-
Kobieta zmienną jest związaną
No cóż, Jerzy Robert Nowak, Rydzyk i Terlikowski nie są filozofami dlatego, że nie mówią nic niebanalnego o rzeczywistości - realizują jakieś popularne schematy myślowe, które ktoś wcześniej stworzył.
Problem demarkacji filozofii od nie-filozofii jest troche bez sensu - i mnie nie o ten problem chodziło!!! Mnie chodziło o to, że filozofowie analityczni uznają, że istnieje wyróżniona metoda roztrząsania problemów filozoficznych (i z tego co rozumiem z Twoich postów jest to metoda "zbliżona do naukowej").
Zaciekawiło mnie to, bo w świetle tego kryterium np. cały idealizm niemiecki nie jest filozofią.
Uważam to za absurd - wymaganie od filozofii, żeby wypracowała obowiązującą metodologię (paradygmat) zgodnie z którą bedzie oceniać się sensowność dociekań i tego kto jest a kto nie jest filozofem (ad. Nietzsche i Derrida niewątpliwie nimi byli).
Filozofia nie jest nauką i nie jest nawet zbliżona do nauki: jest nieweryfikowalna, nie odnosi sie bezposrednio do doswiadczenia - nie możemy nawet usprawniać metody - bo nie wiemy co nas zbliża a co oddala od poznania rzeczywistości (rozumianej metafizycznie).
Ta wypowiedz Quina, ktora zalinkowales jest oczywiscie w duchu pragmatystycznym: ale wedlug mnie istenieje powazna roznica miedzy filozofia analityczna a neopragmatyzmem: filozofia analityczna MA coś odkryć, coś zrekonstruować, choćby: logike odkrycia naukowego albo obiektywne normy działania (żeby nie napisać: logikę) języka naturalnego. Neopragmatyzm to jest raczej metafilozofia, która zdaje sprawę ze stanu klasycznej filozofii i odcina się od wniosków dotyczących świata (spojrz na problemy z Rortym - to filozof analityczny czy nie...)
-
il duce
Kobieto: Twoja krytyka bardziej trafia w fenomenologię niż w popperoidów, a tego chyba nie chciałaś... Zarzucasz Khalidowi, że wedle jego kryteriów idealizm niemiecki nie jest filozofią, a sama robisz coś podobnego. Bo w świetle Twojego drugiego akapitu Husserl nie jest filozofem. -
Kobieta zmienną jest związaną
rapier, hehe, nie chodzi mi o to, że ten, kto uważa, że ma monopol na wyróznioną metodę filozoficzną nie jest filozofem :-) Chodzi mi o to, że nie ma takiej metody :-) Ale to jest tajemnica o której lepiej nie wspominać na gronie studentów i absolwentów filozofii; -) -
-
Sir Khalid Nasrallah
" Filozofia nie jest nauką i nie jest nawet zbliżona do nauki: jest nieweryfikowalna, nie odnosi sie bezposrednio do doswiadczenia "
Nie tylko to jest nauką, co odnosi się bezpośrednio do doświadczenia, to chyba oczywiste. Czyli mamy problem logiki, która jest pełnoprawną nauką dedukcyjną - jest w takim samym stopniu nauką, jak matematyka. Odnośnie statusu logiki w kontekście filozofii, to podzielam opinię Bocheńskiego, którą niedawno po sąsiedzku zacytowałem tutaj: http://grono.net/forum/topic/160948... ("przedwczoraj 23:37") - uważam, że nie jest ona jedynie narzędziem filozofii, ale również jej częścią.
Czyli częściowo już się nie zgadzamy - ale jeżeli nie jest mowa o logice (wraz z teorią znaków), to podzielam pogląd, że filozofia, jako całość (mam tu na myśli głównie to, co w moim mniemaniu stanowi jej rdzeń - czyli oprócz logiki, epistemologia, ontologia, filozofia nauki i języka) nauką nie jest. W tej materii bliska mi jest opinia Woleńskiego: http://grono.net/forum/topic/173798...
