-
Ion Tichy
Czym większa konkurencja i ostrzejsze kryteria tym mniej miejsca na wszelkiego rodzaju korupcjogenne zachowania. I dlatego to jest zasadniczo najbardziej skuteczny sposób walczenia z niechcianymi manipulacjami. A zasady to trzeb dzieciom przekazywać. -
Anonim
THE PRESIDENT: In the past, the relationship between Social Security and Medicare has been very important to provide some modicum of aid for senior citizens in the retention of health benefits. Governor Reagan, as a matter of fact, began his political career campaigning around this nation against Medicare . . . .
REAGAN: There you go again [Laughter]. When I opposed Medicare, there was another piece of legislation meeting the same problem before the Congress. I happened to favor the other piece of legislation and thought it would be better for the senior citizens and provide better care than the one that was finally passed. I was not opposing the principle of providing care for them. I was opposing one piece of legislation versus another.7
Reagan also denied that he had in the past been an advocate of converting Social Security into a voluntary system, a position he in fact advocated in support of Barry Goldwater’s 1964 Presidential campaign. This exchange, too, is revealing:
THE PRESIDENT: . . . Although Governor Reagan has changed his position lately, on four different occasions he has advocated making social security a voluntary system, which would, in effect, very quickly bankrupt it.
GOVERNOR REAGAN: . . . Now, again this statement that somehow I wanted to destroy it, and I just changed my tune, that I am for voluntary social security, which would mean the ruin of it, Mr. President, the voluntary thing that I suggested many years ago was that a young man, orphaned and raised by an aunt who died, his aunt was ineligible for social security insurance, because she was not his mother. And I suggested that if this was an insurance program, certainly the person who’s paying in should be able to name his own beneficiaries. And that’s the closest I’ve ever come to anything voluntary with social security.8
-------------
Prezydent Reagan nigdy nie twierdził, że służba zdrowia może się obyć bez pomocy państwa... -
Anonim
Co do reszty, to niestety wiem od jakiegoś czasu, że Clint jest libertarianinem. Jest nadto dobrym libertarianinem, bo jest za przyznaniem praw małżeńskich gejom. Tak właśnie, tj. do dupy, prowadzą te poglądy...
Co do reszty, to ja przecież nie bronię polskiej służby zdrowia. Mówimy jedynie o samej idei współudziału czy też udziału państwa w tej służbie. I tak jest wszędzie na świecie, co rozsądnemu człowiekowi już powinno dać do myślenia.
Twoja apoteoza prywatnej służby zdrowia jest zabawna. Ja wiem, jak działa ta służba, bo korzystam z prywatnego ubezpieczenia. Mam również znajomego, który był menedżerem w prywatnej formie medycznej i opowiadał dość dantejskie historie.
Ja osobiście jestem bardzo zadowolony ze sprawności tej opieki, natomiast nie mogę powiedzieć by sama jakość usług się czymkolwiek różniła.
Na Twojego kolegę mogę Ci podać przykłady typowego podejścia "pokaż język - antybiotyk". Acha, zwracam Twoją szanowną uwagę, że jakoś dziwnym trafem w Warszawie ani okolicach NIE MA SZPITALA DLA NIEMOWLĄT. Jak myślisz Zorbo, dlaczego? Może prostu to kiepski biznes i się tak nie opłaca?
Tutaj czy jesteś Kulczykiem czy Kowalskim, jeśli masz niemowlaka, zapierdalasz do państwowego szpitala.
Ogólnie rzecz biorąc, jesteś tak zakręcony ideologicznie, gówno wiedząc o służbie zdrowia (podobnie jak ja - to temat rzeka, ale Ty oczywiście WIESZ, że masz rację), że trudno z Tobą gadać.
Acha, jeszcze jedno. Jeśli już trzymamy się pojęcia prawicy, to prawicą jest przede wszystkim konsetwatyzm. Dla konserwatysty natomiast wolny rynek nie jest celem samym w sobie, co więcej w wielu sytuacjach może preferować inne rozwiązania, niż wolnorynkowe.
