Boso jest fajnie! (dawniej: Boso po świecie) [333]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Katie

    Lubię chodzić boso i chciałabym poszerzyć tereny moich bosych wędrówek, ale obawiam się o bezpieczeństwo moich stóp. To byłoby nie lada wyzwanie przejść się boso po mieście, ale jak sobie pomyślę ile tam jest brudu, zarazków, a przede wszystkim niebezpieczeństw-takich jak kawałki szkła, to zaczynam się zastanawiać nad swoim pomysłem. Kiedyś podczas bosonogich szaleństw po łące nadepnęłam na osę lub szerszenia i długo się męczyłam z bolesnym ugryzieniem...

    A jak wyglądają wasze doświadczenia?

    Na co najgorszego zdarzył wam się nadepnąć?

    Jak przeciwdziałacie takim zdarzeniom?; )

    Pozdrawiam, Kasia vel Bosa Stopa; )
  • mkl

    >Katie napisała:
    >A jak wyglądają wasze doświadczenia?
    >Na co najgorszego zdarzył wam się nadepnąć?

    Szkło o ile nie stoi na sztorc jest bezpieczne, bo poprostu je się miażdży i idzie dalej. Najbardziej niebezpieczny jest las, bo jest pełno suchych ostrych gałęzi, które potrafią być naprawdę bolesne - no i oczywiście niebezpieczne. No i na wystających korzeniach można sobie palce połamać. Zwykle jednak nie schodzę ze ścieżek, a jeżeli już, to bardzo ostrożnie i patrzę gdzie stąpam.
  • Pietrek

    Zaprawdę powiadam wam: oczy macie abyscie patrzyli na czym stawiacie stopy swoje.
    Odkąd chodzę boso - w zasadzie nie skaleczyłem się w stopę. W lesie owszem bywają trudne do zauważenia wynalazki takie jak buczynowe orzeszki, które czepiają się skóry i jak się na niego stanie to się go ze soba zabiera i staje na nim ponownie.
    Ale w rzeczy typu pokrzywy włażę zazwyczaj celowo - bo przyjemnie jestr wleźć w pokrzywy a potem do strumienia.
    Szkła, korzenie i takie tam zwykle widzę na długo przed nadepnięciem.
    To kwesti uwagi.
  • olek (aka Reynevan)

    Ja skaleczyłem się w stopę dwa razy i to akurat przy okazji spotkań grupowych.
    Raz - koleżanka Ania wepchnęła mnie do jeziorka, gdzie coś ostrego leżało, za drugim razem - podczas radosnych harców po ściółce, gdzieś w lasach Wesołej.

    Oba skaleczenia były drobne, a wynikały - jak widać - z nieuwagi lub przypadku.

    W czasie normalnych spacerów, zwłaszcza po mieście nic nigdy mi się nie stało.

    Na pewno to też zależy od skóry na podeszwie stóp. Ponoć po 3 tygodniach chodzenia wyłącznie boso staje się gruba jak podeszwa trampka; ) Nigdy do tego etapu nie doszedłem, ale myślę, że kilka tygodni chodzenia w sandałach/klapkach i okazjonalne chodzenie boso po "delikatnych" powierzchniach wystarczy, by ja utwardzić na tyle, by spacery po bardziej wymagających podłożach nie były kłopotliwe.

    Co do higieny stóp w tym czasie - pewnie należy je czyścić raczej szczoteczką niż pumeksem, aby nie ścierać skóry, no i smarować kremem, aby skóra była elastyczna i niepopękana.

    Daj znać jak poszedł pierwszy spacer :)
  • Pietrek

    >olek (aka Reynevan) napisał
    >Na pewno to też zależy od skóry na podeszwie stóp.
    >Ponoć po 3 tygodniach chodzenia wyłącznie boso staje się
    >gruba jak podeszwa trampka; ) Nigdy do tego etapu nie
    >doszedłem, ale myślę, że kilka tygodni chodzenia w
    >sandałach/klapkach i okazjonalne chodzenie boso po
    >"delikatnych" powierzchniach wystarczy, by ja utwardzić na
    >tyle, by spacery po bardziej wymagających podłożach nie
    >były kłopotliwe.

