-
Małgorzata Madejczyk
Witam,
nie chodzę na boso po mieście, bo i nie mam z kim. Jestem z niewielkiego miasta, nie mam sprzymierzeńców; ) Poza tym taki spacer skończyłby się zapewne obrażeniami, bo żwiru, kamieni i przede wszystkim szkieł nie brakuje.
Jednak po domu i swoim podwórku nieustannie biegam boso, za co jestem regularnie besztana przez teściową (mieszka obok...).
Moja 22 miesięczna córa nie lubi chodzić po trawie, czy własnym chodniczku boso. Nadwrażliwiec. Ale po domu zawsze biega boso! Jesienią, zimą ubieramy skarpetki z cieniutka podeszwą.
Uważam, że tak jest dla Niej najzdrowiej.
Niestety co jakiś czas słyszę głosy, że dziecko powinno w "paputach", nawet w butach ortopedycznych (???).
Że od chodzenia boso dzieciakom robi się płaskostopie.
Co Wy na to? Czy istnieje naukowa literatura potwierdzająca bądź zaprzeczająca takim teoriom? Wiecie coś na ten temat?
Z góry dzięki za odpowiedź :)
PS.
Teraz nie mam chwilki na zapoznawanie się z portalem, bo dzieć szaleje, ale obiecuje, że nadrobię :) -
Pietrek
Sprawdz stronę pod hasłem "Parents for barefoot children" - temat szeroko opracowany i z wieloma odnośnikami.
Tak naprawdę to od początku ludzkosci panuje pogląd, że dziecko powinno chodzić wyłącznie boso - przynajmniej dopóki rośnie. Z klasyków pisali o tym Thomas Moore w "Utopii", tak wychowywał Długosz synów Jagiellończyka. Wyliczać można bardzo długo... Popatrz też na dzieci amiszów - żeby tak zająć się dawną praktyką, która przetrwałą do dzisiaj. Zdaje się ze w Stanach jest to bardzo popularne.
W ostatnich latach ten pogląd się zmienia, bo producenci butów dziecięcych muszą coś jakoś sprzedać a im droższe tym lepiej. To takie sztuczne wzbudzanie potrzeb, zeby je zaspokoić ofertą handlową.
Dla dziecka dotykanie i smakowanie jest bardzo waznym elementem poznawania świata - chodzenie boso i związane z tym dotykanie może być tu bezcenne. Coraz więcej psychologów rozwojowych zaczyna to dostrzegać.
Niezależnie od tego, że chodzenie boso znaczy bardzo wiele dla fizycznego rozwoju - odporność, krążenie, zdrowa mechanika stopy itd.
W Sieci jest mnóstwo materiałów na ten temat - po angielsku i niemiecku. Po polsku mniej. -
Gosiu,
Fajnie, że napisałaś i tu, bo pamiętam, że poruszałaś ten sam temat na starym forum i zastanawiałem się kilka razy, jak się mają sprawy teraz.
Po polsku jest sporo materiałów, ale nie sa to naukowe opracowania.
Raczej artykuły poradnicze dla rodziców.
Jeden z bardziej wyważonych, które pamiętam, raczej namawia do chodzenia boso - http://www.kobieta.pl/dziecko/male-...
Mnóstwo opinii rodziców na ten temat jest na forach poświęconych dzieciom - chocby foum GW.
Z powrotu z urlopu pamiętam scenę z samolotu:
dwójka rodziców, małe dziecko, zbliża się pora lądowania, w Warszawie zapowiedzieli zimno, mama mówi do córki:
"No, Karolinka, choć założymy skarpetki"
a córa na to zdecydowanie i krótki:
"nie, skalpetki nie!" :)
-
-
mkl
Z pewnością znajdziesz za i znajdziesz przeciw. Obuwanie rozwijającej się stopy to oczywiście z pewnością nie jest wskazane. Moim zdaniem dziecko jak najwięcej powinno chodzić boso. Oczywiście trzeba unikać jakichś ekstremalnie twardych powierzchni przez długi czas, bo to może odbić się negatywnie na stawach i kręgosłupie, szczególnie tych pulchniejszych, ale zdaje mi się, że takie sytuacje rzadko występują, że dziecko biega całymi dniami po betonie... Dom, ogródek, park - boso jak najbardziej bez zastanowienia.