Tak więc nie zabieraj łatki prawicy dla swoich homofilnych kolegów, bo doprawdy ich prawicowość stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wolność mocium panie to hasło naczelne raczej lewicowych flanek... -
-
Anonim
"Acha, zwracam Twoją szanowną uwagę, że jakoś dziwnym trafem w Warszawie ani okolicach NIE MA SZPITALA DLA NIEMOWLĄT. Jak myślisz Zorbo, dlaczego? Może prostu to kiepski biznes i się tak nie opłaca?"
Może dlatego, że popyt na taki szpital wyczerpują służby państwowe? Albo może są jakies prawne utrudnienia w założeniu takiego szpitala? Ech, i tu nie potrzeba wiedzy o służbie zdrowia, a o ekonomii. I to o jej podstawach. Inaczej: potrzeba elementarnej logiki w myśleniu. Zresztą, słuchaj, dla prawdziwej prawicy istotna jest też antydemokratyczna reakcja. A Ty, o ile mi wiadomo, jesteś demokratą. Ech, Ty też jesteś czerwony.
-
Anonim
>Bardzo daleki krewny Zorby napisał
>Może dlatego, że popyt na taki szpital wyczerpują
>służby państwowe?
Raczej nie dlatego, skoro choćby na dniach w wielu miastach brakuje miejsc dla dzieci ciężko chorych na grypę. Moi znajomi - ludzie bardzo zamożni - mieli ciężko chorego na zapalenie płuc noworodka z temp. 40st i jeździli od szpitala, do szpitala. Przyjęli ich dopiero w trzecim, przy czym warunki dla matki były bydlęce.
Albo może są jakies prawne
>utrudnienia w założeniu takiego szpitala?
Niby jakie? Bardziej opłacalna jest po prostu przychodnia, która nie wymaga gigantycznych inwestycji, a jest pewnym biznesem. Zauważ, że nawet nieliczne prywatne szpitale i tak nie oferują pełnego pakietu usług i czasem korzystają z usług szpitali państwowych.
Ech, i tu nie
>potrzeba wiedzy o służbie zdrowia, a o ekonomii. I to o
>jej podstawach. Inaczej: potrzeba elementarnej logiki w
>myśleniu.
Nie, tu trzeba określić cel, jaki chce się osiągnąć. Jeśli dla kogoś celem jest sprawnie działający system, a ludzie, których nie będzie stać na skomplikowane leczenie nie są problemem, to jest to po prostu stanowisko światopoglądowe i trudno tutaj mówić o logice. Logicznie takie stanowisko może być spójne.
Zresztą, słuchaj, dla prawdziwej prawicy
>istotna jest też antydemokratyczna reakcja. A Ty, o ile mi
>wiadomo, jesteś demokratą. Ech, Ty też jesteś czerwony.
Świetnie tutaj wychodzi, że jesteś po prostu niedojrzały politycznie. Tymczasem nawet osoby pokroju Wielomskiego czy Bartyzela nie postulują przecież powrotu monarchii, choćby z tego powodu, że nie ma pretendenta do tronu.
Jesteśmy na czas nieokreślony skazani na demokrację i podnoszenie jej słabości na płaszczyźnie realnej polityki (a nie filozoficznych dysput) jest jałowe.
Ja stojąc na stanowisku, że siłą dominującą na świecie jest głupota, bynajmniej nie kocham demokracji. Ale trudno w świecie, którym ikony prawicowości takie, jak Reagan czy Thatcher, nie kwestionowały demokracji, a nawet były jej piewcami (Reagan), uznawać bycie demokratą za wyznacznik bycia "czerwonym".
Ja też miałem podobne poglądy, co Ty, ale byłem wtedy na początku studiów. Z czasem dorosłem. Tobie też to się mam nadzieję przytrafi (mam na myśli dojrzałość polityczną).
BTW jaka jest najbardziej prorosyjska partia w Polsce? SLD? Nieeee... UPR.