Natomiast co do braku bezpośredniego odnoszenia się filozofii do doświadczenia, to znowu się nie zgadzamy. Polecam np. niektóre prace takich filozofów jak Carnap (filozofia nauki), Augustynek (ontologia), Bigaj (ontologia) czy Heller (kosmologia) - można szybko zmienić zdanie.
W kontekście np. epistemologii znaturalizowanej Quine'a i takich pozycji jak np. "Od bodźca do nauki" też można mieć dość poważne wątpliwości, czy jest aby tak jak mówisz...
Coś dla przykładu:
" Nie ulega wątpliwości, że choć fizyka i filozofia stanowią odrębne dziedziny działalności intelektualnej, stosujące odmienne metody i stawiające sobie różne cele badawcze, to jednak wiele zagadnień można zaliczyć do zakresu zainteresowania obu tych dyscyplin. Szczególnie dział filozofii zwany 'ontologią' podejmuje często analizy problemów, przy których nie sposób obejść się bez wsparcia ze strony podstawowej nauki przyrodniczej, jaką jest właśnie fizyka. Tak jest np. w wypadku ontologicznych analiz pojęcia 'przestrzeni', 'czasu' i 'ruchu'. Mimo że wielu filozofów próbuje dokonywać takich analiz 'na własną rękę', opierając się na pewnych zdroworozsądkowych intuicjach, trzeba przyznać, że rezultaty badań fizyków w tej dziedzinie nie są i nie powinny być pomijane milczeniem. " (Ryszard Bigaj)
Więcej, z zakresu ontologii współczesnej i jej odniesienia do logiki można znaleźć tam:
http://grono.net/forum/topic/161856...
W kontekście relacji pomiędzy nauką a filozofią warto też zerknąć do tego:
http://www.atticus.pl/index.php?pag...
-
Sir Khalid Nasrallah
" nie chodzi mi o to, że ten, kto uważa, że ma monopol na wyróznioną metodę filozoficzną nie jest filozofem :-) Chodzi mi o to, że nie ma takiej metody "
Cóż, równie dobrze można też twierdzić, że ktoś, kto uważa, że respektowanie osiągnięć nauki w zakresie dedukcji i empirii oraz intelektualnych tworów mieszanych (wspartych słabszymi metodami naukowymi) nie stanowi żadnego wyróżnienia dla filozofa, nie jest filozofem. Tak zresztą często się dzieje.
Jeżeli podstawowym kryterium uprawiania rzetelnej filozofii ma być coś tak elastycznego jak "mówienie czegoś niebanalnego o rzeczywistości", to również poetów, twórców literatury pięknej i artystów wszelakiej maści należałoby wpisać w filozoficzne szeregi. Przecież tacy, kiedy mówią coś niebanalnego o rzeczywistości, różnią się jedynie środkami wyrazu, ich przekaz w kwestiach merytorycznych wcale nie musi być mniej wartościowy. Z naukowcami z zakresu wszelkich pozafilozoficznych nauk zresztą podobnie... -
il duce
To bardzo ciekawe, co pisze Bigaj, choć takie postawienie sprawy nie bardzo mi odpowiada. Mylnie ujmuje on badania nad przestrzenią i czasem dokonywane w (post)fenomenologicznej filozofii. Nie chodzi tam o opieranie się na "pewnych" zdroworozsądkowych intuicjach, ale o dotarcie do takiego doświadczenia czasu i przestrzeni, które dopiero umożliwia pojęcie zdroworozsądkowe i fizyczne.
(Swoją drogą: czy Bigaj ma na pewno na imię Ryszard? Nie mylisz go z Bugajem, ty konserwatywny komuchu?) -
Sir Khalid Nasrallah
Ekhem, no tak, Tomasz, rzecz jasna...
Aktualizacja przedostatniego linka:
http://grono.net/forum/topic/161871... -
Kobieta zmienną jest związaną
>Natomiast co do braku bezpośredniego odnoszenia się filozofii do >doświadczenia, to znowu się nie zgadzamy. Polecam np. niektóre >prace takich filozofów jak Carnap (filozofia nauki), Augustynek >(ontologia), Bigaj (ontologia) czy Heller (kosmologia) - można szybko >zmienić zdanie.
