Boso jest fajnie! (dawniej: Boso po świecie) [331]

Zapisz się
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Robert

    Wywołany pytaniami - odpowiadam:-)
    można prowadzić autobus boso i (w przypadku nowszych typów pojazdów) jest to bardzo porównywalne z prowadzeniem auta osobowego. Mam oczywiście na myśli porównywalną pracę stopami, bo - rzecz jasna - prowadzenia pojazdu o tak dużych gabarytach nie da sie porównac z prowadzeniem samochodu osobowego.
    Jeśli chodzi o pasażerów - to kabiny są tak szczelnie zabudowane, że naprawde niewiele widać, chociaż akurat pasażerowie (nawet gdy zdarzyło się, że ktoś zauważy) to nie zwracaja na to uwagi.
    Zakazu prowadzenia boso w UK zdaje sie, że nie ma (choć pewny nie jestem), ale bardzo restrykcyjne są w tym względzie procedury firm przewozowych, które precyzyjnie określają wymogi w stosunku do kierowcy (w tym także do noszonego obuwia). Taki zakaz podobno jest w Polsce (niestety nie umiem podać artykułu z Kodeksu), ale faktem jest, że można za to dostać mandat.
    Ale: policja - też ludzie: zatrzymano mnie w Polsce do kontroli, policjant widział, że prowadzę boso i nie powiedział ani słowa; było upalnie, więc lepiej boso niż w japonkach...
    A odnośnie techniki i łatwości jazdy w Anglii, powiem tak: niezależnie, czy boso, czy w butach - jeździ się łatwiej; zwłaszcza na budzących w Polakach chyba największe obawy - rondach. Ze zmianą biegów w angielskich autach rzeczywiście na początku bywają problemy, które mijają w miarę przejechanych kilometrów (czy... mil... heheh). Ale mój kolega faktycznie kilka razy chwycił omyłkowoza... klamkę w drzwiach. W autobusach na szczęście nie ma tego problemu, bo montowane są tu automatyczne (lub pół...) skrzynie biegów, zatem manualna operacja dźwignią jest znikoma lub w ogóle nie wymagana.
    Ale polecam: podobno w życiu spróbować trzeba wszystkiego, to dlaczego nie spróbować jazdy po lewej stronie...??? Wiem, że dla nas to dziwne, ale tutaj to działa (heheh)
  • Małgorzata Zielińska

    Ponieważ widzę, że wrócił podjęty przeze mnie temat, postanowiłam wypowiedzieć się ponownie. Minęło już 20 lat, jak po raz pierwszy zasiadłam za kierownicą własnego samochodu. A tym samym 20 lat, jak siadając za kierownicą samochodu po raz pierwszy zdjęłam buty. Czy dobrze zrobiłam, że jako niedoświadczony jeszcze kierowca wprawiałam się w jeździe samochodem na bosaka? W myśl przysłowia „czym skorupka za młodu nasiąknie...” spowodowałam, że dziś obsługiwanie pedałów pojazdu w butach jest równie niewygodne, jak dla ktoś, kto przez wiele lat jeżdżenia normalnie, tzn. w butach, spróbował naraz jazdy na bosaka. A czy teraz tego żałuję? Absolutnie nie. Przyszło nam jednak mieszkać w naszym zmiennym, umiarkowanym klimacie i bosonogą jazdę musimy niestety ograniczyć do okresu późnowiosennego, letniego, czy wczesnojesiennego. Gdyby w naszym klimacie panowało wyłącznie lato, wówczas pewnie w ogóle zaniechałabym używania butów do jazdy samochodem i to z ogromną radością. Ponieważ mam więc okazję prowadzić tak i tak, zatem mam porównanie. I tak, pierwszą, niewątpliwą zaletą jazdy boso jest to... że nie mamy na nogach butów, a te jak wiadomo, lubią uciskać, uwierać, najogólniej mówiąc – męczyć nogi. Odczucie takie samo, jakie ma się siedząc przez 8 godzin w biurze w zabudowanych czółenkach. O drugiej zalecie pisaliście obaj, Andrzej i Robert – wyczucie pedałów. Wszystkie samochody, które dotąd miałam, jak również Toyota, którą mam obecnie to auta z manualnymi skrzyniami biegów, a zatem z pedałem sprzęgła. Tutaj właśnie mogę dokonać porównania: gdy po przejeżdżonym boso sezonie letnim przyjdzie mi pojechać w butach, zwłaszcza na sztywnej podeszwie, czuję się trochę jakbym na nowo zaczynała jeździć (no, może nie aż tak, w każdym razie jest mi strasznie niewygodnie). Dlatego bardzo często w zimie przebieram buty na pełne domowe pantofle z miękką podeszwą lub, przy dalszych trasach, po nagrzaniu wnętrza auta zdejmuję buty i prowadzę w samych rajstopach (ile par już w ten sposób podarłam to nie sposób zliczyć). Początkowo, gdy z samochodu zez zwykłymi hamulcami przesiadłam się do auta z ABS-em, miałam z tym trochę problemów, lecz do tego też potrafiłam się przyzwyczaić. Jest wreszcie trzeci plus jazdy na bosaka zwłaszcza upalnym latem i na dłuższe odległości – kiedy dotykam bosymi stopami pedałów, gumowe nakładki przyjemnie drapią podeszwy stóp. Dla mnie jest to działanie relaksujące, taki dodatkowy masaż. Zauważyłam, że to działanie znakomicie odgania senność czy znużenie.
    Natomiast wady – jedyna, którą dostrzegam to ta, że wsiadając do auta trzeba zdjąć, a wysiadając ubrać buty. A to naprawdę niewielki kłopot. Mnie w każdym razie boso jeździ się najwygodniej i nie planuję by to zmienić.
  • Pietrek