-
Anonim
Przede wszystkim usługi, o których mówisz nie istnieją, bo nasz rynek nie jest jeszcze rozwinięty. W zasadzie nie mamy w tej dziedzinie wolnego rynku. To jest prosta konstatacja na podstawie obserwacji rzeczywistości. Wysokie podatki, koncesje, pozwolenia, głupie wymogi uniemożlwiają zakładanie takich szpitali. Tutaj akurat pierdolisz, jak potłuczony. Gdyby rynek zdrowotny był otwarty, gdyby nie trzeba było płacić OBOWIĄZKOWEJ składki na ubezpieczenie społeczne, gdyby zlikwidowano podatek dochodowy, albo go zminimalizowano, zobaczyłybyś, kto ma racje. Ty tkwisz w bagienku terażniejszości, jesteś konserwą, a nie konserwatystą. Zarzucasz mi nieświadomość polityczną, a powtarzasz jak papuga czerwone brednie o "umieraniu na ulicach". -
Anonim
Tez byłbym prorosyjski, gdybym widział w tym interes Polski. Jesteś demagogiem. Niewiele różni Cię od Twoich karłowatych idoli. Czy się do tego przyznasz, czy nie. -
Anonim
Ach byłbym zapomniał!
Emeryturę czy rentą ludzie dostają via listonosz. Ja wiem, że jako warszawista masz Zorbo spaczoną wizję Polski, ale fakty są takie, że istnieje olbrzymia rzesza ludzi, którzy nie tylko nie mają sieci, ale i nie mają komputera.
Trudno wymagać ustawowo od babć i dziadków, by nagle zostali internautami.
Tak więc wsadź sobie ten internet Zorbo w dupę. Poza tym podałem po prostu pewien przykład myślenia o państwie. Jeśli za jakiś czas internet w ogóle zastąpi pocztę, to powstanie problem zobowiązań państwa w kontekście infrastruktury światłowodowej. A to raczej w Polsce nie stanie się prędko - tak na marginesie.
Lepiej jednak skup się na tych kolejach. Oszołomstwo młodzieżowo-liberalne dziwuje się ogromnie, że koleje są deficytowe, i że jak to tak w ogóle... Są, były i zapewne będą takie. Po to, by ćwok z Pluskiew Górnych nie był odcięty od świata na swojej wiosze...
Libertarianizm jest dlatego taki głupi, że neguje wspólnotowość społeczeństwa. I sieć zobowiązań.
Przykład Clinta pokazuje zresztą, że nieuchronnie libertarianizm zyskuje postać chuja w męskiej dupie... i to z państwową akredytacją. -
Anonim
Zorbo, ceny technologii medycznych są wolnorynkowe. To zewnętrzne firmy robią te technologie. I to one właśnie stoją okoniem Twoim mrzonkom. Są to po prostu za drogie sprawy i tyle.
Co do obniżki podatków, to jestem zdecydowanie za. I to za radykalną obniżką. Podobnie jak REZYGNACJĄ z tak barbarzyńskich rozwiązań, jak np. podatki spadkowe.
Natomiast nie jestem naiwniakiem, który uwierzy, że robola będzie stać na takie ubezpieczenie w libertariańskim świeci, by mógł leczyć sobie skomplikowanego raka czy inne gówno, które mu się przypałęta. Każdy średnio rozgarnięty człowiek wie, że są to rzeczy za drogie, by mieć je w dostępnym dla szaraka pakiecie komercyjnych ubezpieczeń.
Tym się różnię od Ciebie, że po prostu nie jestem utopistą. Przy czym mówię tutaj o opiece szpitalnej, a nie przychodniach.
Umieranie na ulicach to zaś nie brednie, ale fakty. Rezygnacja z obowiązkowego ubezpieczenia tym by właśnie owocowała. Co zrobiłbyś z dzieckiem, którego rodzice nie ubezpieczyli? Miałoby zdechnąć? Załóżmy, że jego leczenie kosztowałoby 100.000 zł - zupełnie przeciętna suma przy skomplikowanym leczeniu. I co, chciałbyś to potem ściągnąć np. z ojca alkoholika??? Gówno, dziecko musiałoby być wyleczone za państwowe pieniądze. Albo by zdechło - w pierdolonym libertariańskim raju. -
Anonim
Pieprzysz od rzeczy. Nie uwzględniasz tego, że to o czym Ty mówisz to są wypadkiu skrajne liczone w dziesiątkach, a nie tysiącach. Ludzi w ten sposób odciętych od świata, w jaki Ty to przedstawiasz jest garstka. Zamiast litować się nad nimi, zlituj się nad tymi, którzy odcięci nie są, a których Twój pedalski system ruchania wszystkich w dupsko przez państwo, wykańcza. Jeśli chodzi o koleje, to spójrz na brytyjski przykład prywatyzacji części linii kolejowych (Virgin Rail). Nie da się tego robić dobrze? Da się, tylko trzeba mieć jaja, których tacy, jak Ty się boją. Bo trzebaby być mężczyzną. A Ty jestes w istocie zwolennikiem państwa opiekuńczego, Bubi, czyli dzieweczką. Przyznaj się i skończymy dyskusję. -
Anonim
>Bardzo daleki krewny Zorby napisał
>Tez byłbym prorosyjski, gdybym widział w tym interes
>Polski. Jesteś demagogiem. Niewiele różni Cię od Twoich
>karłowatych idoli. Czy się do tego przyznasz, czy nie.