>W kontekście np. epistemologii znaturalizowanej Quine'a i takich >pozycji jak np. "Od bodźca do nauki" też można mieć dość poważne >wątpliwości, czy jest aby tak jak mówisz...
hoho, nie wiem czy przedstawiając mi filozofów, którzy mają odmienny pogląd niż ja możesz mnie do czegoś przekonać. Tak, wiem, ze istnieją ludzie, którzy mają inne zdanie; -)
Bigaja bardzo lubie chodziłam do niego na ćwiczenia z ontologii...przeczytałam tez jego książkę, ale jakoś zdania nie zmieniłam...jesli teoria ontologiczna jest dostatecznie ogólna to nie zmieni się pod wpływem odkryć fizyki, albo uznajmy, że fizyka przejmuje rolę ontologii i ją znaturalizujmy...Tak jak chciał zrobić Quine z epistemologią...a tak na marginesie...wiesz na czym polegał ten projekt?? Na zlikwidowaniu epistemologii!!!!!! Tak! Quine stwierdził, że nie ma sensu poszukiwanie obiektywnych zasad poznania ludzkiego i stwierdził, że rolę epistemologii świetnie przejmie rozwijająca się psychologia. Nie jest to, jak wdzisz, żaden argument na odparcie mojej tezy o braku związku filozofii i doświadczenia... -
Kobieta zmienną jest związaną
>Cóż, równie dobrze można też twierdzić, że ktoś, kto uważa, że >respektowanie osiągnięć nauki w zakresie dedukcji i empirii oraz >intelektualnych tworów mieszanych (wspartych słabszymi metodami >naukowymi) nie stanowi żadnego wyróżnienia dla filozofa, nie jest >filozofem. Tak zresztą często się dzieje.
Cóż, można też twierdzić, że nie jest filozofem ten, kto uważa, że ten, co uważa, że respektowanie osiągnięć nauki w zakresie dedukcji i empirii oraz intelektualnych tworów mieszanych (wspartych słabszymi metodami naukowymi) nie stanowi żadnego wyróżnienia dla filozofa, nie jest filozofem.
:-)
Widzę jedno rozwiązanie: FIGHT!! :-) -
Sir Khalid Nasrallah
" hoho, nie wiem czy przedstawiając mi filozofów, którzy mają odmienny pogląd niż ja możesz mnie do czegoś przekonać. Tak, wiem, ze istnieją ludzie, którzy mają inne zdanie; -) "
Cóż, staram się, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że opinie znanych filozofów mogą nie mieć żadnego wpływu na opinię wielu z tych, którzy również parają się filozofią. Zdaję sobie sprawę z tego, że można mieć odmienne zdanie i że czasem można w swojej filozoficznej refleksji, jeżeli tej towarzyszyła będzie odpowiednio twórcza inwencja, dojść nawet do tego, że np. logika nie ma nic wspólnego z dedukcją, że fizyka klasyczna nie ma żadnego związku z doświadczeniem, bądź, że zdanie "2+2=4" nie musi być prawdziwe w arytmetyce - niezależnie od tego, co się na ten temat pisze w tematycznej literaturze. Tez tego rodzaju, w historii różnorakich debat, widziałem już wiele i o przekonywaniu się nawzajem często nie mogło być mowy, niezależnie od zastosowanej argumentacji, więc staram się być na taką ewentualność przygotowany.
" jesli teoria ontologiczna jest dostatecznie ogólna to nie zmieni się pod wpływem odkryć fizyki "
Pytanie tylko co znaczy, że jest dostatecznie ogólna i pytanie co się stanie, jeżeli teoria ontologiczna okaże się być niedostatecznie ogólna...
Bo póki co, uporczywie wydaje mi się, że teorie ontologiczne mogą być tak falsyfikowane przez odkrycia fizyki (co działo się już w historii dociekań tego rodzaju, o czym wspomina również cytowany Bigaj), jak i potwierdzane przez nią, poprzez dostarczanie odpowiednich przykładów. Więcej o tym będzie niżej.
" albo uznajmy, że fizyka przejmuje rolę ontologii i ją znaturalizujmy "
Niżej podam fragment tekstu dotyczącego ontologii, który pochodzi od Quine'a, z nadzieją, że zabrzmi on choć trochę przekonująco i że nie stwierdzisz na jego podstawie, że wspomniany autor, oprócz epistemologii chciał zlikwidować również ontologię...
