Boso jest fajnie! (dawniej: Boso po świecie) [333]

Zapisz się
  • 1
  • 2
Dodaj kartkę Dodaj bana
Powód wlepienia kartki
Wybierz wątek docelowy z listy lub wpisz jego ID
  • Małgorzata Zielińska

    Witam wszystkich serdecznie, z ogromną sympatią przystępuję do Szanownego Grona lubiących chodzić boso.

    Sama nie mam na swoim koncie tak spektakularnych dokonań jak niektórzy forumowicze, może po za jednym, który opisałam w wątku o urlopi spędzonym wyłącznie boso. Jak dotąd nie zdażyło mi się np. pójść boso do pracy, czy na spacer po Krakowie.

    Ale i tak sporo chodzę boso, po domu wyłącznie. Latem chętnie zabieram swą rodzinkę na wycieczki za miasto i nakazuję zbiorowe zdejmowanie butów, a później spacer, nieraz kilka kilometrów.

    A do tego, gdy w okresie letnim jadę samochodem (nieważne czy to po mieście czy w dłuższą drogę) to też prowadzę go na bosaka. No, może z wyjątkiem chłodniejszych dni, wtedy w samych rajstopach, ale bez butów. Jeżeli zdarzy mi się (na szczęście bardzo rzadko, że muszę podwieźć kogoś, przy kim muszę się liczyć z wyglądem i mieć buty na nogach, jestem po prostu chora.

    Samochodem jeżdżę już prawie 20 lat i można powiedzieć o mnie, że jestem rodzinnym kierowcą (mąż prowadzi rzadko i niechętnie). Obwiozłam swoją rodzinkę przez prawie pół Europy, byliśmy samochodem w Grecji, Hiszpanii, na południu Włoch, w tym roku w Chorwacji. Ponieważ uwielbiam jazdę samochodem wszystkie te trasy pokonałam dzielnie siedząc za kierownicą. Zawsze na bosaka.

    Czytałam sporo w różnych portalach motoryzacyjnych, że jazdę boso krytykuje się na równi z jazdą w szpilkach czy klapkach wskazując na niebezpieczeństwo okaleczenia stopy bądź ześlizgnięcia z pedału. Przez te kilkaset tysięcy kilometrów mojego „bosego” jeżdżenia nigdy mi się nic takiego nie przydarzyło. Wręcz przeciwnie, bosą stopą bezbłędnie trafiam na pedał, a przy tym posługuję się nim z dużo większym wyczuciem (jeżdżę samochodem z manualną skrzynią biegów, co wymaga naciskania sprzęgła). Ponadto rowkowane nakładki na pedałach świetnie masują podeszwy stóp, co działa na mnie relaksująco. A przede wszystkim – tak jest o wiele wygodniej, gdyby przyszło mi jechać kilka, lub kilkanaście godzin w butach, na pewno byłabym dużo bardziej zmęczona.

    Jeżeli ktoś z Was, Drodzy Bosochodzący również próbuje czasem bosojeżdżenia, napiszcie o tym. Bardzo jestem ciekawa, czy jest jeszcze ktoś oprócz mnie, kto nie lubi jeździć samochodem mając buty na nogach.

  • Pawel Bik

    Ja jeszcze potrafie prowadzic w butach ale zdarza mi sie to mniej wiecej 5 razy do roku.
    Po wejsciu do auta buty wedruja pod siedzenie niejako automatycznie.
    Jedyny niepewny watek to czy nie wyskocza stamtad pod pedal hamulca przy ostrym
    hamowaniu. Wiec jesli jade sam, to je przekladam obok siedzenia pasazera, a w moim aucie
    mam plaska podloge wiec wedruja miedzy siedzenia. A Ty jak sobie z tym radzisz?
  • Szach Matt

    ja rowniez jezdze boso. buty obowiazkowo na prawa strone auta. ryzyko wypadku jesli cokolwiek dostanie sie pod pedal jest ogromne. co do wyczucia to lepsze mam wlasnie bez butow. na krotkich trasach zdarza mi sie jezdziec w butach i to wlasnie wtedy mialem juz akcje z przycisnieciem dwoch pedalow na raz (gaz + hamulec). zaznacze nieskormnie, ze auto mam cokolwiek wieksze od tzw. malucha; -)

    niezmiennie pozdrawiam
  • Małgorzata Zielińska

    >Pawel Bik napisał
    >Ja jeszcze potrafie prowadzic w butach ale zdarza mi sie to
    >mniej wiecej 5 razy do roku.
    >Po wejsciu do auta buty wedruja pod siedzenie niejako
    >automatycznie.
    >Jedyny niepewny watek to czy nie wyskocza stamtad pod pedal
    >hamulca przy ostrym
    >hamowaniu. Wiec jesli jade sam, to je przekladam obok
    >siedzenia pasazera, a w moim aucie
    >mam plaska podloge wiec wedruja miedzy siedzenia. A Ty jak
    >sobie z tym radzisz?

