się,
    >czy to, co piszę, nie jest sprzeczne (i mam dość silne
    >wrażenie, że nie; w takich rozważaniach trudno zresztą o
    >wyraźną sprzeczność)

    To bardzo słusznie/miło z Twojej strony, tylko nie bardzo rozumiem, czemu ma służyć wspominanie o tym ? Czytając czyjąś wypowiedź, staram się raczej zakładać, że ktoś wie co pisze, i ciężko mi sobie wyobrazić, żeby ktoś napisał kilka linijek tekstu po czym na dole oświadczył, że to jest nieprzemyślane i prawdopodobnie sprzeczne :)

    > po czym sam podałem przykłady
    >kilku rzeczy, które wystarczyłoby pokazać, żebym
    >przyznał, że się pomyliłem. To, że podałem kilka
    >przykładów, wcale nie znaczy, że uważam, że nie można
    >znaleźć innych, które by mnie przekonały;

    Tak, zauważyłem. To również miłe z Twojej strony. Zauważyłem też tam "chyba", więc oczywiście tak się półżartem tylko przyczepiłem, odpowiadając na Twoje przytyki (które, oczywiście nie były niczym innym jak uprawnioną odpowiedzią na moje).

    >(Nawiasem mówiąc, to mi
    >przypomina dykteryjkę, zgodnie z którą Newton, biorąc za
    >swój temat dowód na istnienie Boga, stworzył potężny
    >system fizyki i metafizyki. Jeśli to, co jest tematem
    >dyskusji, zależy od zgody dyskutujących -- bo od czego? --
    >to nie dziwi mnie, że nie ma między mną a Tobą co do
    >niego zgody.)

    Oraz moderatora :-) Np. gdybym był moderatorem to rozważania od mniej więcej tego punktu przeniósłbym łaskawie do wątku "dyskusja o dyskusji" :)

    >Jeśli chodzi o mnie, to, chcąc być
    >szczerym, nieszczególnie zależy mi na tym, żeby mieć
    >rację, ale na samej dyskusji. (W pewnym sensie wolałbym
    >się mylić; jeśli jest tak, jak to opisałem, to nie jest
    >bajkowo.) Jest to jeden z powodów, dla których tu piszę.
    >Dużo, mało? Tyle, ile warto.

    Tyle ile sądzisz, że warto :-) Jak widzisz ja nie byłem na tyle ambitnym dyskutantem by docenić Twój trud. Pozostaje Ci mieć nadzieję, że ktoś jeszcze śledzi nasze przepychanki i ma niesamowitą uciechę i pożytek z Twoich wyjaśnień.

    >(Oczywiście nadal pozostaje Twój zarzut, że nie umiem
    >dobrze wyrazić swojej myśli, i stąd związek między
    >kryterium a poziomem, jak go widzę, może być niejasny.
    >Ale nie wiem, co mógłbym na to właściwie odpowiedzieć.
    >Różne teksty czasami bywają niejasne; ale może nie
    >trzeba być wybitnym stylistą, żeby móc napisać coś
    >sensownego?)

    Jeśli dobrze pamiętam (nie chce mi się sprawdzać szczerze mówiąc), to moim jedynym zarzutem był do tej pory brak związku z tematem - z którego się wycofałem. Oczywiście teraz śmiało mógłbym wytoczyć go na nowo, ale pokutując za poprzednie przeoczenie tym razem się wstrzymam.

  • Qbass89

  • hym

    to kiedy ustawka?
| |

Filozofia. Od pierwszych myślicieli greckich do czasów współczesnych... metodologia nauk, metafi...



Fotki

Miejsca grona (0)