" Pewne odkrycia naukowe, znane jako statystyka Bosego-Einsteina i Fermiego-Diraca, pokazują, w jaki sposób mogłoby rzeczywiście dojść do odrzucenia nawet tradycyjnych cząstek elementarnych jako wartości zmiennych, zamiast prowizorycznego zakładania tych tajemniczych bytów. Odkrycia te przemawiają za tym, że nie ma różnicy, nawet w zasadzie, między powiedzeniem, że dwie cząstki elementarne danego rodzaju znajdują się odpowiednio w miejscach a i b, a powiedzeniem, że są one umieszczone przeciwnie, w miejscach b i a. Mogłoby się więc wydawać, że cząstki elementarne nie tylko nie są podobne do ciał, lecz że w ogóle nie ma takich mieszkańców czasoprzestrzeni; że powinniśmy mówić o miejscach a i b jako jedynie pozostających w pewnych stanach, w istocie w tym samym stanie, nie zaś jako o miejscach zajmowanych przez dwie rzeczy.
Być może fizycy rozwiążą tę zagadkę w jakiś inny sposób. Cenię jednak ten przykład jako ilustrację względów, które mogą skłaniać do odrzucenia pewnych hipotetycznych przedmiotów. Nie chodzi tu o pozytywistyczne obawy przed przyjmowaniem bytów teoretycznych, lecz o wewnętrzne problemy teorii.
Teorie mogą też dokonać bardziej drastycznego zwrotu: zakwestionować nie tylko tradycyjną ontologię cząstek elementarnych, lecz także sam sens problemu ontologicznego - pytania, co istnieje.(...)
Obiektywność naszej wiedzy o świecie zewnętrznym ma nadal korzenie w naszym kontakcie z tym światem, tj. w naszych pobudzeniach nerwowych i w zdaniach obserwacyjnych, które im odpowiadają. Zaczynamy od monolitycznego zdania, nie od terminu. Z tego, co powiedzieliśmy o funkcjach pełnomocnictwa, płynie nauka, że nasza ontologia jest, podobnie jak gramatyka, częścią naszego własnego wkładu pojęciowego do teorii świata, którą budujemy. Człowiek proponuje; świat decyduje, ale tylko za pośrednictwem całościowych werdyktów tak-lub-nie w stosunku do zdań obserwacyjnych, które wyrażają ludzkie przewidywania. "
W.V. Quine "Na tropach prawdy" - "Ontologia zneutralizowana" -
Sir Khalid Nasrallah
" Tak jak chciał zrobić Quine z epistemologią...a tak na marginesie...wiesz na czym polegał ten projekt?? Na zlikwidowaniu epistemologii!!!!!! "
Takie tezy lepiej stawiać chyba bez wykrzykników, zwłaszcza tylu...
Mogłabyś mi wyjaśnić na jakiej podstawie doszłaś do takiego wniosku?
Póki co ja odświeżyłem sobie właśnie esej Quine'a pt. "Epistemologia znaturalizowana" i jakoś nie mogę nic o tym znaleźć. Podejrzewam nawet, że błędnie zinterpretowałaś to, co Quine tam napisał. Nie ma tam bynajmniej mowy o likwidowaniu epistemologii jako takiej i zastępowaniu jej psychologią, tylko jest tam mowa o tym, że epistemologia zmieniła się od czasów upadku niektórych empirystycznych projektów Koła Wiedeńskiego i została osadzona w nowej, psychologicznej oprawie. Jest tam mowa o wzajemnym przeplataniu się - pech chciał, że chodzi tam właśnie o przeplatanie się empirii z epistemologią - psychologii i epistemologii. Co wygląda na kolejne zaprzeczenie tezy, którą stawiasz w odniesieniu do wzajemnej relacji filozofii i doświadczenia.
" Sądzę jednak, że w tej kwestii pożyteczniej jest przyjąć że epistemologia zachowuje swój walor, choć w nowym otoczeniu i przy wyjaśnionym statusie. Epistemologia, czy też jakiś jej odpowiednik staje się po prostu działem psychologii, a więc nauki. Bada ona naturalne zjawisko, mianowicie fizyczny przedmiot ludzki.(...)