    Kiedy wybieram się gdzieś samochodem, zawsze ubieram buty takie, by łatwo było mi je zdjąć. Najłatwiej o to w lecie, wtedy z reguły chodzę w klapkach. Przeważnie przed swoim fotelem, ale z dala od pedałów, mam ustawione klapki tak by łatwo było wsunąć w nie stopy. Jeżeli są one lekkie i na płaskich spodach, nie przemieszczą się tak łatwo. A przy tym, przy ostrych hamowaniach nawet gdyby klapek poleciał do przodu, to hamulec i tak jest już naciśnięty. Wszelkie inne buty, które zdjęłam z nóg przed jazdą oczywiście stawiam po stronie pasażera lub za swoim fotelem.
  • mkl

    Kilka razy zdarzyło mi się prowadzić boso. Nie robię tego zbyt często.

    Co do obuwia... Oczywiście bardzo niebezpieczne są wszelkiego rodzaju klapki - szczególnie japonki. Bardzo łatwo spadają z nóg, więc o kłopot nie trudno. Moja sąsiadka często prowadzi swój samochód w japonkach i to takich hmm... bardzo luźnych. No i oczywiście niebezpieczne są szpilki.

    Zrównywanie prowadzenia boso z prowadzeniem w szpilkach to totalna bzdura. Moim zdaniem szpilki czy japonki są dużo bardziej niebezpieczne. Bosa stopa jest... hmm.... niebezpieczna tylko w momencie awaryjnego hamowania, kiedy pedał musi znaleźć się w podłodze. Poza tym jest dużo bardziej wygodna i bezpieczna niż wszelkiego rodzaju inne luźne obuwie.

    W Polsce za prowadzenie boso można dostać kwit. Nie wiem tylko na podstawie jakiego paragrafu...
  • Małgorzata Zielińska

    >Bosy Chłopczyk napisał
    >Kilka razy zdarzyło mi się prowadzić boso. Nie robię
    >tego zbyt często.
    >
    >Co do obuwia... Oczywiście bardzo niebezpieczne są
    >wszelkiego rodzaju klapki - szczególnie japonki. Bardzo
    >łatwo spadają z nóg, więc o kłopot nie trudno. Moja
    >sąsiadka często prowadzi swój samochód w japonkach i to
    >takich hmm... bardzo luźnych. No i oczywiście
    >niebezpieczne są szpilki.
    >
    >Zrównywanie prowadzenia boso z prowadzeniem w szpilkach to
    >totalna bzdura. Moim zdaniem szpilki czy japonki są dużo
    >bardziej niebezpieczne. Bosa stopa jest... hmm....
    >niebezpieczna tylko w momencie awaryjnego hamowania, kiedy
    >pedał musi znaleźć się w podłodze. Poza tym jest dużo
    >bardziej wygodna i bezpieczna niż wszelkiego rodzaju inne
    >luźne obuwie.
    >
    >W Polsce za prowadzenie boso można dostać kwit. Nie wiem
    >tylko na podstawie jakiego paragrafu...

    Czy niebezpieczna w razie awaryjnego hamowania? To głównie zależy od samochodu, czyli od tego jakie ma pedały. Oczywiście nie raz zdażały mi się gwałtowne hamowania, Ostatnio dość niedawno przypłaciłam je podarciem rajstop.
    Co zaś do mandatu? O ile wiem kodeks drogowy w Polsce nic na ten temat nie mówi, inaczej jest w innych krajach, np. we Włoszech. Ale m.in. po to mam klapki w pobliżu, że zanim policjant podejdzie do mojego samochodu mam je już na stopach.
    Zaś co siętyczy japonek, to w lecie tego roku musiałam jechać na delegację służbowym autem, takim z którego wiele osób korzysta i nie było w nim zbyt czysto. Byłam w tym dniu w japonkach więc w nich pojechałam. Dało się jechać, ale czułam się trochę nieswojo, więc przed powrotną drogą przełożyłam dywanik do bagażnika i zdjęłam japonki.
  • Pawel Bik

