-
Lesław Czapliński
Od trzech lat prawie stale chodzę boso: do pracy (wykłądam na uczelni artystycznej), do urzędów, po mieście, w góry, zarówno latem, jak i zimą, w upały i gdy panuje mróz, po lodzie i wodzie, śniegu i piasku. Są oczywiście oficjalne okazje, które wymagają włożenia butów, by nie krępować innych i samemu nie czuć sie skrępowanym. A porpos opery, to kiedyś w piosence "2+1" padało kontestatorskie hasło: "Idź bez butów do opery", co zastosował, nie slysząc zapewne samego wezwania, Patrick Chereau i wybrał się do teatru festiwalowego w Bayreuth w sandałach na bosą stopę, przygotopwując się do inscenizacji tamże "Pierścienia". Wszelako latem chodzę na spektakle operowe w wieczorowych szortach. Pozdrawiam - Leszek -
Andrzej
-
Artur Czuba
-
-
Małgorzata Zielińska
Za nami Sylwester. Spędziłam go w domu, ze przyjaciółmi, dla których tradycyjnie zorganizowaliśmy z mężem prywatkę. Tym razem nie wystąpiłam w wieczorowej sukience lecz w stroju nieco luźniejszym: seledynowy kostium złożony z żakietu i spodni. Przyjaciółki, które doskonale wiedzą, że uwielbiam chodzić boso po domu (i o tym, że mam w cżęści domu ogrzewanie podłogowe), także nie poprzynosiły butów na zmianę. Tak więc cała nasza kobieca szóstka wspaniale bawiła się na bosaka, z czego cztery z nas były zupełnie boso (drugi pokój służył za garderobę, gdzie dziewczyny się przebierały), a dwie pozostałe w samych rajstopach. Panowie zaś – to już różnie: jedni przynieśli buty do przebrania, inni wystąpili w samych skarpetach.
A wszystko zaczęło się od rozmów z przyjaciółkami na temat strojów i butów na Sylwestra. Skwitowałam to, mówiąc, że ja pewnie i tak spędzę ten wieczór na bosaka. Podłapały. I tak wypiłyśmy bosy, noworoczny toast.
-
Małgorzata Zielińska
Z wielkim trudem udało mi się znaleźć temat, na który tak kiedyś żywiołowo dyskutowaliśmy. A rzecz dotyczyła tego, czy szefowej w pracy wypada pokazać się podwładnym na bosaka. Wydarzenie, o którym piszę trochę tę kwestię wyjaśnia. Okoliczności sprawiły, że mogłam sobie na to pozwolić.
We wtorek zostaliśmy zawaleni bardzo pilną robotą. Po godzinach musiałam zostać nie tylko ja, ale i pięć koleżanek i dwóch kolegów z działu planowania. Przechodząc po pokojach, by na godzinę 16:30 zwołać krótką roboczą odprawę zauważyłam, że większość tych pozostałych w pracy dziewczyn pozrzucała buty i na bosaka chodzi po pokojach. Nie dziwię się, upał był nieziemski, a jak do tej pory zarząd firmy strasznie skąpi na zamontowanie w naszym biurze klimatyzacji (ja sama zresztą za nią nie przepadam, przeważnie szybko „łapię” ból gardła) . W tej sytuacji, zapraszając na tą nasiadówkę zaznaczyłam, że nie będzie nic nietaktownego, gdy przyjdą do mojego gabinetu na bosaka. I przyszły, wprawdzie tylko cztery, bo piąta pani była w sandałkach a obaj panowie w pełnych butach. Widocznie jedna z nich musiała uchwycić moje spojrzenie, bo zaczęła się tłumaczyć „że przecież pani dyrektor pozwoliła...”. Uśmiechnęłam się tylko, zrzuciłam z nóg własne klapki i bosa usiadłam z nimi przy stole. Szybko jednak przeszliśmy do pokoju obok, do komputera jednej z koleżanek. I tak popracowaliśmy do godziny 19-tej . Zapomniałam nawet, że jestem boso, było mi przede wszystkim wygodnie, bo od upałów bardzo napęczniały mi stopy. Po pracy, z uwagi na późną porę, odwiozłam dwie z tych dziewczyn do domów. Chcąc – niechcąc musiałam jechać z nimi na bosaka bo przyszłam w tym dniu do pracy w japonkach na szpileczce, a w nich prowadzić nie dałabym rady.
Napisałeś o pokazaniu wrażliwości wśród wspólpracowników – to, że przez parę godzin przebywałam wśród nich na bosaka w moim przekonaniu nie pokazuje jej nijak. Owszem, zdarzało mi się okazywać tę wrażliwość w trochę inny sposób. Dam na to jeden z przykładów. Niedawno jedna z koleżanek wpadła do mnie roztrzęsiona żeby się zwolnić, bo otrzymała telefon, że jej synka idącego do szkoły potrącił tramwaj więc musi szybko jechać do szpitala. Sama wstrząśnięta, poprosiłam, żeby zadzwoniła jaki jest stan zdrowia chłopca. W niepokoju czekałam na telefon, denerwowałam się strasznie. Po trzech godzinach koleżanka przyjechała do biura razem z ty m synkiem. Przyszła tylko, dostarczyć zwolnienie lekarskie na opiekę i poinformować nas, że to groźnego . Chłopczyk miał na nosku opatrunek usztywniajacy, zaklejone czoło i siniak na buzi. Obrażenia na szczęście okazały się niegroźne. Zbiegło się całe biuro, prawie wszyscy przychodzili do jej pokoju i wypytywali, jak się to stało. Pobiegłam i ja. Kiedy zobaczyłam, że chłopczyk jest tylko lekko poturbowany, puściły mi nerwy i rozpłakałam się przy wszystkich. No ale taka już jestem...
-
Małgorzata Zielińska
>olek (aka Reynevan) napisał
>
>>No wiesz, byłaby to już lekka przesada. Jednak w pracy
>pewne formy są przestrzegane
>
>To prawda, są przestrzegane. Ale czy Ty i ich nie
>naruszyłaś?; )
>Czy z punktu widzenia zwodowego dress code'u wyjście do
>klienta w klapkach jest ok, a pokazanie się
>współpracownikom boso - nie ok?
>Mam wrazenie, że tu bardziej dotykasz problemu "czym dla
>mnie jest chodzenie boso". Moze to takie coś bardziej
>intymnego? Pokazanie swojej delikatności, forma odkrycia
>się, której nie chcesz pokazywać podwładnym? :)
>
>
Zawaliłam... mój poprzedni wpis miał być opatrzony cytatem wcześniejszego wpisu Olka
-
Pietrek