Karły nie są moimi idolami, popieram ich na zasadzie mniejszego zła.
A to, że UPR prowadzi działalność proputinowską, to chyba oczywista oczywistość...
Chłopaki robią zresztą dobrą robotę dla Władymira, czego sam jesteś najlepszym przykładem. -
Anonim
W pierdolonym lib. raju istniałoby o wiele więcej instytucji charytatywnych niz dzisiaj i pomogłyby takiemu dziecku. Nie mówiąc już o tym, że takich dzieci byłoby mniej. -
Anonim
A w USA rozsądni neokonserwatyści - np. Irving Kristol - bynajmniej nie potępiają w czambuł państwa opiekuńczego. Protestują jedynie przeciwko rozdawnictwu. O tym właśnie pisał Gilder w swojej genialnej książce. Znasz? Tutaj masz fragment (nie pamiętam już dokładnie, o czym konkretnie):
http://czytelnia.onet.pl/0,590,0,1,... -
-
Anonim
>Bardzo daleki krewny Zorby napisał
>W pierdolonym lib. raju istniałoby o wiele więcej
>instytucji charytatywnych niz dzisiaj i pomogłyby takiemu
>dziecku. Nie mówiąc już o tym, że takich dzieci byłoby
>mniej.
W kraju o niezwykle rozwiniętej pomocy charytatywnej, tj. USA, nie ma cienia szans na to, by taka pomoc zaspokoiła wszystkie potrzeby. Państwo musi gwarantować ludziom opiekę zdrowotną, a pomoc charytatywna takiej gwarancji nie daje.
Zatem rozsądne państwo dobiera pomoc państwową stosownie do skali działalności charytatywnej, nigdy jej wszakże nie zawieszając.
W kraju takim, jak Polska, gdzie nie ma tradycji pomocy charytatywnej, i gdzie dopiero taka działalność się rozwija, trudno w ogóle mówić o tym, by scedować większość wyzwań na te organizacji. -
Anonim
Państwo opiekuńcze rozwala, a nie buduje wspólnotowość. Wspólnotowość polega na dobrowolności a nie przymusie. -
Anonim
>Bardzo daleki krewny Zorby napisał
>Państwo opiekuńcze rozwala, a nie buduje wspólnotowość.
>Wspólnotowość polega na dobrowolności a nie przymusie.
To jest dopiero demagogia! Z takim podejściem uniemożliwiasz istnienie jakiegokolwiek prawa i jakichkolwiek struktur państwowych. Innymi słowy, głosisz anarchizm.
Nie wspominając już o tym, że nawet na poziomie rodziny i wychowywania dzieci masz wspólnotowość i masz przymus. Żyłeś w domu rodzinnym, bo chciałeś, czy też chciałeś, ale i musiałeś? Hę? A może to chcenie było nieodróżnialne od musu i jedno było naturalnie zanurzone w drugim?
-
Anonim
>Bardzo daleki krewny Zorby napisał
>Państwo opiekuńcze rozwala, a nie buduje wspólnotowość.