    Mam to szczescie ze z domu wychodze do garazu w ktorym w aucie czekaja buty.
    Wiec nie ma potrzeby zakladania ich.
    Ktoregos razu chcialem w czasie jazdy zmienic CD w aucie. Zeby sie nie narazic na
    najechanie od tylu, zjechalem na pobocze.
    Jak spod ziemi wyrosl policjant. Czy wszystko w porzadku.
    Ale zdazylem zalozyc japonki zeby uniknac dyskusji.
    Jak najbardziej, mam maly klopot z radiem. OK, powiedzial i odjechal.
  • olek (aka Reynevan)


    Witaj Małgorzato,

    Widzę, że bosochodzący z Krakowa rosną w siłę :)

    Doświadczonym kierowcą nie jestem, trochę więcej jeżdżę od wiosny i oczywiście – gdy mogę, staram się jeździć boso.
    Jest to o wiele przyjemniejsze, ale nie wiem, czy wygodniejsze. Mówiąc o wygodzie mam na myśli to, że w butach pedały naciskają się „same”. Gdy jestem boso – musze nad nimi popracować. I o ile przyjemność wygrywa na dystansach krótszych, to nie wiem, czy odważyłbym się tak jechać dłużej. W trasie chyba zależałoby mi na automatyzmie ruchu.
    Jak to jest u Was? A może po pewnym czasie stopa po prostu się przyzwyczaja i ruch jest równie automatyczny?

  • Pietrek

    Jeżdżę boso prawie od początku. W długich i krótkich trasach.
    Jest wygodniej i pewniej - wyczucie pedału jest o niebo lepsze. W ogóle w mieście chodze cały rok w klapkach, jak siadam za kółko, wędrują pod fotel.
    Co do klapek wpadających pod pedałki - zdarzyło mi się kilka razy, że się przesunęły przy ostrzejszym hamowaniu - poczułem się niezbyt bezpiecznie. Dlatego zawsze wrzucam je głębiej - Fabia ma taki garb pod przednim fotelem, wrzucam buty za niego.
    Uważam, że klapki wpadające pod pedały mogą być niebezpieczne zawsze, jakie by nie były. Lepiej uniknąć ryzyka.
    Co do prowadzenia boso - zapytałem znajomego policjanta, czy wolno prowadzić boso. Powiedział, że nie i zacytował paragraf o tym, że nie wolno w butach stwarzających zagrożenie. Na moją uwagę, że paragraf nie dotyczy jazdy w ogóle bez butów tylko niektórych rodzajów butów - bardzo sie zacukał. Do dzisiaj mi nie odpowiedział na pytanie.
  • mkl

    >Czy niebezpieczna w razie awaryjnego hamowania? To głównie
    >zależy od samochodu, czyli od tego jakie ma pedały.
    >Oczywiście nie raz zdażały mi się gwałtowne hamowania,
    >Ostatnio dość niedawno przypłaciłam je podarciem
    >rajstop.

    Mi się ostatnio zdarzyło, bo pan, który włączał się do ruchu skręcał w lewo a cały czas patrzył się w prawo. Byłem zdziwiony jak głęboko w podłogę jest w stanie wejść pedał... :)

    Akurat na w nowoczesnych samochodach to ABS reguluje siłę hamowania, więc aż tak potężnej siły nie trzeba używać. Ale akurat w przypadku bosa stopa vs stopa obuta działa fizyka na korzyść obutej stopy. Ciśnienie wywierane przez pedał rozkłada się na całą stopę a nie jej fragment, więc poprostu będzie mniej bolało w razie czego; -))))))))
  • Małgorzata Zielińska

    >TUFKA Reynevan napisał
    >
    >Witaj Małgorzato,
    >
    >Widzę, że bosochodzący z Krakowa rosną w siłę :)
    >
    >Doświadczonym kierowcą nie jestem, trochę więcej
    >jeżdżę od wiosny i oczywiście – gdy mogę, staram się
    >jeździć boso.
    >Jest to o wiele przyjemniejsze, ale nie wiem, czy
    >wygodniejsze. Mówiąc o wygodzie mam na myśli to, że w
    >butach pedały naciskają się „same”. Gdy jestem boso
    >– musze nad nimi popracować. I o ile przyjemność
    >wygrywa na dystansach krótszych, to nie wiem, czy
    >odważyłbym się tak jechać dłużej. W trasie chyba
    >zależałoby mi na automatyzmie ruchu.
    >Jak to jest u Was? A może po pewnym czasie stopa po prostu
    >się przyzwyczaja i ruch jest równie automatyczny?
    >
    >