Istotna różnica między dawną epistemologią i epistemologią w nowej, psychologicznej oprawie polega na tym, że odtąd możemy swobodnie korzystać z empirycznej psychologii.
Dawna epistemologia pretendowała niejako do objęcia całej naukowej wiedzy o przyrodzie: chciała ją jakoś skonstruować z danych zmysłowych. Odwrotnie rzecz ma się z epistemologią w jej nowej oprawie: należy ona do naukowej wiedzy o przyrodzie jako dział psychologii. Lecz i ta dawna relacja zostaje w pewnym sensie zachowana. Badając w jaki sposób podmiot ludzki projektuje swą fizykę na podstawie swych danych, jesteśmy świadomi, że nasza pozycja w świecie jest taka sama, jak jego. A zatem zarówno nasze przedsięwzięcie epistemologiczne, jak i psychologia, której jest ono składnikiem, a także cała nauka o przyrodzie, której rozdziałem jest psychologia, stanowi naszą własną konstrukcję czy projekcję opartą na bodźcach tego samego rodzaju, jak te, które przypisujemy naszemu podmiotowi epistemologicznemu. Mamy więc tu do czynienia z obustronnym zawieraniem, choć w różnych znaczeniach tego słowa: epistemologia zawiera się w nauce o przyrodzie, a nauka o przyrodzie w epistemologii.(...)
Teza, że epistemologia przekształca się w semantykę, nie narusza założeń starowiedeńskich. Epistemologia pozostaje bowiem skoncentrowana na doświadczeniu, znaczenie zaś na weryfikacji, a doświadczenie jest weryfikacją. Założenia te burzy raczej to, iż poza obszarem zdań obserwacyjnych znaczenie przestaje się stosować do indywidualnych zdań, a także to, że epistemologia nie daje się oddzielić od psychologii ani od lingwistyki.
Sądzę, że to obalenie barier może przyczynić się do postępu w filozoficznie interesujących badaniach naukowych. Jedną z możliwych dziedzin takich badań stanowią normy perceptualne. Weźmy na przykład pod uwagę lingwistyczne zjawisko fonemów. Słysząc niezliczone warianty dźwięków mowy traktujemy każdy z nich jako przybliżenie tej lub innej spośród ograniczenie wielu norm - w sumie około trzydziestu - składających się na swego rodzaju mówiony alfabet. Każdą wypowiedź w naszym języku można uznać w praktyce za ciąg co najwyżej tych trzydziestu elementów, korygując w ten sposób drobne dewiacje. Jest prawdopodobne, że także poza obszarem języka posługujemy się dość ograniczonym alfabetem norm perceptualnych, ze względu na które nieświadomie korygujemy wszelkie percepcje. Po doświadczalnym zidentyfikowaniu tych norm można by je traktować jako epistemologiczne elementy budowlane, robocze jednostki doświadczenia. "
W. V. Quine "Granice wiedzy i inne eseje filozoficzne" - "Epistemologia znaturalizowana" -
Sir Khalid Nasrallah
" Quine stwierdził, że nie ma sensu poszukiwanie obiektywnych zasad poznania ludzkiego i stwierdził, że rolę epistemologii świetnie przejmie rozwijająca się psychologia. "
Co Quine stwierdził, to widzimy wyżej, jeżeli masz jakieś cytaty wspierające to, co Ty stwierdzasz, że on stwierdził - byłbym zobowiązany.