    No i włąsnie dlatego przestawiłem się na klapki jako jedyne regularne buty - łatwo się je zdeejmuje
  • bosy-z-lasu

    Kilka razy próbowalem, ale w przypadku mojego auta nie było to wygodne ani bezpieczne, jeżdzę samochodem terenowym ktory nie ma dywaników, gumki na pedalach tez dość szybko sie zużywają i wystaje blacha, hamulec też współpracuje trochę ciężej niż w osobówce. więc mimo że chodzę boso już dość długo i samochodem też już trochę zjeździlem, to prowadzenie auta boso mnie nie odpowiada, chciaż słyszałem na ten temat wiele pochlebnych opini min. w anty-radio p. Joanna Zientarska cytowała jakiś czas temu wyniki badań prowadzonych w tym zakresie chyba w Wlk. Brytani.
    które potwierdzały że wyczucie pedałów jest dużo lepsze, a i kierowca ma mniejsze skłonności do ryzykownych zachowań jak nie ma butów.
  • Iwona Kozik-Szymoniak

    >Małgorzata Zielińska napisała:

    >
    >Jeżeli ktoś z Was, Drodzy Bosochodzący również próbuje
    >czasem bosojeżdżenia, napiszcie o tym. Bardzo jestem
    >ciekawa, czy jest jeszcze ktoś oprócz mnie, kto nie lubi
    >jeździć samochodem mając buty na nogach.
    >
    >
    Ja też w lecie przeważnie jeżdżę na bosaka i jak nietrudno się tego domyślić nauczyłam się od Małgosi. Gocha chociaż jest rok młodsza ode mnie wcześniej zaczęła jeździć samochodem i wcześniej miała swoje auto. Ja uczyłam się jeździć 3-4 lata później. Zanim kupiliśmy pierwsze nasze auto dużo jeździłam z Małgorzatą i zobaczyłam że ona zawsze prowadzi auto na bosaka. Kiedy już nauczyłam się jeździć sama zaczęłam ją naśladować, heh. Tyle że Gosia jest znakomitym, można powiedzieć urodzonym kierowcą. Zjeździła kawał świata. Ma zresztą na tym punkcie kompletnego fioła.
  • Andrzej

    Nie uwierzycie: widziałem bosego harleyowca!
    Do Fromborka zjechali się właściciele bardziej lub mniej wspaniałych maszyn na dwóch kołach, napełniając miasto basowym rykiem silników i robiąc sobie pamiątkowe zdjęcie pod Kopernikiem. Potem przejechali na łączkę nad Zalewem, gdzie akurat odbywały się koncerty zespołów country. Podziwiając imponujące maszyny, dopiero gdy szykowali się do wyruszenia w dalszą drogę zauważyłem, że jeden z motocyklistów chodzi boso. Poza tym był w pełnym rynsztunku, zgodnie z modą dla właścicieli Harleyów. Myślałem, że po prostu zdjął buty, by dać odpocząć stopom, a gdy zobaczyłem, że boso uruchamia motor, było już za późno, by porozmawiać. Zaskoczyło mnie to podwójnie, bo o ile wiem, przepisy nie pozwalają na jazdę motocyklem boso, i w dodatku harleyowcy mają określony dress code.
  • Pietrek