    To dość częsty pogląd. Tyle, że gdyby to była prawda, to miałbym juz 15 cm skóry i chodziłbym jak na koturnach.
    Bzdura poganiana niewiedzą wymyślona dawno temu przez ludzi, którzy szukali uzasadnienia dla konieczności noszenia butów - no i wymysł pokutuje i krąży jak marek po piekle, by nie powiedzieć smród po gaciach.

    Skóra nie grubieje od chodzenia boso i mamy na to w tym gronie sporo przykładów.
    Większa odporność bosej stopy bierze się z wygimnastykowanych sprężystych i wydolnych mięśni. których w stopie jest mnóstwo.
    Tej sprężystości nabiera się dość szybko.
    Etap początkowy należy po prostu przechodzić, omijając póki co żwir na ścieżce.
    Szybkość przyrastania skóry jest uwarunkowana genetycznie, do pewnego stopnia się ją dziedziczy, wpływa na nią też odżywanie i tym podobne czynniki.

    Natomiast wśród ludzi chodzących boso na wsiach gdzieś w buszu faktycznie często zdarza się gruba skóra - ale nie dlatego, że przyrosła od braku butów, tylko dlatego, że nie dbają o stopy, bo mają na głowie inne problemy. W tej samej wsi afrykańskiej, gdzie wszyscy chodzą boso, bo tak jest wygodniej - biedni mają zgrubiałe popękane stopy a bogaci - nie. Polecam rzut oka tu http://bosikom.net/gallery.php
    Zgrubiały naskórek chętnie pęka, zwykle głęboko, często do żywego mięcha, często też nieprzyjemnie pachnie - to jest poważny powód, żeby go ścierać i nie hodować. Usuwać nadmiary czyli takie zgrubienia martwego naskórka, gdzie staje się sztywny i kemować.
    I będzie dobrze.

    A na spacerki łaż jak najczęściej. Szkoda lata. Zresztą zdjęcie butów to sposób na to, żeby deszczowe lato było miłe. Fajnie się chodzi po kałużach i mokrej trawie.
  • olek (aka Reynevan)

    >Pietrek napisał
    >To dość częsty pogląd. Tyle, że gdyby to była prawda,
    >to miałbym juz 15 cm skóry i chodziłbym jak na
    >koturnach.
    >Bzdura poganiana niewiedzą wymyślona dawno temu przez
    >ludzi, którzy szukali uzasadnienia dla konieczności
    >noszenia butów - no i wymysł pokutuje i krąży jak marek
    >po piekle, by nie powiedzieć smród po gaciach.

    Dziękuję Pietrek za komentarz, ale chyba znowu nieco przesadzasz - zarówno z efektem jak i jego źródłem.
    Ten pogląd pochodzi od osób bosochodzących i można go uslyszeć np. z ust Cejrowskiego.

  • Pietrek

    Wiesz, że nie uważam Cejrowskiego za wiarygodne źródło wiedzy na jakikolwiek temat... To mitoman tylko troszkę mniejszy od Korwina-Mikke.
    Poza tym powtarzam: gdyby skóra grubiała od chodzenia boso - miałbym już kopyta.
    Po 10 latach jakieś zmiany by były, nie? A nie ma. Zmieniły się mięśnie. Ale nie skóra.
  • olek (aka Reynevan)

    >Poza tym powtarzam: gdyby skóra grubiała od chodzenia boso
    >- miałbym już kopyta.
    >Po 10 latach jakieś zmiany by były, nie? A nie ma.
    >Zmieniły się mięśnie. Ale nie skóra.

    Ale przecież nikt nie mówi, że skóra przyrasta stale i bez przerwy...

    Ja zdecydowanie widzę i czuję różnice między skórą na stopach zaraz po zimie, a latem, np. po urlopie.
    Widzę też, jak inna jest gdy dużo biegam. (jak w zeszłym roku).