" Nie jest to, jak wdzisz, żaden argument na odparcie mojej tezy o braku związku filozofii i doświadczenia... "
Istnienie takich dziedzin filozofii jak chociażby kosmologia, filozofia przyrody czy filozofia fizyki też pewno nie będzie takim argumentem. Ale ja mam obawy, że chyba jednak powinno. -
Shahro
ech, tak, żeby wbić szpilę...
nie wiem, jak jest z tymi wszystkimi wyczerpującymi i ostatecznie wartościującymi podziałami, ale czyż cudownie analitycznym filozofem nie jest Hegel???:-))) -
-
bartkiller
"Tez tego rodzaju, w historii różnorakich debat, widziałem już wiele"
więc dzieci, nie próbujcie tu wujka Khalida czymkolwiek zaskoczyć...
pochylcie głowy, słuchajcie kazania w pokorze i nie zapominajcie żeście tylko losowymi układami pikseli ! -
Kobieta zmienną jest związaną
Kalid: (co do meritum, bo jakichś pobocznych złośliwości nie chce mi sie komentować)
1. Można przyczepić się do tego, że nie napisalam iż Quine chce zrezygnowac z TRADYCYJNEJ epistemologii a z epistemologii w ogole.
Jednak dla mnie jest to w jakiejs mierze usprawiedliwione: epistemologia ma sens jesli uznamy, ze istnieja transcendentalne (to znaczy niezalezne od doswiadczenia i warunkujace je) zasady poznania ludzkiego, ktore mozemy poznac dzięki refleksji. Jesli stoimy na stanowisku, bo ja wiem, psychologiczno - ewolucyjnym, to wystarczy nam w zupelnosci badanie aktualnych procesow poznawania i powiedzmy, jakas socjologiczno-psychologiczna teoria budowania wiedzy i myslenia. W przypadku epistemologii znaturalizowanej - mamy do czynienia ze zrezygnowaniem z jakiejs transcedentalnej podstawy i jak rozumiem ta nowa "epistemologia" ma byc po prostu jakas bardziej ogolna teoria psychologiczna, dotyczaca tego jak poznajemy i konstruujemy swoja wiedze o swiecie.
"Dawna epistemologia pretendowała niejako do objęcia całej naukowej wiedzy o przyrodzie: chciała ją jakoś skonstruować z danych zmysłowych. Odwrotnie rzecz ma się z epistemologią w jej nowej oprawie: należy ona do naukowej wiedzy o przyrodzie jako dział psychologii."
"Epistemologia, czy też jakiś jej odpowiednik staje się po prostu działem psychologii, a więc nauki. Bada ona naturalne zjawisko, mianowicie fizyczny przedmiot ludzki.(...)"
Dla mnie to cytaty, które potwierdzaja punkt 1.
W pierwszym mamy do czynienia z uwaga, ze o ile do tej pory epistemologia miala nam zrekonstruowac sposob budowania dosiwadczenia niezaleznie od tego doswiadczenia (miała badać możliwość doświadczenia empirycznego). To teraz badamy poznanie ludzi traktując ich nie jako transcedentalny podmiot poznający ale jako istotę biologiczną.
2. Dokladnie takimi problemami zajmuje sie ( w tej chwili) psychologia poznawcza i kognitywistyka. Ten przyklad z normami perceptualnymi, ktory podaje Quine mógłby byc dosc typowa teza psychologii percepcji czy psycholingiwstyki (choć nieco głupawą).
Dlatego twierdze, ze nie ma takich zadan, ktorymi zajmowala by sie osobno jakas "epistemologia znaturalizowana" a nie zajmowalaby sie psychologia. Dlatego uwazam, ze Quine tak naprawde bil w dzwony na pogrzeb epistemologii, bo gdy odbieramy jej wymiar transcedentalny, a wciskamy w ramy metodologii jakiejs nauki szczegolowej przestaje miec swoj filozoficzny charakter.
(wiecej na poparcie tego co pisze mialabym gdybym miala dostep do tekstu, ktory czytalam jednak jakis czas temu) -
Sir Khalid Nasrallah
Cytaty, które skopiowałaś, są wyrwane z kontekstu. To właśnie dalej padają kluczowe dla tego sporu stwierdzenia.
" wiecej na poparcie tego co pisze mialabym gdybym miala dostep do tekstu, ktory czytalam jednak jakis czas temu "
Proszę bardzo: http://www.yousendit.com/download/b...