Nie należy też popadać w skrajności. Trzeba mieć na uwadze, że skóra na takich młodych stópkach jest bardziej delikatna, cieńsza, bardziej podatna na wszelkiego rodzaju uszkodzenia i infekcje (tu z dużym dystansem bym podszedł).
To że od chodzenia boso dzieciom robi się płaskostopie, to wierutna bzdura, jedna z "mądrości" ludowych zapewne. Aczkolwiek pewnie znajdą się lekarze teoretycy, którzy stwierdzą, że twarde podłoże etc... (pewnie nikt obiektywnych badań nie przeprowadził więc...). Gdy widzę, jak niektóre matki obuwają dzieci w buty (co już jest niewybaczalnym grzechem; )) i do tego jeszcze na sztywnej podeszwie, która generalnie powoduje to, że stopa dziecka nie zgina się w fizjologiczny sposób (apokalipsa w tym wieku), to z pewnością mogę stwierdzić, że dla rozwijającej się stopy bezpieczniejsze będzie bose twarde niż obute miękkie :]
Cieszy mi się buzia jak widzę, gdy małe dzieci w wózkach maja taki naturalny odruch ściągania obuwia i skarpetek. Raz widziałem jak dziecko samo zdjęło buty i skarpetki i wyrzuciło z wózka. Niestety ten odruch zanika z wiekiem :( -
>Bosy Chłopczyk napisał
>Z pewnością znajdziesz za i znajdziesz przeciw.
Z pewnością, ale chodzi o to, żeby na potrzeby przekonywania teściowej przesyłac Gosi te wszystkie "za"; )
>Cieszy mi się buzia jak widzę, gdy małe dzieci w wózkach
>maja taki naturalny odruch ściągania obuwia i skarpetek.
>Raz widziałem jak dziecko samo zdjęło buty i skarpetki i
>wyrzuciło z wózka. Niestety ten odruch zanika z wiekiem :(
Plac zabaw na podwórku pod moimi oknami jest wyłożony tartanem. Dzieciaki po nim biegają na bosaka, nierzadko bez butów zapuszczają się i na rundki wokół podwórka.
Ich mamy za to wszędzie w butach.
Podobnych obserwacji tego lata dokonałem sporo. ,
I zastanawiam sie, kiedy i z jakich powodów ludziom to mija...? :)
-
mkl
>TUFKA Reynevan napisał
>Plac zabaw na podwórku pod moimi oknami jest wyłożony
>tartanem. Dzieciaki po nim biegają na bosaka, nierzadko bez
>butów zapuszczają się i na rundki wokół podwórka.
>Ich mamy za to wszędzie w butach.
>Podobnych obserwacji tego lata dokonałem sporo. ,
>I zastanawiam sie, kiedy i z jakich powodów ludziom to
>mija...? :)
Też to zauważyłem. Na Forcie Bema zrobili bardzo piaszczysty plac zabaw. Dużo dzieci biega tam boso po całym terenie i o dziwo wielu rodziców idzie śladem dzieci. Aczkolwiek są w mniejszości... Ale postęp jest - tak jest widać postęp w stosunku do sandałów i skarpetek :D
Co do wieku - to chyba tak mniej więcej druga połowa podstawówki...
Co do teściowej... Hmmm... Mam ten sam problem z moją rodzoną matką. Sama kiedyś boso do szkoły chodziła, a teraz jedzie po mnie jak nie noszę kapci w domu... Czasami niestety zdarzają się niereformowalne przypadki... -
Oooo, to masz wspaniały obiekt do badan! :)
Wypytaj ją, czemu sama chodziła, a Tobie nie pozwala, czemu nie pozwala, czym to dla niej było, jak to wspomina itp. itd :) -
Pietrek
Jak przeprowadzisz dokłądne badania, to pożaluje, że coś mówiła na ten temat. -
-
Małgorzata Zielińska
Nauczyłam się chodzić boso będąc dzieckiem i to za sprawą mojej mamy (pediatry!). Gdy mieszkałam w rodzinnym domu mama zawsze namawiała mnie i dwie moje siostry do chodzenia na bosaka. Sama też bardzo dużo chodziła boso, zwłaszcza po domu i po ogrodzie. Teraz, kiedy przekroczyła już 60 lat, w letnie ciepłe dni też krząta się po ogródku na bosaka.