    Gość był hardcorowcem wsród hardcorowców.
  • Paweł hal

    Małgorzato a duzo stracilas rajstop jak chodzisz na boso?pozdrawiam
  • Pietrek

    Mnie się wydaje, że jak Gosia mówi "boso" to nie w rajstopach.
  • Małgorzata Zielińska

    >Paweł hal napisał
    >Małgorzato a duzo stracilas rajstop jak chodzisz na
    >boso?pozdrawiam

    Rozumiem, że w pytaniu chodziło o to, ile rajstop stargałam jeżdżąc samochodem w samych rajstopach, ale bez butów?
    No, ogromną ilość. Bywało, że rano odpakowywałam nową parę, przejechałam do pracy i gdy ubierałam buty żeby wysiąść z auta stwierdzałam, że muszę je przebrać, bo mi "puściły". Na taką okoliczność mam zawsze zapasową parę.

  • YNP

    Słuchajcie, mam pytanie - jak to z prowadzeniem boso samochodu na terenie sąsiadów za Odrą? Czasami mam tam wypady i nie wiem czy czymś ryzykuję.
  • Andrzej

    >YNP napisał
    >Słuchajcie, mam pytanie - jak to z prowadzeniem boso
    >samochodu na terenie sąsiadów za Odrą? Czasami mam tam
    >wypady i nie wiem czy czymś ryzykuję.

    Najlepiej wpisać do wyszukiwarki "barfuss Fahrer" i poczytać. Piszą, że prywatne samochody można prowadzić boso, ciężarówek nie. Jednak jak się trafi czepialski policjant, to zawsze może uznać, że jest to prowadzenie samochodu w sposób nie zapewniający pełnej kontroli nad pojazdem. Ale to może zrobić w każdym kraju, u nas też.
  • Małgorzata Zielińska

    Trochę moich doświadczeń – od kilkunastu lat co wakacje podróżuję z rodziną po Europie, a nawet zdarzyło się nam zahaczyć o skrawek Azji. Nadmienię, choć już nieraz o tym pisałam, że w ciepłych miesiącach roku zawsze prowadzę samochód boso. Przed taką podróżą, w czasie której przejeżdżamy kilka krajów staram się dokładnie zapoznać z przepisami ruchu drogowego obowiązującego w tych krajach. Jak dotąd doszukałam się, że na temat obuwia kierowcy kategorycznie wypowiadają się jedynie przepisy obowiązujące we Włoszech. Kierowca na drogach włoskich ma obowiązkowo mieć na nogach buty na płaskich podeszwach, nie zsuwające się z nóg, a zatem nawet klapki są wykluczone. Ja najnormalniej w Świecie ten przepis notorycznie łamałam i przejechałam prawie całe Włochy nigdy nie mając butów na nogach. Nie polemizuję z celowością czy bezzasadnością przepisów, sama jestem zdania że prowadzenie samochodu przez kobietę w kilkunastocentymetrowych szpilkach może źle się skończyć, zwłaszcza gdyby ta szpilka nagle strzeliła.
    Pomimo że samochodem poruszam się bardzo często, jakoś ostatnio omijają mnie kontrole drogowe. Ostatnia, którą pamiętam, miała miejsce w Polsce, chyba dwa lata temu, zakończyła się zresztą mandatem, bo owszem, trochę za szybko jechałam. Zawsze jestem przygotowana na taką ewentualność, wożę w samochodzie jakieś buty, w które szybko mogę wsunąć stopy. Tam, gdzie wiem, że wolno jeździć w klapkach przeważnie są to japonki o luźnych paseczkach, ewentualnie jakieś luźne, rozczłapane tenisówki. W każdym razie takie, które gdyby nawet przesunęły mi się pod pedał hamulca to i tak nie spowodują jego zablokowania i mieszczą się między naciśniętym pedałem a podłogą, a zarazem szybko można je nałożyć.
    Już zupełnie żartem dodam jeszcze, że oprócz oficjalnie obowiązujących przepisów mnie obowiązuje kategoryczny zakaz jazdy w butach wydany przez moje dzieci – „bo mama jak jedzie na bosaka to zawsze jest wesoła, a jak ma buty na nogach to zaraz o coś się złości albo marudzi”. No, może coś w tym jest...
| |

Motto: "Jedyne w Polsce forum, na którym chodzenie boso nie ma konotacji erotycznych" co...



Fotki

Miejsca grona (0)