Dodam jeszcze, że państwo opiekuńcze to pojęcie szerokie. Oznaczać może zarówno rozdawnictwo w postaci zasiłków dla bezrobotnych itp. (jestem przeciw), jak i pomoc naprawdę potrzebującym (jestem za). Ci naprawdę potrzebujący to choćby wspomniane ofiary chorób niezwykle drogich w leczeniu. To np. ludzie samotni, ulegający wypadkom uniemożliwiających normalne funkcjonowanie. Państwo opiekuńcze to również pomoc sierotom. Jest olbrzymia rzesza ludzi, którzy nie są darmozjadami, a potrzebują pomocy.
Zgadzam się również, że najlepiej by było, by jak najwięcej takiej pomocy pochodziło z organizacji charytatywnych. Protestuję wszakże przeciwko temu, by państwo w ogóle się w to nie mieszało. Nawet w najbardziej optymistycznej wersji, gdzie w 100% osobami takimi zajmowałyby się podmioty prywatne (nigdzie na świecie tak nie ma), państwo i tak powinno mieć przynajmniej komórkę monitorującą pracę tych organizacji i stosowne do ewentualnych potrzeb wkraczać z pomocą. Wynika to ze zobowiązań państwa wobec obywatela, które wynikają ze wszystkich chyba nowoczesnych konstytucji.
Nie sposób gadać poważnie z kimś, kto wrzuca pod szyld państwa opiekuńczego zarówno rozdawnictwo (np. zasiłki dla samotnych matek, co w murzynowach amerykańskich budowało patologie i rozbijało rodzinę), jak i pomoc dla osób realnie potrzebujących (osoby chore, dzieci). Takiemu komuś ideologia przyćmiła umysł.
-
Anonim
I już zupełnie na koniec. Ewentualne wycofywanie się państwa z sektora opiekuńczego może mieć miejsce dopiero NA SKUTEK rozrostu pomocy charytatywnej. Nie inaczej!!!
Natomiast Ty zdajesz się sugerować, że gdybyś doszedł do władzy, to po prostu wszystko byś rozpiedolił i powiedział "a teraz sobie radźcie sami".
Owszem, byłbyś lepszy od komucha, bo byś nie mordował. Ale ogólny stosunek do rzeczywistości, tj. pragnienie destrukcji, byś z nim całkiem zgodnie dzielił. Dlatego właśnie nazywam was "leninami" prawicy. -
Anonim
Czyli wg Ciebie nigdy, bo nigdy tak nie będzie, że przed stworzeniem warunków do bogacenia się, wzrośnie charytatywność.
Poza tym, mając na myśli przymus, mówiłem o przymusie prawnym, a nie przymusie, z jakim mamy doczynienia w rodzinie. Sądziłem, że to jasne. I nie neguje państwa, po prostu sądzę, że jest z natury rzeczy niewydolne w kwestiach gospodarczych. Nawet, jeśli ma dobre intencje. Wg mnie mylisz się, wierząc w możliwość stworzenia wydajnego przedsiębiorstwa państwowego.
Jak myślisz, dlaczego Poczta Polska ma monopol na usługi pocztowe? Może dlatego, że dopuszczając konkurencję, natychmiast okazałoby się, że jest to niesamowicie chujowa firma? -
Sir Khalid Nasrallah
" Filozofia o ile jest rzetelna, wiąże się z poszukiwaniem prawdy, a nie z byciem społecznie przydatnym urzędnikiem. Jeśli niziny ekonomiczne będą brały kredyt by móc studiować filozofię, będą też słusznie oczekiwać od uniwersytetu, że ten nauczy je sprzedawać wiedzę pozyskaną w trakcie nauki, by móc ów kredyt spłacić. A to oznacza po prostu koniec filozofii. Wyobrażacie sobie seminaria w rodzaju: 'Teoria krytyczna a skuteczność w zarządzaniu', albo 'Gramatyka generatywna haseł reklamowych'? "
Rapierze, przykro mi bardzo, ale tym razem muszę się z Tobą zgodzić w całej rozciągłości i bić Ci gromkie brawa za ten fragment (może tylko na filozofię nie patrzyłbym jako na narzędzie poszukiwań absolutnej prawdy, tylko raczej jako na narzędzie dostarczające relatywnie najlepszych środków argumentacji za tym czy owym).