A tymczasem jeszcze fragment z "Na tropach prawdy" Quine'a:
" Należę do licznej mniejszości lub nieznacznej większości tych osób, które odrzucają Kartezjańskie marzenie o znalezieniu mocniejszych podstaw pewności naukowej niż sama metoda naukowa. Zajmuję się jednak, jak widać, centralnym zagadnieniem tradycyjnej epistemologii, mianowicie relacją między nauką a jej danymi zmysłowymi. Podchodzę do niej jako do relacji wejście-wyjście, zachodzącej między rzeczywistymi obiektami z góry uznanego świata zewnętrznego, relacji, która poddaje się badaniu w ramach pewnej gałęzi nauki opisującej ten świat. Aby podkreślić swoje dystansowanie się wobec marzenia Kartezjańskiego, piszę o receptorach nerwowych i ich pobudzeniu, nie zaś o wrażeniach zmysłowych. Nazywam swoje podejście epistemologią znaturalizowaną, nie będę się jednak spierał z tradycjonalistami, którzy protestują przeciwko zachowaniu przeze mnie słowa 'epistemologia'. Zgadzam się z nimi, że odrzucenie marzenia Kartezjańskiego nie jest niewielkim odstępstwem.
Mylą się oni jednak, gdy protestują przeciwko rzekomemu wyrzuceniu za burtę tak charakterystycznego dla epistemologii elementu normatywnego. O ile epistemologia teoretyczna zostaje znaturalizowaną jako część nauki teoretycznej, o tyle znaturalizowana epistemologia normatywna staje się częścią inżynierii: technologią antycypowania pobudzenia zmysłowego.
Najważniejsza norma epistemologii znaturalizowanej jest w istocie tożsama z główną normą tradycyjnej epistemologii. Jest nią po prostu hasło empiryzmu: nihil in mente ąuod non prius in sensu. "
Przyznam, że zdziwiłbym się bardzo, gdyby Quine, wprowadzając swoją epistemologię znaturalizowaną, chciał część epistemologii, którą określa mianem tradycyjnej (czy teoretycznej), w ogóle usunąć z filozofii, a to, co by po niej zostało, wpisać w ramy psychologii - podejmując taki krok tylko w jednym kierunku. I nie wydaje mi się, by miało to wynikać z tego, co napisał (mówię o komplecie pełnych cytatów, a nie o tych, które sprytnie skróciłaś).
Teza ta wydaje mi się tym bardziej podejrzana, że jeszcze w ostatniej swojej książce ("Na tropach prawdy") Quine uprawia epistemologię tradycyjną, ochoczo opierając się na osiągnięciach Tarskiego.
Nie sądzę, by o epistemologii można było powiedzieć, że jest redukowalna do poziomu czysto epistemicznego i że to "ogólna teoria dotycząca tego jak poznajemy i konstruujemy swoja wiedze o świecie, dająca się zamknąć w ramach psychologii". Nie sądzę tak choćby dlatego, że ogromna część epistemologii to dociekania o charakterze logicznym i dlatego, że poważna część epistemologii odnosi się do nauk dedukcyjnych, które nie są wywodliwe z doświadczenia.
Zgodnie z Twoją wersją zdarzeń dokonania takiego np. Tarskiego czy Poppera (z ich naczelnymi dziełami "Pojęcie prawdy w językach nauk dedukcyjnych", "Pisma logiczno-filozoficzne - Prawda" i "Wiedza obiektywna") należałoby wyrzucić na śmietnik filozoficznej historii, względnie zacząć ich traktować jako psychologów. -
Sir Khalid Nasrallah
I jeszcze cytat:
" Nie widać bowiem powodu, by czynności poznawcze miały całkowicie leżeć poza zasięgiem teorii poznania. Zgoda, że epistemologia nie tyle bada czynności poznawcze, ile uwzględnia wyniki uzyskane przez zawodowych psychologów, ale włączając je w swój własny obieg myślowy, czyni z nich istotny użytek. Sprawa ta ciągle powraca w związku z nowymi prądami w psychologii, ostatnio z powstaniem nauk kognitywnych i rozwojem psychologii poznawczej, przez wielu epistemologów traktowanych jako podstawa rewolucji w teorii poznania. (...)