    Moje stopy przyzwyczaiły się już najwyraźniej do tego stopnia, że gdy jadę w butach, zwłaszcza na twardych podeszwach, to właśnie wtedy muszę się bardziej kontrolować. Ale już pisałam - jeżdże tak od 20 lat.
  • Andrzej

    Od lat jeżdżę boso rowerem, więc gdy na stare lata postanowiłem przesiąść się do samochodu, oczywiste było, ze nie zamierzam jeździć w butach. Ponad połowę kursu przejeździłem boso, a instruktorzy jakoś nie zwracali uwagi, że tak nie można. Egzamin zdawałem jednak w butach, ale potem już butów nie zakładałem. W butach nie czuję dobrze pedałów, zwłaszcza pedału gazu.
    Pierwszy raz widziałem bosego kierowcę dawno temu w Olsztynie, gdy pani, która po plaży cały czas chodziła w drewniakach, wsiadając do samochodu rzuciła drewniaki za fotel i pojechała boso. Wtedy stwierdziłem, ze jak zrobię prawo jazdy, to też tak będę jeździł.
    A po Krakowie da się chodzić boso, zwłaszcza po odnowionych uliczkach takich jak Grodzka. Co prawda będąc służbowo we wtorek nie chciałem stresować zakapturzonych i owiniętych szalikami Krakowiaków i pozostałem w butach, ale wcześniej kilka razy sprawdziłem, że boso w Krakowie jest fajnie.
    Pozdrawiam serdecznie bosochodzących z Krakowa. W kwietniu mam być na konferencji, to może umówimy się na mały spacer...
    Andrzej
  • Pietrek

    >Andrzej napisał
    >A po Krakowie da się chodzić boso, zwłaszcza po
    >odnowionych uliczkach takich jak Grodzka. Co prawda będąc
    >służbowo we wtorek nie chciałem stresować zakapturzonych
    >i owiniętych szalikami Krakowiaków i pozostałem w butach,
    >ale wcześniej kilka razy sprawdziłem, że boso w Krakowie
    >jest fajnie.
    >Pozdrawiam serdecznie bosochodzących z Krakowa. W kwietniu
    >mam być na konferencji, to może umówimy się na mały
    >spacer...


    Ju ar uelkam

    Kraków jest ładny w kwietniu. W ogóle dawaj znać, jakbyś miał przyjechać.
  • olek (aka Reynevan)


    Byłem jeden dzień we wrześniu i byłem pod wrażeniem miasta, jakiego Kraków nigdy dotychczas na mnie nie wywierał :)
    Mimo, że był to wtorek (wyjątkowo ładny, co prawda, ale w końcu dzień powszedni), ale miasto, zwłaszcza Rynek, tętniły życiem. Zdałem sobie również sprawę, że tak naprawdę to bardzo dawno nie byłem w Krakowie. Przez ostatnie lata przejeżdzałem, spędzałem tam dwie godziny, pięć, dzień, ale w tym czasie miasto nie było celem samym w sobie. Dodatkowo byłem np. gdzieś na opłotkach, które akurat do ładnych nie należały.

    Jak dodać do tego zdjęcia z Waszego podkrakowskiego spaceru widziane w galerii Sylwii, to także poczułem potrzebę odwiedzenia miasta i Was :)

    No i oczywiście 1 dzień w Krakowie = 1 widziana bosa osoba (na Wawelu)
  • Pietrek

    W ciepły dzień faktycznie można spotkać bosych w mieście i to wcale nie nas. Ludzie tu zdejmują buty, bo Kraków jest niekrępujący
    Zapraszamy...
    Costas wspominał, że może wpaść w niedziele... Ja co prawda mam mase roboty ale może gdzieś pojdziemy.
  • Małgorzata Zielińska

    >olek (aka Reynevan) napisał
    >
    >Byłem jeden dzień we wrześniu i byłem pod wrażeniem
    >miasta, jakiego Kraków nigdy dotychczas na mnie nie
    >wywierał :)
    >Mimo, że był to wtorek (wyjątkowo ładny, co prawda, ale
    >w końcu dzień powszedni), ale miasto, zwłaszcza Rynek,
    >tętniły życiem. Zdałem sobie również sprawę, że tak
    >naprawdę to bardzo dawno nie byłem w Krakowie. Przez
    >ostatnie lata przejeżdzałem, spędzałem tam dwie godziny,
    >pięć, dzień, ale w tym czasie miasto nie było celem
    >samym w sobie. Dodatkowo byłem np. gdzieś na opłotkach,
    >które akurat do ładnych nie należały.
    >
    >Jak dodać do tego zdjęcia z Waszego podkrakowskiego
    >spaceru widziane w galerii Sylwii, to także poczułem
    >potrzebę odwiedzenia miasta i Was :)
    >
    >No i oczywiście 1 dzień w Krakowie = 1 widziana bosa osoba
    >(na Wawelu)

    A ja właśnie mieszkam na opłotkach
  • Pietrek

    Czyli nie musisz nosić butów.
  • Małgorzata Zielińska

    >Pietrek napisał
    >Czyli nie musisz nosić butów.