    Może już za długo chodzisz boso/w klapkach by pamiętać, jak delikatną skórę miałeś kiedyś?; )

    Myślę, że ten wątek jest poza zainteresowaniem autorki tematu.
    Czy zgodzisz się jeżeli podsumuję, że skóra na stopach staje się nieco twardsza wytrzymalsza, gdy jest częściej wystawiana na działanie bodźców zewnętrznych, niż wtedy, gdy jest nieustannie ścierana (pumeks itp) i noszona w butach i skarpetach?

    Jeżeli nie, to przedstawię to jako własne, indywidualne doświadczenie :)



  • Pietrek

    >Ja zdecydowanie widzę i czuję różnice między skórą na stopach zaraz po zimie, a latem, np. po urlopie.
    Widzę też, jak inna jest gdy dużo biegam. (jak w zeszłym roku).

    Przesusza się szybciej. Nie grubnie. Tak mnie to ciekawiło, ze mierzyłem i notowałem.

    >Może już za długo chodzisz boso/w klapkach by pamiętać, jak delikatną skórę miałeś kiedyś?; )

    Delikatną miałem przed 10 rokiem życia. Jak każde dziecko

    >Myślę, że ten wątek jest poza zainteresowaniem autorki tematu.

    Interesowało ją ryzyko skaleczenia... i chyba wyczerpaliśmy ten temat: zależy od uwagi i patrzenia pod nogi.

    >Czy zgodzisz się jeżeli podsumuję, że skóra na stopach staje się nieco twardsza wytrzymalsza, gdy jest częściej wystawiana na działanie bodźców zewnętrznych, niż wtedy, gdy jest nieustannie ścierana (pumeks itp) i noszona w butach i skarpetach?

    Ja na coś innego kładę nacisk. Ale to kwestia punktu widzenia.
    Mozna chyba na tym poprzestać.
  • olek (aka Reynevan)

    >Pietrek napisał
    >Interesowało ją ryzyko skaleczenia... i chyba
    >wyczerpaliśmy ten temat: zależy od uwagi i patrzenia pod
    >nogi.

    Ja nieśmiało dodaję jeszcze jeden element, o którym powyżej.

    pozdrawiam :)


  • Andrzej

    >To byłoby nie lada wyzwanie przejść się boso po
    >mieście, ale jak sobie pomyślę ile tam jest brudu,
    >zarazków, a przede wszystkim niebezpieczeństw-takich jak
    >kawałki szkła, to zaczynam się zastanawiać nad swoim
    >pomysłem.

    Proponuję zmienić myślenie. Brudny chodnik różni się pewnie od brudnej ziemi składem brudu, ale nie sądzę, by taka różnica miała większe znaczenie. Brud i zarazki są także na tym, czego dotykamy rękami, ale nie skłania to większości z nas do nakładania rękawiczek. Od tego mamy skórę, by nas chroniła. Ostre przedmioty lepiej widać na chodniku niż w trawie; podobnie odchody różnych zwierząt. W plenerze mamy nawet większy wybór, bo w mieście są głównie psie kupy. Czyli bezpieczniej jest chodzić boso w mieście niż poza nim. Zarazkom wystawienie na słoneczny ultrafiolet na chodniku zdecydowanie szkodzi, podobnie jak na plaży, więc też nie widzę większej różnicy. Jedyne wyzwanie, to wytrzymać spojrzenia i komentarze. Ludzie łatwiej akceptują bosych w plenerze niż w mieście. Najlepiej iść w towarzystwie bosym lub obutym. Widząc większą grupę ludzie mają mniejszą chęć do głupich uwag.
    Od chodzenia boso bolą oczy, bo trzeba uważnie patrzeć, co się depcze, ale z natury boso idzie się ostrożniej. Tam, gdzie nie ma dobrej widoczności, polecam koci chód, czyli stawianie najpierw palców. Jeśli czuję coś ostrego, mam jeszcze szansę uratować się przerzucając ciężar na piętę, albo wycofując stopę.
    Dla mnie najgorsze są gałązki tarniny, czyli plener, a nie miasto. Nawet przy ostrożnym chodzeniu zdarza mi się wyciągać kolce, a korzyść z ostrożności jest tylko taka, że kolec nie wbija się głęboko i nie łamie.
  • Pietrek