Zresztą nie tyczy się to jedynie takich kierunków jak filozofia, ale również wielu innych kierunków "humanistycznych" (których ukończenie w większości przypadków może się wiązać co najwyżej z zawodową ścieżką nauczyciela, która to ścieżka zazwyczaj nie jest najbardziej atrakcyjna z ekonomicznego punktu widzenia), ale też sporej części kierunków artystycznych.
Niektórzy tutaj chyba sądzą, że zawsze studiuje się głównie po to
(albo wręcz tylko po to), aby potem dzięki temu zarabiać pieniądze (tajniki każdej innej dziedziny wiedzy, która temu najlepiej nie służy, można przecież zawsze zdobyć samemu!). Jednak nie każde studia muszą temu dobrze służyć i wydaje się, że nie każdy podejmuje studia tylko z takiego powodu.
Ciekaw jestem jakby dzisiaj wyglądał przykładowo świat muzyki, gdyby muzycy (względnie kandydaci na studia muzyczne) jako podstawowe kryterium wyboru kierunku swojego kształcenia i późniejszej aktywności przyjmowali jedynie kryteria ekonomiczne. Ciekaw jestem jakby wówczas wyglądały proporcje ilościowe muzyków pokroju świetnie zarabiającej Doroty "Dody Elektrody" Rabczewskiej i pokroju Andrzeja Jagodzińskiego, który na swoich płytach i koncertach zarabia jakieś marne grosze (podejrzewam, że nie bez powodów ekonomicznych udziela się on również jako nauczyciel akademicki). O samopoczucie konsumentów sztuki muzycznej w takiej sytuacji wolę nie pytać...
" Od najmłodszych lat chłopcy amerykańscy odczuwają, że jest to jedyna sprawa, która ma znaczenie, i nie chcą zawracać sobie głowy żadnym rodzajem wykształcenia, nie mającym wartości materjalnej. Kiedyś rozumiano wykształcenie w dużym stopniu, jako rozwijanie zdolności do odczuwania rozkoszy - mam tu oczywiście na myśli te subtelniejsze formy rozkoszy, które są niedostępne dla ludzi zupełnie niekulturalnych. W osiemnastym wieku jedną z oznak 'gentlemana' było, iż znał się on na przyjemnościach, jakie daje literatura, obrazy, muzyka. Możemy dziś nie zgadzać się z jego smakiem, ale musimy przyznać, że miał istotnie swój smak. Dzisiejszy człowiek bogaty jest zupełnie innego pokroju. "
Bertrand Russell 1930
Bubu
" Pamiętajmy, że dziś na państwowych uczelniach studiuje głównie zamożna młodzież. Wychowana w wielkich miastach, dobrze wykształcona itd. Biedota płaci za studia, bo się nie dostała na dzienne. "
Nie wiem skąd masz takie statystyki (jeżeli faktycznie je masz, chętnie przejrzę dane, a nie tylko Twoje konkluzje ich się tyczące), ale nawet jeśli byłoby tak w większości przypadków, to nie byłby to żaden argument, bo byłaby to jawna dyskryminacja zdolnej i ambitnej biedoty tylko z tej racji, że jest w mniejszości (chodzi o ludzi niezamożnych, którzy dostają się na bezpłatne studia dzienne, czasem na więcej niż jeden kierunek, i w sensie czysto edukacyjnym radzą sobie tam bardzo dobrze).
Z kolei Twój argument "od oszczędności" (z posta "wczoraj 00:40") również jest nic nie wart, bo można zastosować go do jakiejkolwiek innej dziedziny, na którą łoży obecnie państwo - trudno znaleźć powody, dla których poszukiwanie oszczędności akurat tutaj i w taki właśnie sposób miałoby być najlepszym wyrazem troski o państwowy budżet.
Podobne Tematy
strona internetowa IF UW: http://filozofiauw.wikidot.com To grono *NIE* służy do ogłaszania...
Uniwersytet Warszawski, Filozofia
Anonim
Anonim
Anonim
Ag.
Anonim
helen
Grona tematyczne:
Miejsca grona (3)
-
RETRO Kolejowa 8/10, Warszawa
-
Studio Berlin ul. Inżynierska 3, Warszawa
-
Uniwersytet Warszawski Krakowskie Przedmieście, Warsaw
- Dodaj miejsce