Teoria poznania, podobnie jak inne działy filozofii, jest kolekcją problemów pozostawionych nam przez poprzedników i niekiedy uzupełnianych. Epistemologia winna korzystać z wszelkich możliwych danych empirycznych jako informacji ważnych dla konsekwencji interpretacyjnych, a to, że są wbudowane w określone hermeneutyki, stanowi o autonomii filozofii wobec nauki, podkreślaną przez naturalistów umiarkowanych. Analiza filozoficzna skutecznie chroni filozofię przed jej redukcją do nauk szczegółowych (nie jest to oczywiście sposób jedyny), m. in. dlatego, że produkty analizy nie są redukowalne do zdań empirycznych. " (Jan Woleński)
( Tak na marginesie, zobaczyłem właśnie, że w "Epistemologii" Jana Woleńskiego epistemologiczny naturalizm Quine'a opisany jest w sposób podobny do tego, jaki przedstawiłaś Ty - choć nie mam pewności, że autorowi chodzi o to samo, bo być może brakuje tam jedynie dopowiedzeń o obustronnym zawieraniu się psychologii i epistemologii, o którym Quine pisze wprost, a o którym wspomina również Woleński. Postaram się to wyjaśnić u źródła - jeżeli mi się uda i czegoś nowego się dowiem, wrócę jeszcze do tego tematu. ) -
Tomasz, Aleksander, Sylwester
Ale dyskusja odjechała. I to nie o polityce, jestem w szoku.
Ja się tylko odniosę do jednej z pierwszych uwag Khalida (dalej KZJZ mnie wyręcza; ) ), że wcale nie jest tak, że nieanalitycy walczą o równouprawnienie filozofii nieanalitycznej w całości. Z reguły, walczą o dobro swojej szkoły. Np. tacy przedstawiciele Frankfurtu chcą udowodnić, że tylko marksizm jest poważną filozofią, a taka filozofia życia w wydaniu Nietzschego jest niepoważna (zresztą, burżuazyjna i stąd szkodliwa). Po prostu, jest filozofia analityczna jako pewna szkoła, doktryna filozoficzna, ale nie ma filozofii nieanalitycznej w tym sensie. Tak jak nie ma takiego sposobu ekspresji artystycznej jak anezja.
Zresztą, dyskusja o tym, która szkoła jest lepsza to takie plemienne - my być dobrzy, oni być źli. Mnie się zawsze wydawało, że w filozofii chodzi o konkretne problemy, a nie o przynależność do odpowiedniej szkoły. Więc proponuję o dyskusji o problemie. -
Tomasz, Aleksander, Sylwester
>Sir Khalid Hassan Al-Nasrallah napisała:
>I jeszcze cytat:
>
>" Nie widać bowiem powodu, by czynności poznawcze miały
>całkowicie leżeć poza zasięgiem teorii poznania."
No jest powód. Oko Wittgensteina, albo jeszcze lepiej - cała spuścizna po Goedlu. Koniec dyskusji :P -
Sir Khalid Nasrallah
" Zresztą, dyskusja o tym, która szkoła jest lepsza to takie plemienne - my być dobrzy, oni być źli. "
A moim zdaniem robienie rzeszom wody z mózgu jakimiś wyjątkowo pokrętnymi środkami, którym chce się nadawać miano "dociekań intelektualnych", "dociekań filozoficznych" czy "wywodów naukowych" wiąże się również z aspektem moralnym. I wcale nie musi to być od razu aspekt sprowadzony do poziomu plemiennego. Zawsze miałem wrażenie, że pisma takiego np. Poppera są środkiem nieco bardziej wyrafinowanym niż topór czy maczuga - choć na płaszczyźnie intelektualnej z reguły są środkiem nie mniej skutecznym, niż topór czy maczuga na płaszczyźnie agresji fizycznej.
Podobne Tematy
strona internetowa IF UW: http://filozofiauw.wikidot.com To grono *NIE* służy do ogłaszania...
Uniwersytet Warszawski, Filozofia
Anonim
Anonim
Anonim
Ag.
Anonim
helen
Grona tematyczne:
Miejsca grona (3)
-
RETRO Kolejowa 8/10, Warszawa
-
Studio Berlin ul. Inżynierska 3, Warszawa
-
Uniwersytet Warszawski Krakowskie Przedmieście, Warsaw
- Dodaj miejsce