Teraz, gdy mam już swój własny dom i swoje dzieci, też bardzo popieram to, że bardzo często chodzą boso, biorąc zresztą przykład ze mnie.
Moje dzieci (bliźniaki) mają dziś po 15 lat, ich stopy są idealnie ukształtowane, nie ma mowy o jakimkolwiek płaskostopiu czy ostrogach nad piętami. Często spotykam się z ostrzeżeniami iż od częstego stąpania po twardej powierzchni ponad piętami tworzą się tzw. "ostrogi" - wysunięte kostki, podobne jak haluksy przy dużych palcach. Owszem tak - jest to przypadłość u osób właśnie noszących obuwie na bardzo twardych podeszwach, jak bardzo modne kiedyś drewniaki.
Ponadto, z perspektywy tych 15 lat wychowywania moich dzieci muszę dodać, że do rzadkości należą u nich wszelkie przeziębienia oraz choroby będące wynikiem wychłodzenia. -
Andrzej
Też znam panią doktor, pediatrę, która lubi chodzić boso i swoje dzieci do tego namawia. Ale kto z pacjentów uwierzy, że chodzenie boso służy zdrowiu, jak wszyscy dokoła mówią "załóż buty, bo się przeziębisz"? Chociaż sporo osób mnie pyta "pan tak dla zdrowia?", ale to są zwykle osoby starsze. Kiedyś więcej mówiono o hartowaniu organizmu. Cóż, żeby dbać o zdrowie, trzeba mieć zdrowie, by nie poddać się presji otoczenia. -
Pietrek
Twoja Mama jest mądrą osobą. I ma z tego profit nie tylko ona jak widać.
Ciekawostka: W wyniku 9 lat chodzenia prawie wyłącznie boso (poza miastem) lub w sandałach (w mieście przez cały rok) płaskostopie mi się w dużej mierze wyleczyło (miałem okropnego platfusa), rozpoczynające się pięknie żylaki zaniknęły a o corocznych chorobach gardła zapomniałem.
Ostatnio rozmawiałem z wydawcą o książce na ten temat a gość mówi do mnie: ale przecież to niezdrowo! -
Małgorzata Zielińska
Dlatego ja sama starałam się stworzyć moim dzieciom warunki, by mogły latem biegać boso koło domu.
W ogrodzie zawsze było wysprzątane tak, by na nic ostrego nie nadepnąć. Nawet teraz, kiedy moje dzieci zbliżają się do wieku dorosłego, często zabieram je gdzieś za miasto (nasze ulubione miejsce do spacerów to brzeg Wisły od Tyńca w kierunku Skawiny, Pietrek na pewno zna te tereny) i idziemy sobie na spacer, oczywiście cała trójka boso (lub czwórka, gdy mąż da się przekonać). Jest to również doskonała okazja, żeby z nimi porozmawiać, bo moje dzieci bardzo lubią rozmawiać ze mną. A mój pomysł wspólnych spacerów na bosaka, podczas których mogą mi o wszystkim opowiedzieć i ze wszystkiego się zwierzyć skomentowały: "mama jest zarąbista". -
-
Andrzej
-
Małgorzata Zielińska
-
Jerry
Świetny pomysł :) Będę musiał pomyśleć o czymś takim, jak będę miał swoje :) -
Pietrek
Rozumiem, że jak będę z Ilonką planował jakiś spacer to się przy łączysz razem z dziećmi? -
Jerry
Oczywiście, choć jeszcze kilka lat upłynie pewnie, nim się swoich dorobię; ) -
Pietrek
-
Jerry
Nieporozumienie :D Ale masz rację, zresztą mam nadzieję, że z czasem więcej osób się przyłączy do pomysłu; )

