-
Łukasz Jaworski
Jak myśłićie jak okolica itp zmieniła by się gdyby nagle ludziom wpadł pomysł że wszyscy powinni chodzić boso były by jakieś bunty?czy też inne co o tym myślicie? -
Pietrek
Zaczęliby bardziej sprzątać wokół siebie i pieklić się o brud. Nikt by nie pluł na chodnik. -
Andrzej
Oczywiście, że by były bunty.
Poza tym już to wymyślił Pol Pot w Kambodży. I przy okazji wymordował 1/3 narodu.
Nie chcę, by kogokolwiek zmuszano do chodzenia w butach czy do chodzenia boso. -
mkl
Sądzę, że brud byłby taki sam, gdyż Realny Socjalizm przyzwyczaił ludzi do tego, że jak coś jest wspólne, to ja nie ponoszę za to odpowiedzialności, czyli nie szanuję.
Buty pewnie stały by się towarem pożądanym, wyróżniającym z tłumu - mniej więcej tym czym jest teraz chodzenie boso. W sumie powrót mniej więcej do wczesnych wieków średnich. Teraz buty noszą wszyscy, kiedyś nosili wybrani... -
-
Pietrek
>Sądzę, że brud byłby taki sam, gdyż Realny Socjalizm przyzwyczaił ludzi do tego, że jak coś jest wspólne, to ja nie ponoszę za to odpowiedzialności, czyli nie szanuję.
Taaaak. Nie wiedziałem, że socjalizm przyniósł brud do naszej schludnej od wieków Polski. Zanim ogłosisz następne podobne odkrycie - sprawdź termin "plica polonica". Może być na wiki.
Ja zrozumiałem, że chodzi o powszechny zwyczaj przyjęty za ogólną zgodą, na zasadzie: wszystkim odbiło i chodzą boso. Nie brałem pod uwagę opcji narzucenia tej idei...
Rzeczywiście Pol Pot postanowił to narzucić ludziom. Wyszło jak wyszło - jak każde narzucanie. -
mkl
>Pietrek napisał
>Taaaak. Nie wiedziałem, że socjalizm przyniósł brud do
>naszej schludnej od wieków Polski. Zanim ogłosisz
>następne podobne odkrycie - sprawdź termin "plica
>polonica". Może być na wiki.
Nie widzę związku pomiędzy faktami z historii polskiej higieny osobistej i obecnego brudu na ulicy (w kontekście szanowania wspólnej własności). -
Pietrek
Jest związek. Braki w higienie osobistej są wyrazem lekceważenia ludzi w bliskim otoczeniu. Brud na ulicy bierze się z urzędowego uprawiania tej cechy i powszechnego przekonania, że nie warto się upominać o czystość.
Po co sprzątać jak zaraz na pewno przyjdzie jakiś śmierdziel i naśmierdzi? I nikomu nie przyjdzie do głowy, że takiego śmierdziela można wspólnie i zbiorowo wyśmiać, żeby się umył.
Nikomu nie przyjdzie to do głowy, bo ludzie są przekonani, że nie istnieje tzw. dobro wspólne o które warto, można i trzeba walczyć wspólnie.
Czy takie wyjaśnienie problemu Cię zadowala?
-
mkl
>Pietrek napisał
>
>Czy takie wyjaśnienie problemu Cię zadowala?
Niestety nie przemawia do mnie teoria powiązania brudu na ulicy z ewentualnymi brakami w higienie osobistej. Obserwuję wręcz coś innego. Ludzie sprzątają tylko przestrzeń wokół siebie, gdzie termin "wokół" należy rozumieć przez własność prywatną. Widać jak na dłoni, że dbają o to co ich, a jeżeli coś jest wspólne, to już nie koniecznie czują się za to odpowiedzialni (współodpowiedzialni). Ja tu raczej widzę niechęć do poświęcania się czemuś z czego będą w większości korzystać inni i jestem zdania, że higiena osobista ma z tym niewiele wspólnego.