    Wyzwaniem w spacerze po mieście jest wyłącznie strach przed tym "co ludzie powiedzą". A ludzie nic nie powiedzą, bo mało kto zauważy a z tych co zauważą - mało kto będzie chciał reagować. A z tego promila, co zareaguje - każdy normalny człowiek odniese się z życzliwą ciekawością. Tylko lumpy reagują niemiło - ale tego raczej można się od nich spodziewać niezależnie od stanu zabucenia.
  • Bies

    Podczas chodzenia boso najbardziej narażony na obrażenia, paradoksalnie, jest wierzch stopy. Skóra na wierzchu jest cienka i podatna na zadrapania. A najgorsze co może się przytrafić to przypadkowe kopnięcie w jakąś przeszkodę (korzeń, krawężnik itp) wtedy rzeczywiście boli. O spód stopy raczej nie trzeba się martwić - groźne może być tylko świeżo potłuczone szkło albo jakieś zardzewiałe żelastwo.
  • Piotr Grzegorzewski

    Mnie nie od razu ciągnęło do chodzenia boso. Co prawda w domu bez kapci często chodziłem, ale np do niedawna chodzenie po mieście uznałbym za obrzydliwe i niebezpieczne. Pod koniec wakacji, 4 lata temu wstąpiłem do kolegi. On chciał pograć w piłkę, ale miał tylko jedną parę butów, w dodatku rozmiar o 5 numerów większy, a ja byłem w sandałach. Więc powiedziałem że mogę grać boso. Wyszliśmy do ogrodu. Z jednej strony zadbana trawka z drugiej łąka której nikt chyba nie kosił od paru lat. Znaleźliśmy luźniejsze miejsce i zaczęliśmy grać. Początkowo nie przyglądałem się podłożu, aż nadepnąłem na coś ostrego. Byłem pewien że krwawię, ale nie, nawet śladu nie było. Okazało się że nadepnąłem na uschniętą łodygę jakiegoś krzewu. Później nadepnąłem na jeszcze kilka podobnych, ale również nic mi się nie stało. Później byłem na 18-stce kolegi. Z różnych względów musiałem wrócić już koło 12:30 w nocy. Do domu miałem jakieś 2 km, ulice zupełnie puste... Postanowiłem że zdejmę buty (przekonałem się już wtedy że chodzenie boso w mieście może byc przyjemne ale ciągle obawiałem się reakcji ludzi). Trochę mnie tylko martwiło ze mogę nie zauważyć szkła czy czegoś. Ale wracając sobie spokojnie do domu przez większą część drogi nie widziałem żadnego szkiełka. Dopiero tuż przed domem zobaczyłem malutki kawałek, ale ucieszyłem się ponieważ mimo ciemności nie miałem problemu żeby go wypatrzeć. Więc od tamtej pory - nie, nie boję się że coś mi wejdzie w stopę :)
  • YNP

    Jako że ostatnio sporo po lasach łażę jak się już całkiem ciemno potrafi zrobić, to mogę potwierdzić, że zdarza mi się podrapać, ale nic mi nie wlazło w stopę od dołu mimo łażenia po miejscach z szyszkami, gałęziami itp. Po jakimś czasie automatycznie reaguje się na sensorykę z podeszwy i aktywnie unika problemów.
  • Tania Kili