    To też po podwórku ich nie noszę (no, może nie teraz, w listopadzie i innych zimnych miesiącach roku).
  • Robert

    Zawsze mnie korciło, zeby się w tym wątku wypowiedzieć. Mam jakby "moralne prawo" do tego, gdyż pracuję właśnie jako kierowca... autobusu. Tak jakoś mi się to zawodowe życie poskładało, ze z kierowania ludźmi przesiadłem się na autobusy, tyle, że już na Wyspach. Ale cóż: kierowca to kierowca. Więc nie sposób nie zajrzeć do takiego wątku.
    Otórz przyznam się Wam (bo w firmie lepiej się nie przyznawać), że większość czasu pracy w autobusie również spędzam... boso. Jakkolwiek w Anglii wielu ludzi chodzi boso w różnych miejscach i w różnych porach roku, to jednak jeśli chodzi o wymogi wobec kierowców, są one wyjątkowo restrykcyjne i (jak to Anglia) - konserwatywne. Tutaj nawet kształt podeszwy buta jest określony procedurami, niezmiennymi od tzw. x lat. Zatem trochę łamię te procedury, ale cóż - tak jest wygodniej. Nie wyobrażam sobie spędzać dziennie 8-10 godzin siedząc w aucie w szczelnie zabudowanych butach...
    Natomiast jeśli chodzi o techniczną stronę jazdy (a myślę, że mogę coś w tej kwestii powiedzieć), wygląda to w skrócie tak: przyspieszać lepiej... boso (lepiej czujemy reakcje pedała gazu i możemy przyspieszać miło, i płynnie), jeśli zaś chodzi o hamowanie (zwłaszcza to najważniejsze - czyli nagłe), skuteczniejsze jest wówczas, kiedy na nogach mamy buty. I to takie z... twardą podeszwą. Ktoś już chyba w tym temacie pisał i zdaje mi się, że nawet w podobnym tonie.
    Rzecz jasna auta osobowe (które również prowadziłem boso) są znacznie czulsze i delikatniejsze w prowadzeniu i nie wymagają od kierowcy używania specjalnej siły w nogach, zatem siła hamowania - nawet boso jest bardzo porównywalna z hamowaniem w butach, jednak fakt pozostaje faktem: szybsze i skuteczniejsze hamowanie w nagłych sytuacjach możliwe jest w butach (niestety).
    Stąd pewnie ten przepis o zakazie prowadzenia auta boso i stąd też pewnie to angielskie przesadne przywiązywanie wagi do rodzaju butów u kierowcy.
    Swoją drogą: jak się to ma do kobiecych szpilek (o których przepisy nic nie mówią)...?
  • Andrzej

    Chociaż moje doświadczenie jako kierowcy jest malutkie, całkowicie się zgadzam. W butach nie czuję pedału gazu i albo widzę na wskaźniku obrotomierza, albo słyszę, że już go przydusiłem. Dlatego wolę prowadzić boso. Przy hamowaniu nacisk stopy w bucie rozkłada się na większą powierzchnię; poza tym przy gwałtownym naciśnięciu bosą stopą może zaboleć i wtedy odruchowo cofnie się nogę. Nie byłoby problemu, gdyby pedał hamulca miał szerokość stopy. Ale podejrzewam, że sytuacje, gdy różnica w nacisku na hamulec boso i w bucie miałaby istotne znaczenie, są naprawdę rzadkie. I przy hamowaniu boso jest mniejsza szansa na doprowadzenie do poślizgu.
    Nie wyobrażałem sobie, że kierowca autobusu może prowadzić boso. Pasażerowie tego nie widzą?
    Naprawdę w Wielkiej Brytanii jest zakaz prowadzenia auta boso? Jak to jest sformułowane? Myślałem, że spróbuję trochę pojeździć, chociaż boję się tej lewej strony i nie wyobrażam sobie, jak można zmieniać biegi lewą ręką.
  • 1
  • 2
| |

Motto: "Jedyne w Polsce forum, na którym chodzenie boso nie ma konotacji erotycznych" co...



Fotki

Miejsca grona (0)