    Cześć. Fajne gronko macie a temat jeszcze lepszy. Ale z przykrością zaburzę wam sielski spokój. Jak byłam mała i ogródek przy domu, a mieszkałam na parterze, już mi nie wystarczał, to zaczęłam wychodzić na podwórko gdzie kusiły huśtawki i piaskownica. Po ogródku chodziłam boso, no to 50 metrów dalej też bardzo chętnie więc jak zaczęłam podwórkowe wyprawy, mama ostrzegała mnie za każdym razem bym pilnie patrzyła pod nogi. Patrzyłam i jakoś w nic groźnego nie wdepnełam. Zdarzały się drobne skaleczenia które ukrywałam przed mamą i obklejałam się plastrami ale tak obficie że cała konspira szybko się wydawała. Chodzę boso gdzie się da po dziś dzień, szczęśliwie bez żadnych wypadków tylko ostatnio często zdarzały się drzazgi. Ale miesiąc temu przeczytałam że swojska piaskownica, w której z radością spędzałam tyle bosych chwil to teren gorszy od dżungli, tyle tam niebezpieczeństw i to żywych. Cała galeria pasożytów roznoszonych przez psy. Najbardziej zdegustowały mnie tęgoryjce bo podobno wnikają do organizmu przez stopy. A przecież psy brudzą wszędzie, kręca sie nawet po plażach, choć za to grozi kara. Nawet bosy spacer po chodniku to potencjalne niebezpieczeństwo. Ten artykuł zepsuł mi radość oczekiwania na ciepłą wiosnę. W weekend majowy który dostarczył okazji do wielu bosych wędrówek coraz przypominały mi się te robaki. Po powrocie do domy od razu leciałam myć stopy i japonki w których przecież wracałam więc były podejrzanie skażone. Przemywałam stopy nawet spirytusem. Może przesadzałam. Chwilami chyba lepiej za dużo nie wiedzieć. A co Wy sądzicie o tym problemie?
  • olek (aka Reynevan)


    Serdecznie witam kolejną zapaloną bosochodzącą! :)

    Problem pasożytów w piaskownicach jest zagrożeniem potencjalnie poważnym, ale raczej dotyczy raczej dzieci - którym trudno tam zachować higienę - niż dorosłych.

    Nie sądzę, by dotyczyło bosochodzących. Zwłaszcza w przypadku tęgoryjców, które w naszym klimacie nie występują.

    Myślę, że regularne mycie stóp po powrocie do domu - analogicznie do mycia rąk - jest wystarczające. No i ewentualne wstrzymywanie się od bosochodzenia gdy ma się rany na stopach.


  • Maciek

    A ja się dzisiaj trochę "przejechałem" na chodzeniu boso. Wieczór ciepły więc wybrałem się na małą rundkę na bosaka mało uczęszczanymi chodnikami wokół osiedla. A część tych chodników to taka mało przyjazna stopom nawierzchnia - beton czy asfalt z wystającymi wtopionymi kamykami. Jak szedłem to nawet jakoś znośnie było - miejscami trochę ukłuło. Problem wyszedł chwilę potem. Przy opłukiwaniu stóp zauważyłem, że wyskoczyły mi na obu nogach (trochę przed piętą na zewnętrznych krawędziach) spore, bolesne pęcherze (chyba przekroczyłem "dopuszczalny miejscowy nacisk" dla tych miejsc). I nawet jak założyłem w domu papcie, to z lekka kuleję bo to przy nacisku boli.
  • olek (aka Reynevan)

    Może za dużo jak na pierwszy (?) raz...?

    No i tak to jest, jak się chodzi po mało uczęszczanych chodnikach; )))
  • Andrzej

    Cóż, jak się weźmie w delikatne ręce wiosło, czy łopatę, to też bąble wyskoczą.
    Boso trzeba chodzić delikatnie i nie walić piętami o chodnik, jak w butach, tylko stawiać stopy po kociemu: na palce, a właściwie na przednią część stopy. Albo stawiać od razu całą stopę. Jak chodnik jest nierówny i sterczą kamyki, to automatycznie przechodzę na delikatny chód. Idzie się wolniej, ale bezpieczniej.
| |

Motto: "Jedyne w Polsce forum, na którym chodzenie boso nie ma konotacji erotycznych" co...



Fotki

Miejsca grona (0)